Refleksy: Laptopiany dramat

AdS
opublikowano: 25-04-2008, 00:00

Była sobie raz Dziennikarka. Dobra i śledcza. I był sobie raz Minister. Też dobry i śledczy (zbieżność absolutnie przypadkowa). Zły los sprawił, że mieli tylko jednen laptop, ale ponieważ byli — jak nadmieniliśmy — dobrzy, dzielili się tą maszyną bez kłótni. Dziennikarka notowała scenariusze programów (śledczych), a Minister postępy śledztw, które nadzorował. I żyliby długo i szczęśliwie, gdyby nie przyszedł zły Wirus —i wszystko pomieszał. Śledztwa i audycje zamieniły się z miejscami.

Programy Dziennikarki były nadal dobre, ale zaproszeni do programów goście byli przesłuchiwani bez prawa do odmowy zeznań i nie mogli opuścić telewizyjnego studia, dopóki nie złożyli zeznań (tzw. audycja wydobywcza). Śledztwa prowadzone przez Ministra też nabrały nowej jakości — zawsze filmowano je z kilku kamer, by można było dobrać właściwe ujęcie, zatrudniano kaskaderów, statystów. Minister stał się profesjonalistą w każdym calu, więc wszystkich aktorów śledztwa prewencyjnie pudrowano, by się nie świecili w blasku jupiterów (jedynie złośliwcy twierdzili, że po to, by nie przyćmiewać blasku Ministra). Tylko tajni funkcjonariusze tajnych służb narzekali, że im się kominiarki brudzą od pudru. Podejrzanych wprawdzie nie pudrowano, ale oni tak byli zapikslowani.

Działo by się tak pewnie do dziś, ale Minister i Dziennikarka zorientowali się, że jacyś inni szatani tu mieszają (albo inne wirusy?). Dlatego Minister z bólem serca zabił laptop. Koniec tej historii jest smutny — bo laptop już nie krzyżuje ich planów, ale i Dziennikarka nie robi swoich programów, Minister nie prowadzi śledztw. Żyją wprawdzie, ale cóż to za życie bez laptopa. A wirus? Jak to wirus, przeskoczył sobie do innego laptopa. Do którego? To się pewnie wkrótce okaże.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: AdS

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu