Restauracyjnym szlakiem: Smakowe turbulencje

aktualizacja: 16-03-2017, 11:49

Musieliśmy nagle wpaść do Londynu. W obawie przed potencjalnymi „smakołykami” na pokładzie samolotu postanowiliśmy zjeść coś na lotnisku w Warszawie. I wypić.

Wybraliśmy Cafe Impuls na starym terminalu. Hot sandwiches rzeczywiście godne polecenia, wino już mniej. Chardonnay, 2007, Gallo (32 zł 250 ml) to podstarzały „kompot”. Na pokładzie British Airways spodziewaliśmy się więc cudów, ale z białych win podawano, niestety, tylko jedno. Chardonnay Argento. Bez sensacji, chociaż młode. Na główne danie, oczywiście, przyniesiono bułę. Z pastą z tuńczyka (and sliced cucumber).W porównaniu do propozycji innych linii zdecydowany przebój.!  Dwa dni później (w drodze powrotnej) w paradę weszła nam mgła. Odlot z Heathrow przesuwał się na ekranach z godziny na godzinę. Sygnalizowano nawet 22-gą. Pomyśleliśmy, żeby się „przebudować” na następny dzień. Miejsc w samolocie było mnóstwo (sprawdziliśmy). Uprzejmie wyrażono zgodę, ale pod warunkiem, że wykupimy nowy bilet. Nasz rejs był akurat „planowany do odlotu” niezależnie od opóźnień. I już! Zrezygnowani, czekaliśmy dalej. Rzeczywiście, w końcu samolot odleciał. I kto nas powitał na pokładzie? Oczywiście, koleżanka buła pod pachę z Argentyńczykiem.
Gwoli ścisłości, buły były dwie. Znana nam wcześniej z tuńczykiem i ta dla „królików” (zostały jakieś). Wybraliśmy wegetariańską: Egg and tomato roll. Zaskakująco OK. Biały Argentyńczyk ponownie był samotny w barku. Byliśmy trochę zawiedzeni, bo ostatnio pisano w „Newsweeku”, że w samolotach są super restauracje.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Stanisław J. Majcherczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Restauracyjnym szlakiem: Smakowe turbulencje