Revolut idzie po milion Polaków

opublikowano: 13-10-2019, 22:00

Fintech, który próbuje zmienić świat finansów w globalną wioskę, ma wobec kraju nad Wisłą ambitne plany

Brytyjski start-up o globalnym zasięgu zadebiutował na rynku ponad cztery lata temu z kartą wielowalutową, zintegrowaną z aplikacją mobilną, którą można płacić na całym świecie bez kosztów przewalutowania. Wraz paletą usług i produktów rośnie liczba jego klientów. Obecnie z Revoluta korzysta blisko 8 mln osób, z których ponad 700 tys. pochodzi z Polski, co plasuje nasz kraj na trzeciej pozycji pod względem popularności, po Wielkiej Brytanii i Francji.

Revolut, którego w Polsce reprezentują Karol Sadaj i Stefan
Bogucki, pracuje nad nową ofertą — kartą dla dzieci. Obecnie z usług fintechu
mogą korzystać wyłącznie osoby pełnoletnie.
Zobacz więcej

OFERTA DLA MŁODYCH:

Revolut, którego w Polsce reprezentują Karol Sadaj i Stefan Bogucki, pracuje nad nową ofertą — kartą dla dzieci. Obecnie z usług fintechu mogą korzystać wyłącznie osoby pełnoletnie. Fot. WM

— Sekwencja nie jest przypadkowa — odzwierciedla kolejność, w jakiej fintech wchodził na poszczególne rynki. Polska goni Francję i niewykluczone, że oba kraje niebawem zamienią się miejscami na podium. Liczmy, że najpóźniej do maja przyszłego roku przekroczymy nad Wisłą milion użytkowników, a w najbardziej optymistycznym scenariuszu zrobimy to jeszcze przed końcem bieżącego roku — mówi Karol Sadaj, odpowiedzialny za rozwój Revoluta w Polsce.

Z czterech biur spółki największe pod względem liczby pracowników znajduje się w Krakowie — zatrudnia ich 668. Pozostałe są w Londynie, Berlinie i Porto.

Ultraszybki wzrost

Do 2023 r. Revolut chce obsługiwać 100 mln klientów. To ważny punkt w strategii rozwoju, który spółka realizuje dzięki dużym nakładom inwestycyjnym na globalny biznes. Fintech ma już ugruntowaną pozycję w Europie i właśnie szykuje się na podbój Azji i obu Ameryk. W pierwszej kolejności wejdzie do Kanady, Japonii, Nowej Zelandii, Singapuru oraz Stanów Zjednoczonych, a następnie do: Argentyny, Brazylii, Chile, Kolumbii, Hongkongu, Indii, Indonezji, Korei Południowej, Malezji, Meksyku, Arabii Saudyjskiej, RPA, Tajwanu, Tajlandii, Wietnamu, Filipin i na Ukrainę. Od inwestorów pozyskał już 336 mln USD i już przygotowuje się do kolejnej rundy inwestycyjnej. W 2018 r. fintech miał 58,2 mln GBP przychodów (o 354 proc. więcej niż rok wcześniej) i 32,8 mln GBP straty netto.

— Spółka już byłaby zyskowna, gdyby nie agresywna ekspansja. Mocno wierzymy jednak, że kluczem do sukcesu jest jak największa skala, mierzona liczbą klientów — podkreśla Karol Sadaj.

Model biznesowy

Źródłem przychodów Revoluta jest m.in. płatne konto premium dla klientów detalicznych (spółka nie ujawnia, jaki odsetek klientów korzysta z płatnych planów, liczy jednak na coraz większe zainteresowanie), konto dla firm (to najbardziej dochodowy segment), karta metal, która daje takie profity, jak np. dostęp do saloników lotniskowych czy money back przy transakcjach kartowych. Jeszcze do niedawna wydatki Revoluta na kampanie promocyjne, również w Polsce, były marginalne. Jak więc udało mu się przekonać do siebie tylu klientów?

— Na sukces składa się kilka czynników: odpowiedni czas, pomysł, pieniądze inwestorów. Naszą misją jest stawianie świata finansów na głowie, i skutecznie to robimy. Umożliwiamy ludziom dokonywanie praktycznie bezkosztowych transakcji wielowalutowych, na co banki przez lata się nie zdecydowały, chociaż mogły to zrobić. Udowadniamy, że finanse mogą być przyjemne i lekkie. Revolutem można wysłać pieniądze z gifem. Niby drobiazg, a już co czwarty przelew jest okraszony zabawnym obrazkiem — mówi przedstawiciel Revoluta.

Fintech czuje potrzeby klientów i spełnia ich oczekiwania. Umożliwia zrzutkę na rachunek w restauracji, odkładanie pieniędzy na rachunku kilku osób na sfinansowanie wspólnego celu czy w końcu inwestowanie w akcje ponad 450 zagranicznych spółek i najpopularniejszych kryptowalut. Nawiązuje ponadto partnerstwa z różnymi firmami, dzięki czemu oferuje zniżki na ich produkty, np. kurs programowania. To wszystko sprawia, że ludzie chętnie pokazują się z kartą płatniczą opatrzoną logo Revoluta, polecają ją znajomym, a od niedawna dostają za to też pieniądze (i polecający, i nowy klient). Od 1 lipca tego roku fintech umożliwił klientom przekazywanie datków na rozmaite cele charytatywne, np. na ratowanie lasów deszczowych Amazonii, które w tym roku trawił ogień, World Wide Fund for Nature (WWF), Save the Children, ILGA- Europe. Darczyńcy przekazali już w sumie 2,2 mln zł, w tym ponad 100 tys. zł Polacy. To skłoniło firmę do rozszerzenia usługi w aplikacji.

— Chcemy rozwijać funkcję dobroczynną i umożliwić klientom wspieranie także polskich organizacji pozarządowych — mówi Karol Sadaj.

780 mln - tyle transakcji zrealizował dotychczas Revolut…

85 mld USD …a taka jest ich łączna wartość.

150 - w tylu walutach można płacić Revolutem…

29 …a w tylu walutach można przechowywać pieniądze na rachunku i je przelewać Revolutem bezkosztowo.

1500 - tyle osób zatrudnia Revolut na świecie.

OKIEM EKSPERTA

Stary nowy produkt

MARCIN GRABISZEWSKI, dyrektor w odpowiedzialny za rozwój w krajach Europy Wschodniej w Neo Capital Markets

Czy karta wielowalutowa to dobry produkt? Szczerze przyznam, że od początku mojej długiej przygody z Revolutem w roli klienta nie zwracałem nawet uwagi na kartę wielowalutową, gdyż… od kilku już lat korzystałem z karty wielowalutowej wydanej przez jeden z działających w Polsce banków. Czy byłem z niej zadowolony? Bardzo. W zasadzie wiązały się z nią jedynie dwa problemy. Po pierwsze — liczba walut była limitowana do kilku krajów z grupy G10, ale dla przeciętnego turysty dostęp do płatności w GBP, USD i EUR w zupełności wystarcza. Po drugie — aby szybko doładować kartę w danej walucie, musiałem skorzystać z kursów oferowanych przez bank, a te do atrakcyjnych nie należały. Połączenie tych dwóch elementów, czyli atrakcyjnych kursów i wielu walut, przyczyniło się do tak szerokiego sukcesu Revoluta. Warto dodać, że nie przypominam sobie, aby którykolwiek bank promował karty wielowalutowe. Dlaczego? Przede wszystkim część banków nie chciała takiego rozwiązania wprowadzić na rynek, a te, które taką kartę miały w ofercie, traktowały ją jako tzw. produkt defensywny, czyli taki, który oferuje się klientom głównie w celu ich utrzymania. Dla banku taka karta oznacza ograniczenie przychodu z wymiany walutowej na wszystkich transakcjach dokonywanych przez jej użytkownika w innej walucie niż waluta karty. Zatem czy karta wielowalutowa to dobry produkt? Bardzo dobry dla klienta, niekoniecznie dla banku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karolina Wysota

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy