Rok 2016 zaprojektuje jeszcze koalicja PO-PSL

opublikowano: 07-07-2015, 22:00

Według stanu prawnego na dzisiaj omówiony powyżej program Prawa i Sprawiedliwości jest jedynie propozycją partii aspirującej do przejęcia władzy.

Cała produkcja legislacyjna nadal wychodzi z wytwórni Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego. Ale od 6 sierpnia, gdy przysięgę prezydencką złoży Andrzej Duda, radykalnie zmienią się realia ostatniego etapu stanowienia prawa. Wszystkie ustawy, które zdążą dotrzeć do fazy rozpatrzenia poprawek Senatu na posiedzeniu Sejmu w dniach 4-5 sierpnia, mają gwarancję podpisu prezydenta. Bronisław Komorowski ostatni raz wykona tę usługę wobec macierzystej partii dosłownie w godzinę. A potem zaczną się już strome schody, albowiem dorobek posiedzeń Sejmu w dniach 9–11 września oraz pożegnalnego 24–25 września trafi przed bardzo surowe dla obecnej koalicji oblicze Andrzeja Dudy. Gdy nowy prezydent zwróci jakąś ustawę do Sejmu z prośbą o ponowne jej uchwalenie większością 3/5 głosów (czyli teoretycznie 276), to będzie miał pewność skuteczności weta — wystarczy, że na podjęcie decyzji wykorzysta po prostu przysługujące mu 21 dni…

Z ustabilizowanych sondaży wyborczych wynika jednak, że program PiS to nie głos opozycji, lecz przyszłego rządu. Mandaty w Sejmie mogą się tak rozłożyć, że lista PiS jako pierwsza w dziejach III RP zdobędzie większość bezwzględną, czyli co najmniej 231 miejsc. Drugim wariantem jest jej pierwsze miejsce, ale poniżej wspomnianej liczby — wtedy do koalicji PiS będzie musiało dobrać jakiś inny klub. Teoretycznie wchodzi w grę jeszcze trzecia możliwość, że nawet zajmując pierwsze miejsce, PiS znajdzie się… w opozycji, albowiem większościową koalicję zmontuje druga w kolejności PO. Ten ostatni wariant byłby początkiem zdumiewającego okresu w dziejach III RP, albowiem Senat z samej istoty ordynacji większościowej zawsze bezwzględnie przejmuje partia najlepsza w Sejmie. Bez względu jednak na relacje mandatów w Sejmie prezydent Andrzej Duda po wyborach na pewno desygnuje w pierwszym podejściu na premiera Beatę Szydło. Dlatego jej prezentację podczas sobotniego konwentyklu PiS w Katowicach naprawdę wypada traktować jako pierwszą wersję sejmowego exposé kandydatki na premiera.

Kalendarz wyborczy jest uzasadnieniem tytułu tego komentarza. Przyjmijmy, że wybory parlamentarne odbędą się 18 października, a pierwsze posiedzenie nowego Sejmu prezydent Andrzej Duda zwoła jak najszybciej, bez odczekania 30 dni, czyli np. już 10 listopada. Nawet przy takim przyspieszeniu nie ma jednak żadnych szans, by jakiekolwiek ważne ustawy, na przykład zmiany PIT czy CIT, znalazły się w Dzienniku Ustaw do 30 listopada. A właśnie taki termin ogłoszenia prawa podatkowego wchodzącego od 1 stycznia następnego roku wymagany jest przez Trybunał Konstytucyjny. Podobnie z budżetem państwa na rok 2016 — jego projekt wniesie 30 września rząd Ewy Kopacz, potem powtórzy to w dniu inauguracji nowego Sejmu. Nowa większość oczywiście będzie mogła budżet przepracować, ale realnie w dość ograniczonym zakresie — podstawowe parametry ustali rząd kończący kadencję.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu