Rozmontujmy biurokrację ustawą Wilczka

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 10-12-2013, 00:00

Gdyby przyjąć na nowo przepisy o działalności gospodarczej z 1988 r.? Byłby chaos, a potem eldorado

Odetnijmy biurokrację jednym szybkim cięciem. Wróćmy do ustawy Wilczka — apeluje w 25. rocznicę opracowania tego aktu prawnego Centrum im. Adama Smitha (CAS).

Zobacz więcej

Mieczysław Wilczek, fot. Marek Wiśniewski

— Mieczysław Wilczek dał nam w 1988 r. rzeczywiście wolny rynek. Nadszedł czas, by ten krok powtórzyć — przekonuje Robert Gwiazdowski, prezydent CAS.

W grudniu 1988 r. Mieczysław Wilczek, wieloletni przedsiębiorca i świeżo upieczony minister przemysłu, wprowadził ustawę o przedsiębiorczości, która uznawana jest za symboliczny początek wolnego rynku w Polsce. Miała zaledwie pięć stron i mówiła, że Polacy mogą zakładać firmy i dozwolone jest wszystko to, czego nie zakazują inne przepisy. Aby rozkręcić biznes, wystarczyło wysłać do urzędu list z czterema danymi: imieniem i nazwiskiem, adresem zamieszkania, nazwą firmy i datą rozpoczęcia działalności.

— To Mieczysławowi Wilczkowi zawdzięczamy to, że Polska gospodarka dokonała takiego skoku cywilizacyjnego przez ostatnie ćwierć wieku — przekonuje Robert Gwiazdowski. Ustawa Wilczka być może przyczyniała się też do tego, że przejście z komunizmu do demokracji odbyło się w Polsce bez rozlewu krwi.

— Szacuje się, że ta ustawa dała pracę około 5-6 mln Polaków. Ludzie zwalniani z restrukturyzowanych zakładów państwowych, zamiast rzucić się z kamieniami na rząd, jak np. w Rumunii, wyszli na ulicę handlować i rozkręcać własny biznes. To była kontrrewolucja straganowa — mówi Andrzej Sadowski, wiceprezydent CAS.

Pełna swoboda prowadzenia biznesu nie trwała jednak długo. Od 1990 r. każdy kolejny rząd i parlament dokładały przepisów, które coraz bardziej krępowały przedsiębiorczość. Według CAS, obecne próby deregulacji prowadzone w Sejmie czy Ministerstwie Gospodarki nie wystarczają, żeby uwolnić gospodarkę z gorsetu przepisów, licencji i zezwoleń.

— Mieczysław Wilczek zamiast ryby dał Polakom wędkę. Niestety, później politycy wprowadzili koncesję na połów ryb w naszym stawie. Czas tę koncesję znieść — przekonuje Robert Gwiazdowski. Marek Kaduczak z Komisji Europejskiej twierdzi, że od strony prawnej nic nie stoi na przeszkodzie, aby wprowadzić choćby dziś w życie ustawę Mieczysława Wilczka.

— Te przepisy w żaden sposób nie kolidowałyby z prawodawstwem unijnym. Powiem więcej, Polska takiej ustawy potrzebuje, a nawet cała Unia Europejska jej potrzebuje. Jak szacuje KE, wypełnianie obciążeń administracyjnych to dla przedsiębiorstw działających w UE koszt około 15 mld EUR rocznie — mówi Marek Kaduczak.

Wydaje się, że uwolnienie polskich firm od wszelkich zezwoleń, licencji, koncesji itp. wywołałoby chaos w polskiej gospodarce. CAS przekonuje jednak, że zamieszanie byłoby tylko chwilowe, a dałoby Polsce impuls rozwojowy na lata.

— Skoro udało nam się obalić komunizm, rozbić ZSRR i wyprowadzić wojska radzieckie z Polski, to czemu miałoby się nie dać zlikwidować paru niepotrzebnych przepisów? Wystarczy jeszcze raz przyjąć ustawę, którą 25 lat temu wymyślił Mieczysław Wilczek — przekonuje Andrzej Sadowski.

SONDA

Uproszczenie prawa może tylko pomóc

EWA BOBKOWSKA, prezes spółki PA Nova

Moja firma powstała tuż przed wprowadzeniem ustawy Wilczka, ustawa pomogła jej się rozwinąć. Wówczas był to bardzo silny impuls dla przedsiębiorczości Polaków. Dziś bardzo potrzebujemy nie tylko liberalizacji w sferze działalności gospodarczej, ale przede wszystkim w kwestiach formalnoprawnych. Nie jest normalne, że przygotowanie administracyjne inwestycji deweloperskiej trwa trzy razy dłużej niż sama inwestycja. To, co ułatwiało wówczas podejmowanie decyzji przez urzędników, to dość niskie płace i mała atrakcyjność pracy w administracji. Dziś urzędnikom znacznie bardziej zależy na pracy, więc wolą się nie wychylać.

HENRYK ORFINGER, prezes i założyciel firmy kosmetycznej Dr Irena Eris

Ustawa Wilczka to była piękna idea, która ożywiła gospodarkę pod koniec lat 80. Jako koncepcja, bardzo fajna, pytanie, czy dzisiaj udałoby się nam ją wdrożyć. Mam pewne wątpliwości, w końcu w ciągu ostatnich 20 lat gospodarka bardzo się zmieniła. Myślę, że ustawa Wilczka bis wymagałaby znacznych przygotowań, związanych m.in. ze stworzeniem listy tego, co jest zakazane. Nie byłoby to łatwe zadanie.

ANDRZEJ S. NARTOWSKI, prezes Polskiego Instytutu Dyrektorów

Skoro postuluje się przywrócenie ustawy Wilczka dlatego, że się sprawdziła w 1988 r., to jeszcze lepiej byłoby przywrócić statuty Kazimierza Wielkiego, które przecież dały potężny impuls dla rozwoju polskiej gospodarki w XIV w. Warunki się zmieniają i prawo musi zmieniać się wraz z nimi.

PAWEŁ JAGUŚ, prezes firmy Qumak

Prowadzenie biznesu powinno być intuicyjne, a nie analityczne. Przedsiębiorca powinien czuć, że to, co robi, mu się opłaca, a nie być później zaskakiwany przez różnego rodzaju przepisy, zakazy i nakazy. W Polsce tak nie jest. Wszystkie obostrzenia finansowe czy prawne, które pojawiły się o ostatnich ponad 20 latach, po prostu przeszkadzają w prowadzeniu biznesu. Dlatego — choć moja firma działa w branży technologicznej, w której liczy się stopień komplikacji — jestem za upraszczaniem podstaw działalności gospodarczej. Wszystko, co jest prostsze, jest skuteczniejsze. Każda komplikacja generuje potrzebę zatrudniania nowej rzeszy urzędników, którzy muszą nas kontrolować, by istnieć, i utrudniają prowadzenie biznesu.

JÓZEF MOKRZYCKI, prezes Mo-Bruku

Działalność gospodarczą prowadzę od 1985 r., więc posmakowałem jej jeszcze za komuny. W tym czasie przedsiębiorca był traktowany jako wróg ustroju socjalistycznego. Po wprowadzeniu ustawy ministra Wilczka wyraźnie dało się odczuć przyzwolenie władzy dla wszystkich, którzy zgodnie z prawem umieli rozkręcać biznes. Pierwsze moje pozwolenie ograniczało liczbę zatrudnionych osób w firmie do ośmiu. Kolejne rządy wprowadziły tyle ograniczeń, pomimo istnienia ustawy o tzw. swobodzie prowadzenia działalności gospodarczej, że czuję się dziesięciokrotnie bardziej skrępowany przepisami niż za czasów Wilczka. Gdyby dziś władza wróciła do czasów Wilczka, to musiałaby połowę ministrów wymienić. Nie wolno jest traktować przedsiębiorców jak kombinatorów i złodziei. Trzeba budować ich autorytet, bo płacą podatki i zmniejszają bezrobocie w kraju.

MACIEJ DUDA, wiceszef rady nadzorczej PKM Duda

Rząd przeprowadza jedynie taką minideregulację, uwalniając niektóre zawody. To jednak wciąż zdecydowanie za mało. Maksymalne uproszczenie prawa może tylko pomóc. W końcu przedsiębiorcy otrzymaliby wolność, co na pewno przyczyniłoby się do wzrostu polskiej gospodarki. Biznes prowadziłoby się łatwo, a przedsiębiorca, zamiast myśleć o mnogości przepisów i o tym, czy je właściwie interpretuje, mógłby zająć się rozwojem firmy.

ARTUR NOWAK- -GOCŁAWSKI, twórca ANG Spółdzielnia Kredytowa

Moja mama znała osobiście ministra Wilczka i wypowiadała się o nim w samych superlatywach. Duch przedsiębiorcy podpowiada mi, że powrót do tamtej prostoty byłby świetnym pomysłem, bo przecież im prostsze zasady, tym łatwiej prowadzi się biznes. Z drugiej jednak strony, pragmatyzm mówi mi, że w dzisiejszych czasach nie jest to już chyba możliwe, bo wymagałoby rewolucyjnych zmian. Nie wiem, czy są one realne, i nie wiem też, czy pożądane. Patrząc przez pryzmat bardzo ważnych dla mnie wartości, jak zrównoważony rozwój, działania w obszarze CSR, odpowiedzialności biznesu, które bardzo powoli przyjmują się w Polsce, obawiam się, że gdyby znieść wszelkie bariery, biznes stałby się jeszcze bardziej drapieżny niż teraz. Nie mam pewności, czy przedsiębiorcy są przygotowani do działania w ramach pełnej swobody gospodarczej. Wydaje mi się, że w czasach ministra Wilczka w nowych biznesmenach było więcej romantyzmu niż obecnie.

KRZYSZTOF NOGA, wiceprezes Duonu

Drugi Wilczek mógłby się przydać energetyce, bo koncesjonowanie tego sektora jest zupełnie niepotrzebne. Flagowym przykładem jest oczywiście licencjonowanie maklerów giełd towarowych, co nie jest praktykowane nigdzie na świecie. Ale niepotrzebne regulacje dotyczą też handlu energią. Wprawdzie groźba odebrania takiej koncesji to potężny oręż w rękach Urzędu Regulacji Energetyki, ale prawo handlowe czy karne wystarczyłoby do trzymania firm w ryzach. Oczywiście, firmy ubiegające się o koncesję muszą się wykazać np. stabilnością finansową, ale po pierwsze — po udzieleniu koncesji ta stabilność nie jest już chyba monitorowana, a po drugie — istnieją mechanizmy zapewniające bezpieczeństwo dostaw w razie problemów występujących po stronie dostawcy. Poza tym, koncesja na handel gazem czy energią ma tak szeroki zakres, że w zasadzie nie wpływa w żaden sposób na działalność operacyjną firm. To po co w takim razie istnieje?

Zobacz 10 innych najpopularniejszych tekstów w 2013 r.

Pozew zbiorowy za ścięcie OFE

Polski przemysł zawstydził Europę

Koszmar Krauzego

Fiskus wytoczył ciężkie działa

Hekatomba na rynku aptecznym

Polska finansuje resztę świata

Bankrut zamiast „disnejlandu”

Amazon zatrudni 6000 Polaków

Nikt nie pasuje, tylko Volkswagen

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu