Selekcja i złoto sposobem na dekoniunkturę

Lutowa korekta może wyznaczyć początek okresu gorszej koniunktury na globalnych rynkach, ostrzega Sebastian Trojanowski z TMS Brokers.

W 2017 r. WIG20 przyniósł w dolarze po korekcie o dywidendy stopę zwrotu sięgającą 55 proc., co plasowało go w ścisłej czołówce głównych indeksów wszystkich giełd. Dlatego teraz w przypadku pogorszenia nastrojów na globalnych rynkach akcje polskich blue chipów będą pierwsze w kolejce do sprzedawania, twierdzi Sebastian Trojanowski, który był gościem rozmowy transmitowanej na profilu fejsbukowym „Pulsu Biznesu” oraz na portalu pb.pl.

W swoim bazowym scenariuszu specjalista zakłada, że kolejne miesiące upłyną na globalnych parkietach pod znakiem konsolidacji lub tendencji lekko zniżkującej, czemu towarzyszyć będzie podwyższona zmienność (do regularnej bessy, jego zdaniem, nie powinno jednak dojść). Podstawowy czynnik, który stał u źródła korekty, czyli wzrost rynkowych stóp procentowych w USA, nie ustąpił, tłumaczy zarządzający.

— Sięgnięcie przez rentowność 10-letnich obligacji USA pułapu 3,0 proc., do którego brakuje zwyżki o około 10 pkt. baz., będzie dla inwestorów giełdowych sygnałem ostrzegawczym — zauważa Sebastian Trojanowski, zarządzający TMS Brokers.

Równolegle do zwyżek rentowności z Fedu nadchodzą jastrzębie sygnały — w przemówieniu przed Kongresem prezes banku Jerome Powell nie wykluczył czterech podwyżek stóp w 2018 r., podczas gdy jeszcze na początku roku inwestorzy oczekiwali zaledwie dwóch takich posunięć. Wyższy koszt pieniądza jeszcze bardziej zniechęci do wydawania pieniędzy amerykańskich konsumentów, którzy i tak są już dość mocno zadłużeni. Tym samym istnieje duże prawdopodobieństwo, że związany z reformą podatkową dodatkowy dochód rozporządzalny — zamiast trafić do gospodarki — zostanie zaoszczędzony, a jednocześnie koszty w postaci zwiększenia emisji długu będą wymierne i przełożą się właśnie na wzrost rentowności. W rezultacie obecne prognozy zysków spółek mogą okazać się przesadnie optymistyczne, co groziłoby ich obniżkami. Wobec słabszych perspektyw zarówno głównych rynków akcji, jak i bazowych rynków obligacji skarbowych warto zainteresować się metalami szlachetnymi, a zwłaszcza złotem, radzi Sebastian Trojanowski.

— Złoto jest niedowartościowane i daje nadzieję na wejście w bardziej wyraźną tendencję wzrostową — ocenia specjalista.

Za inwestycją w kruszec przemawia prawdopodobne niedocenianie przez inwestorów zagrożenia inflacją. Do niedawna finansiści ze zdziwieniem obserwowali, że wzrost gospodarczy praktycznie nie generuje presji inflacyjnej. Jednak w miarę, jak gospodarki przechodzą z fazy wzrostu deflacyjnego do fazy wzrostu inflacyjnego, złoto powinno zacząć zachowywać się lepiej od akcji z giełdy nowojorskiej. Jednocześnie koniunktura na rynku kruszcu znacznie się schłodziła w porównaniu z 2011 r., kiedy jego notowania przekroczyły pułap 1900 USD za uncję.

— Fundusze ETF oparte na złocie od wielu miesięcy notują napływy, a takie informacje, jak zwiększenie zaangażowania przez miliardera — inwestora Raya Dalio — pokazują, że wytrawni gracze zajmują pozycje — zauważa Sebastian Trojanowski.

Innym sposobem na słabszą koniunkturę jest pozostanie przy akcjach i obligacjach, jednak z wykorzystaniem selekcji i dynamicznej alokacji aktywów. Mimo niekorzystnych perspektyw papierów amerykańskiego skarbu, będących punktem odniesienia dla globalnych rynków obligacji, szanse na umiarkowany zarobek dają oprocentowane według zmiennej stopy obligacje korporacyjne z USA i strefy euro.

Na rynkach akcji potencjałem zwyżek dysponują banki ze strefy euro, które po chudych latach poprawiają wyniki i powinny skorzystać na oczekiwanym wzroście stóp procentowych, oraz zachodnioeuropejscy producenci dóbr konsumenckich. Mimo blisko sześciokrotnego wzrostu indeksu Nasdaq od początku hossy potencjał mają także spółki z branży technologicznej, zwłaszcza te z USA i Chin. Nie chodzi jednak o gigantów, takich jak Netflix, Facebook czy Amazon, ale o spółki znajdujące się niżej w łańcuchu dostaw. Rynki, na których działają potentaci, są już bliskie nasycenia, jednak poddostawcy producentów końcowych mają jeszcze pole do wzrostu, ocenia specjalista. Warto postawić także na branżę wydobywczą, tradycyjnie korzystającą na wzroście presji inflacyjnej. Do zakupów warto przy tym wykorzystywać przejściowe przeceny, a do sprzedaży — zwyżki.

— Czasy strategii „kup i trzymaj”, która w 2017 r. sprawdzała się idealnie, przeminęły — przekonuje Sebastian Trojanowski. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Selekcja i złoto sposobem na dekoniunkturę