Serie małych cudów

Małgorzata Ziębińska
opublikowano: 2009-02-20 00:00

Nie przywiązujemy wagi do tego, co się dzieje wokół nas. Jeśli nie musimy.

Do chwili, kiedy jakieś wielkie wydarzenie nie przyszpili nas na kilka chwil,

wytrącając z utartego rytmu...

Kilka tygodni temu Chelsey Sullenberger, amerykański pilot airbusa, po awarii silników wodował w rzece Hudson, w okolicach nowojorskiego Manhattanu. Dokonał niemal cudu dzięki swoim umiejętnościom, ratując życie 155 ludzi. Napisałam ostrożnie, niemal cudu, ale w gruncie rzeczy to był cud. Tak o tym myślę. Nikomu nic się nie stało, wszyscy przeżyli. Pilot opuścił pokład tonącego samolotu jako ostatni, po dokładnym sprawdzeniu, czy przypadkiem ktoś nie został na pokładzie.

W pierwszej chwili nie dotarło do mnie, co się stało. Usłyszałam wiadomość i właściwie nie zastanowiłam się nad nią nawet w powierzchowny sposób. Tyle wiadomości codziennie przewija się przez mój umysł, że straciłam na chwilę czujność. Później kilka osób mi o tym mówiło, aż wreszcie treść tej informacji przebiła się do mojej świadomości. Muszę przyznać, że kiedy wreszcie to się stało, oniemiałam. Zdałam sobie sprawę, co tak naprawdę się wydarzyło — 155 osób wyszło bez szwanku z poważnej lotniczej katastrofy. Dodajmy do tej liczby wszystkich członków rodzin uratowanych, którzy nie muszą opłakiwać śmierci bliskich, dodajmy ich przyjaciół. Liczba może być porażająca.

Ludzie ocaleni od śmierci, rozpaczy, żałoby, cierpienia dzięki jednemu człowiekowi, który w sytuacji absolutnie skrajnej pod względem napięcia, emocji, radykalnie krótkiego czasu na podjęcie decyzji, użył wszelkich swych umiejęt-ności i wiedzy, by nie dopuścić do tragedii. Spektakularne wydarzenie w dziejach lotnictwa pasażerskiego. Niewiarygodny pokaz możliwości człowieka nie tylko technicznych, ale też osobowościowych. Dłuższy czas nad tym myślałam. Zastanawiałam się, ile jeszcze takich niewiarygodnych historii, ocierających się o cud, zdarza się w różnych miejscach różnym ludziom. Czy czasem nie jest tak, że w jakimś wymiarze, innym od historii uratowanych, takie rzeczy zdarzają się co dzień? Może jeśli nikt nie zwróci na nie mojej uwagi, to mijają niezauważone.

Dzisiaj rozmawiałam z kobietą, która wielokrotnie podejmowała próby pozbawienia się życia, która ma dramatyczną sytuację życiową, która przez lata nieprawdopodobnie cierpiała, a jej sytuacja nie tylko nie ulegała poprawie, lecz systematycznie się pogarszała. Przez większość swoich dni była krzywdzona. Kilka miesięcy temu ponownie podjęła próbę ratowania siebie, choć bez większej nadziei na jakąkolwiek zmianę. W dzisiejszej rozmowie mówiła już jak inna osoba. O nadziei, zaufaniu, wdzięczności za pomoc, jakiej doświadczyła, o odmianie w niej wbrew okolicznościom, które w niczym na lepsze się nie zmieniły. Cieszyłam się, że dostrzegła to, co i ja zauważyłam. Znowu przemknęła ta sama myśl o cudzie.

Zdałam sobie sprawę, jak często, o wiele częściej, niżbym się spodziewała, jestem świadkiem takich sytuacji. Nie tylko ja. Sądzę, że każdy z nas jest. Zastanawiam się, w jakim stopniu wśród codziennych obowiązków zapominamy przyglądać się życiu. Być może w ogóle o tym nie myślimy, starając się jakkolwiek ogarnąć codzienność. Nie przywiązujemy wagi do tego, co się dzieje wokół nas, o ile nie musimy. Do czasu, gdy jakieś wielkie wydarzenie nie przyszpili nas na kilka chwil, wytrącając z utartego rytmu. Co w takim razie z "małymi cudami", które nie mają takiej siły przebicia? Być może rutynowość przetartych ścieżek zabija w nas tę delikatną wrażliwość na sprawy niezwykłe, a obecne tuż obok.

Zatracamy w pośpiechu uważność, pozbawiając się możliwości cieszenia z tego, z czego ucieszyć byśmy się mogli, gdybyśmy tylko dali sobie szansę. Pasażerowie airbusa dostali możliwość ponownego odkrywania świata i dotykania życia, którego już mogli nie mieć. To trochę tak, jak otrzymać życie w nowej wersji. Kobieta, z którą rozmawiałam, doświadcza tego samego — w zupełnie innych okolicznościach.

Co przeszkadza każdemu z nas, bez tak ekstremalnych doświadczeń, raz na jakiś czas odkryć życie na nowo? Wyciągam wnioski dla siebie, składając solenną obietnicę dostrzegania i doceniania codziennych niecodziennych cudów, będących na wyciągnięcie ręki. l

Małgorzata Ziębińska:

Wśród codziennych obowiązków zapominamy przyglądać się życiu.

Starając się ogarnąć codzienność nie przywiązujemy wagi do tego, co się dzieje obok nas.