Słodkie smakołyki bez wyrzeczeń

13-09-2016, 22:00

Wegańskie batony energetyczne, lody proteinowe bez cukru — coraz więcej spółek udowadnia, że sport i słodycze mogą iść ze sobą w parze

Coraz więcej Polaków jest aktywnych fizycznie, w związku z czym często zmieniają swoje przyzwyczajenia żywieniowe — porzucają cukier na rzecz owoców i warzyw. Ale chęć słodkiej przekąski nadal pozostaje bardzo kusząca. Firmy o tym wiedzą — i dlatego na rodzimym ryku powstaje coraz więcej marek, które proponują zdrowe smakołyki bez wyrzeczeń.

Wyświetl galerię [1/2]

TRUDNA BRANŻA: — W polskich realiach założenie start-upu związanego z żywnością nie jest łatwe. Trzeba zdobyć odpowiednie pozwolenia i pokonać dużą konkurencję. Poza tym wejście z własnoręcznie wykonanym produktem do tzw. sieciówek jest wręcz niemożliwe, jeśli nie mamy dobrego dystrybutora — mówi Joanna Frankowska, prezes Fuel Champs. Szymon Łaszewski

Nie było łatwo

Jedną z takich spółek jest Fuel Champs, która produkuje nieprzetworzone wegańskie batony energetyczne. Pomysłodawczyni marki to Joanna Frankowska, która na co dzień jest również trenerką crossfitu.

— Pomysł na biznes wziął się z moich własnych zainteresowań związanych ze zdrową żywnością i aktywnością sportową. Sama bardzo lubię słodycze, więc chciałam znaleźć sposób na smaczną, ale zdrową przekąskę. Założyłam działalność gospodarczą, ale na początku nie była to duża inwestycja. Zaczęło się od jednego boksu crossfitowego, w którym trenowałyśmy wraz ze wspólniczką. Później inni właściciele obiektów sportowych zaczęli pytać o nasz produkt. Początkowo nie miałyśmy żadnego biznesplanu, działo się to bardzo naturalnie, ale niebawem rynek podchwycił nasz produkt — opowiada Joanna Frankowska, prezes Fuel Champs. Ale początki nie były łatwe. Jak podkreśla założycielka Fuel Champs, w polskich realiach założenie start-upu związanego z żywnością nie jest łatwe.

— Pierwsze, co trzeba zrobić, to uzyskanie wszystkich pozwoleń z sanepidu. U nas było to o tyle prostsze, że nasz produkt jest wegański, a nie pochodzenia zwierzęcego, więc obostrzenia były dużo mniejsze. Można powiedzieć, że jest to pierwsza ściana, jaką napotykają młode firmy — i wiele z nich nie jest w stanie sobie z nią poradzić. Kolejnym elementem jest bardzo duża konkurencja. Wejście z własnoręcznie wykonanym produktem do tzw. sieciówek jest wręcz niemożliwe, jeśli nie mamy dobrego dystrybutora albo nie jesteśmy w stanie zapłacić zaliczki na start — opowiada Joanna Frankowska. Rozumie przedsiębiorców, którzy narzekają na to, że trudno jest zatrudnić nowego pracownika, bo koszt jego utrzymania jest bardzo wysoki. Ale też docenia, że państwo pomaga małym przedsiębiorcom chociażby ze względu na preferencyjne stawki ZUS. — Gdybym od początku miała płacić pełna stawkę, ten biznes w ogóle by mi się nie opłacał — mówi Joanna Frankowska.

Ręczna produkcja

Receptury batonów są przygotowywane przez właścicielkę firmy. Każdy z nich zawiera wyłącznie naturalne składniki — suszone owoce i orzechy. Do wyboru mamy baton czekoladowy na bazie kakao, jabłkowo-cynamonowy, o smaku masła orzechowego i kokosowy.

— W zależności od tego, jakie jest obecnie zapotrzebowanie konsumentów, dostosowujemy do tego produkt. W taki sposób powstał produkt o smaku masła orzechowego — komentuje Joanna Frankowska. Batony Fuel Champs kupują przede wszystkim sportowcy — i to właśnie do nich jest skierowany produkt. Joanna Frankowska przekonuje, że nie miała problemu z trafieniem w ich gusta, bo trenuje i wie, jakich przekąsek oczekują po treningu.

— Oczywiście na rynku możemy spotkać podobne produkty, a niektóre w większym stopniu spełniają potrzeby osób aktywnych fizycznie — np. jeśli chodzi o makroskładniki. Jednak Fuel Champsy w porównaniu z nimi są po prostu smaczne. Ktoś, kto kiedyś próbował batonów potreningowych, wie, o czym mówię — podkreśla Joanna Frankowska. Wyróżnikiem warszawskiej marki jest to, że każdy baton produkowany jest ręcznie. Ponadto Fuel Champsy mają znacznie dłuższą przydatność do spożycia niż

inne podobne produkty. To bardzo ważny aspekt, zarówno dla dystrybutorów, jak i samych klientów. Gdzie można je kupić? Są dostępne przede wszystkim w miejscach, w których uprawia się sport, czyli siłowniach, fitness clubach czy boxach crossfitowych. Batony można znaleźć również w sklepach tzw. pierwszej potrzeby, czyli w Żabce czy w Groszku. — Chcemy co dwa miesiące wychodzić na rynek z nowym smakiem, a także poszerzyć portfolio o nowe formy, np. masło orzechowe bez oleju palmowego — bazując na tych samych surowcach, z których korzystamy w tej chwili — mówi Joanna Frankowska.

Zapełnić niszę

Kolejny pomysł na zdrowe słodycze to lody proteinowe z wysoką zawartością białka i bez dodatku cukru. Chodzi o Whoopy Whey, markę, której twórcami są Jacek Stokowski i Marcin Jarzyna. Jak przekonują, to nowość na polskim rynku. Marcin Jarzyna, będąc na studiach w Anglii, zauważył, że lody proteinowe cieszą się tam dużym zainteresowaniem i mają dobrą opinię. Razem z Jackiem Stokowskim postanowił przenieść ten trend do Polski.

— Na rodzimy rynek weszliśmy trochę intuicyjnie. Podejmując decyzję o założeniu firmy, nie mieliśmy w pełni gotowego biznesplanu — po prostu ustaliliśmy priorytety, nakreśliliśmy wizję firmy i zaczęliśmy działać. Co ważne, poznaliśmy rynek produktów proteinowych, widzieliśmy, jak mocno się rozwija, oraz to, że brakowało na nim lodów. Połączenie tych czynników wydało nam się atrakcyjne pod względem biznesowym, jak i realizacji swojej pasji. Jako osoby trenujące i lubiące słodycze wiedzieliśmy, że sami kupilibyśmy taki produkt. Podobnego zdania, jeśli chodzi o zakup, byli nasi znajomi. Stąd decyzja o stworzeniu produktu samodzielnie — mówi Jacek Stokowski.

Współzałożyciele nie wywodzą się z branży cukierniczej ani lodziarskiej — Marcin pracował w firmie audytorskiej, natomiast Jacek zajmował się marketingiem. Plany związane z firmą realizowali „po godzinach”. Pierwsze produkty pojawiły się na rynku pod koniec maja.

— Recepturę lodów opracowaliśmy sami, choć oczywiście wymagało to od nas zagłębienia się w tematykę cukierniczą i lodziarską. Sprowadziliśmy maszynę do produkcji lodów ze Stanów Zjednoczonych i mieliśmy szansę na eksperymenty smakowew domowych warunkach. Próby zakończyły się powodzeniem, co było dla nas bodźcem do pełnego zaangażowania w projekt i przeniesienia produkcji na skalę przemysłową — opowiada Marcin Jarzyna, współzałożyciel Whoopy Whey. Długo pracowali nad odpowiednim smakiem i składem lodów.

— W końcu udało się go uzyskać. Po kilku miesiącach obecności na rynku i opiniach od użytkowników naszych produktów wiemy, że zrealizowaliśmy założenia — dodaje Marcin Jarzyna.

Być blisko ludzi

Lody Whoopy Whey stały się popularne wśród osób aktywnych fizycznie. Założyciele marki nie zdecydowali się na reklamę swojego produktu, ale mimo to cieszył się on coraz większym zainteresowaniem, m.in. na Instagramie.

— Naszym pomysłem na rozpoznawalność marki jest bycie blisko ludzi. Firmy, które działają w taki sposób, w najbliższych latach będą miały największą skuteczność. Marka to nie korporacja — powinien za nią stać człowiek. Na razie takie działanie możemy zaobserwować w innych branżach, choćby na przykładzie Michała Sadowskiego, który stoi na czele Brand24. Jesteśmy dostępni dla naszych klientów — jako właściciele prowadzimy z nimi wiele rozmów, które dotyczą nie tylko produktów. Jeździmy na targi, aby móc bezpośrednio porozmawiać z konsumentami,poznać ich potrzeby i oczekiwania — opowiada Jacek Stokowski. Planując dystrybucję, założyciele Whoopy Whey pierwsze kroki skierowali do siłowni. Jak przekonują, nie ma tam żadnej konkurencji, jeżeli chodzi o lody

— Wejście do marketów nie jest łatwe. Ponadto bez kampanii reklamowej nasz produkt zginąłby między masą innych. W siłowniach nie musieliśmy zachęcać klientów przekazami promocyjnymi, wystarczyło, że daliśmy im produkt — i sprzedaż ruszyła — opowiada Jacek Stokowski. Oprócz Warszawy, skąd wywodzi się firma, lody można kupić również w Bydgoszczy, Toruniu, Poznaniu, Trójmieście czy Białymstoku. Do końca września Jacek Stokowski i Marcin Jarzyna planują sprzedawać w ponad stu punktach w całej Polsce. Otrzymują też wiele zapytań ze Słowacji i Czech.

— Naszym flagowym produktem będą lody. W planach jest wprowadzanie co sezon nowych smaków. Oczywiście myślimy o kolejnych, niszowych w Polsce produktach, które, jednak z zachowaniem spójności marki — mówi Marcin Jarzyna. To tylko dwa przykłady tendencji, która jest widoczna na rynku. Konsumenci są coraz bardziej świadomi tego, co jedzą. Powstają kolejne produkty, które odpowiadają na zapotrzebowanie osób aktywnych fizycznie i ich przyzwyczajenia żywieniowe. W najbliższych latach możemy oczekiwać dalszego rozwoju tego trendu.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paulina Kostro

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Słodkie smakołyki bez wyrzeczeń