Słowacka lekcja

Mirosław Konkel
opublikowano: 02-10-2009, 00:00

Rozmowa z Magdaleną Berlińską, głównym specjalistą z Biura ds. Integracji ze Strefą Euro w NBP

Rozmowa z Magdaleną Berlińską, głównym specjalistą z Biura ds. Integracji ze Strefą Euro w NBP

Ciągle słyszymy, że słowackie przygotowania do wprowadzenia euro powinny być dla nas wzorcem. Skąd to przeświadczenie?

Bo nie tak małe państwa jak Malta, Cypr czy Słowenia, ale Słowacja jest krajem najbardziej z tej grupy porównywanym do Polski. Chodzi nie tylko o liczbę mieszkańców, choć mamy ich więcej, ale także o potencjał gospodarczy. Poza tym Komisja Europejska bardzo wysoko oceniła proces przyjęcia wspólnej waluty przez naszych południowych sąsiadów. Proces ten rozpoczęli już w 2003 roku, a więc kilkanaście miesięcy przez wstąpieniem do Unii Europejskiej. Rząd w Bratysławie za priorytet uznał wypełnienie kryteriów z Maastricht, co było przede wszystkim ogromnym wyzwaniem dla gospodarki. Jednak równolegle promował wszelkie działania mające na celu oswojenie społeczeństwa z europejską walutą. Polegały one między innymi na opracowaniu odpowiednich rozwiązań prawnych i strategii oraz podzieleniu zadań na poszczególne instytucje.

Co świadczy o profesjonalizmie kampanii informacyjnej na Słowacji?

Prosty, klarowny przekaz. Informowanie zarówno o spodziewanych korzyściach, jak i kosztach wprowadzenia euro. Unikanie agitacji na rzecz informacji. Dostosowanie komunikacji do wieku, wykształcenia, znajomości ekonomii, pochodzenia oraz innych specyficznych grup odbiorców. Słowacy skupili się w szczególny sposób na tzw. grupach wrażliwych, tzn. młodzieży, osobach niepełnosprawnych, mniejszościach narodowych, seniorach. Na przykład do dwóch największych mniejszości narodowych na Słowacji — czyli do Romów i Węgrów — dotarły ulotki i broszury w ich językach.

Co naszym sąsiadom wyszło im gorzej?

Jedyna poważniejsza "wpadka" Słowaków dotyczyła tak zwanych zestawów startowych, czyli kompletu monet (wartości 16,60 EUR). Przygotowano ich za mało lub zawiodła dystrybucja. Warto dodać, że władze Słowacji zastanawiały się, czy takie pakiety w ogóle produkować, bo przecież euro jest w obiegu w innych państwach UE od 2002 roku i większość Słowaków wie jak wygląda. Jednak aż jedna czwarta badanych stwierdziła, że chcieli kupić taki zestaw, ale akurat dla nich zabrakło. Dla porównania, analogiczny problem napotkało tylko 5 procent Słoweńców i jedynie po 1 procent Cypryjczyków i Maltańczyków w przeddzień przystąpienia ich krajów do strefy euro.

Słowacy bardzo się obawiali, że wraz z wprowadzeniem euro nastanie u nich drożyzna. Jak udało się ich przekonać, że tak nie będzie?

Kampanii informacyjnej towarzyszyły konkretne działania. Już w sierpniu zeszłego roku zaczął obowiązywać na Słowacji powszechny nakaz umieszczania przy towarach podwójnych cen, w koronach i euro (obowiązek ten będzie trwał do końca tego roku). Chodziło o to, żeby klienci zdążyli się oswoić z nowym pieniądzem i pozbyli się obaw, że ktoś może ich łatwo oszukać. Ponadto tamtejszy rząd jeszcze do grudnia tego roku ma monitorować poziom cen. Spekulanci mogą trafić na czarną listę nieuczciwych firm, grożą im upomnienia i kary finansowe. Ale nie tylko. Najbardziej nieuczciwi handlowcy mogą nawet trafić do więzienia. Choć nie słyszałam jeszcze o takim przypadku.

Już w 2002 roku, przy wprowadzeniu euro do obiegu gotówkowego w dwunastu krajach, zauważono, jak skutecznym mechanizmem ograniczającym inflację jest podawanie podwójnych cen: w starej i nowej walucie.

Tylko że wówczas nie był to jeszcze obowiązek. Każde państwo mogło ten problem rozwiązać po swojemu. Spośród całej dwunastki taki nakaz wprowadziły cztery państwa: Austria, Portugalia, Grecja i Finlandia. W innych — na przykład w Niemczech i w Holandii — kwestię podwójnego wyrażania cen pozostawiono przedsiębiorcom. Ponieważ generuje to koszty, mało kto się na to zdecydował. Doświadczenia 2002 roku spowodowały, że wszystkie państwa, które przyjęły euro później — Słowenia, Cypr, Malta i Słowacja — wydały nakaz podawania cen w obu walutach. Obecnie jest to standard — wynika z zalecenia Komisji Europejskiej.

Słowacy o wspólnej walucie byli informowani już sześć lat przed wstąpieniem do strefy euro. Tymczasem kampania w Polsce jest nadal w powijakach.

Bez obaw. NBP jest już od kilku lat aktywny na tym polu. Ma specjalną stronę internetową (www. nbp. pl/euro) oraz organizuje konferencje i debaty poświęcone euro. Swoją stronę niedawno uruchomiło również Ministerstwo Finansów. Temat wspólnej waluty od dłuższego czasu gości w mediach. Na łamach prasy wypowiadają się eksperci. Tak więc każdy, kto chce się czegoś dowiedzieć o euro, ma po temu wiele sposobności i okazji. Jednak istotą właściwej kampanii, która dopiero w Polsce się zacznie, jest to, żeby obywatele nie musieli sami szukać potrzebnych informacji. Te informacje mają do nich dotrzeć, choćby nie przejawiali w tym kierunku żadnej inicjatywy.

Kiedy rozpocznie się u nas ta właściwa kampania?

KE zaleca, aby kampanii w ścisłym znaczeniu nie rozpoczynać ani za późno, ani za wcześnie. Optymalny czas to około dwóch lat przed akcesją do strefy euro. Natomiast najbardziej intensywne działania w tym zakresie należy podjąć sześć miesięcy przed tak zwanym momentem zero, zaraz po tym, jak Rada Unii Europejskiej uchyli derogację (zapewne będzie to w lipcu), czyli podejmie decyzję, że wchodzimy do strefy euro. Zbyt wczesne rozpoczynanie akcji edukacyjnej nie ma sensu z dwóch powodów. Po pierwsze, takie przedsięwzięcie jest niezwykle kosztowne. Po drugie, ludzie mogą zapomnieć wiele istotnych treści przekazywanych w pierwszych etapach kampanii.

Do kampanii informacyjnej włączył się słowacki Kościół katolicki. Nie można mieć pewności, że u nas będzie podobnie. Bo niektórzy polscy księża z rezerwą podchodzą do takich projektów politycznych i gospodarczych, jak Unia Europejska czy strefa euro.

Nie tylko wśród duchownych są eurosceptycy. Wątpliwości ma duża część społeczeństwa. Ale — jak pokazują badania — im więcej rzetelnych informacji, tym mniejszy opór społeczeństwa przed wspólną walutą.

Wspólna waluta pomaga Słowakom w kryzysie?

Mam przed sobą wyniki badań opublikowane w kwietniu. Aż 66 proc. społeczeństwa uważa, że mając euro, łatwiej Słowacji znieść kryzys, przeciwnego zdania jest tylko 22 proc. respondentów. Z kolei na pytanie, czy lepiej byłoby gospodarce z narodową walutą, jedynie 16 proc. respondentów odpowiedziało "tak", a 72 proc. — "nie". Jak widać, nasi południowi sąsiedzi czują się bardzo dobrze z euro w kieszeni. Na co zapewne pewien wpływ miała także profesjonalna kampania informacyjna.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu