Słowo przestępcy wystarczy, by posadzić przedsiębiorcę

Kamil Kosiński
08-11-2011, 00:00

Właściciel firmy trafił do aresztu na 27 miesięcy. Mimo braku dowodów

W wyemitowanym w ostatnią niedzielę w telewizji Polsat odcinku programu „Państwo w państwie” Edward Zalewski, przewodniczący Krajowej Rady Prokuratury, po raz pierwszy od rozpoczęcia cyklu przyznał, że działania prokuratury wobec biznesmena były niewłaściwe. — Dla mnie jest to wstrząsający materiał. Z całą pewnością pan prokurator powinien przemyśleć dogłębnie i zbadać materiał sprawy — mówił Edward Zalewski po przedstawieniu w telewizji głównych elementów historii Krzysztofa Stańki, właściciela ośrodka wczasowego Kormoran w Turawie. Kłopoty Krzysztofa Stańki zaczęły się we wrześniu 2003 r. Zwykła wieczorna domowa, krzątanina zamieniła się pewnego dnia w najbardziej pamiętne przeżycie całej rodziny, po tym jak do domu wpadli policyjni antyterroryści. — Wyciągnięto mnie spod prysznica. Pozwolono założyć bieliznę i rzucono mnie na ścianę. A mąż z córką stali już z karabinami przy głowach — wspominała Małgorzata Stańko, żona biznesmena. — Trzy czy cztery karabiny wymierzone prosto w głowę. Nikt nie wiedział, co się dzieje — uzupełniała Aleksandra Stańko, córka przedsiębiorcy, wtedy gimnazjalistka.

Dwa lata bez cienia dowodów

Akcja policji była konsekwencją zeznań Macieja B., pseudonim „Gruby”. Był on członkiem gangu „Cygana”, który uzyskał status świadka koronnego. By stało się to możliwe, musiał opowiedzieć prokuratorom o przestępstwach będących dla nich tajemnicą. I opowiedział — o tym, jakoby w ośrodku wypoczynkowym Kormoran w Turawie działała wielka wytwórnia amfetaminy. Jako szefów turawskiego biznesu narkotykowego gangster wskazał trzech braci Tyrałów, biznesmenów z Olesna, zajmujących się m.in. importem sprzętu ogrodniczego i prowadzących stację paliw. Trafili za kratki na ponad rok. Krzysztof Stańko — na 27 miesięcy. Choć, co obecnie skwapliwie wykorzystuje prokuratura, nie tylko dzięki niej. — Gdyby sąd odwoławczy uznał, że w sprawie nie ma dowodów, toby uchylił tymczasowe aresztowanie. A ma pani taką decyzję? — pytał retorycznie Leszek Goławski, rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach. — Jakie ma znaczenie, że sąd wydaje decyzję, skoro prokurator składa wniosek i sąd działa na zasadzie kopiuj — wklej, kopiuj — wklej — ripostował Przemysław Talkowski, prowadzący program. Na dowód pokazał uzasadnienie decyzji sądu o przedłużeniu tymczasowego aresztu. Początkowo jest w nim mowa o Marku F. Potem pojawia się nazwisko Stańko, ale wciąż Marek. Dopiero na końcu jest właściwe imię i nazwisko. Na dodatek sąd powołał się na przepis, którego nie było — czyli ustęp trzeci artykułu mającego tylko dwa ustępy. Największy problem jednak w tym, że od początku opowieść „Grubego” nie znajdowała pokrycia w faktach. Technicy policyjni przetrząsnęli ośrodek, pobrali mikropróbki i nie stwierdzili nawet śladu narkotyków. Nie znaleźli żadnych urządzeń do ich produkcji. Także pies szkolony w tropieniu substancji odurzających niczego nie wywąchał. Później biegły sądowy potwierdził, że w kuchni ośrodka wypoczynkowego, w której rzekomo miała działać fabryka amfetaminy, niczego nie przebudowywano, a więc nie jest możliwe, by wytwarzano tam narkotyki.

Biznes wedle „Grubego”

Dla prokuratora Romana Pietrzaka wszystko to nie ma znaczenia. W rozpoczętym dopiero w 2010 r. procesie nadal oskarża Krzysztofa Stańkę o produkcję narkotyków. Oskarża na podstawie zeznań „Grubego”, które są wątpliwe nie tylko w kontekście pracy policji i biegłego, ale też w kontekście późniejszej działalności „Grubego”. „Gruby” postanowił nieźle zarobić na statusie świadka koronnego. Obiecał żonom braci Tyrałów zmianę zeznań, tak by ich mężowie zostali oczyszczeni z zarzutów. W zamian chciał 100 tys. USD. Przy pomocy detektywa Krzysztofa Rutkowskiego kobiety urządziły prowokację. „Gruby” wpadł na gorącym uczynku. Sąd nie miał wątpliwości. W wyniku wyroku skazującego, świadek koronny prokuratora Romana Pietrzaka trafił na pięć lat do więzienia. Po wyjściu z więzienia unikał jednak, jak mógł, stawienia się w sądzie na procesie Krzysztofa Stańki. W końcu sąd zarządził doprowadzenie go przez policję. Tej przez wiele miesięcy nie udawało się znaleźć „Grubego”. Dotarła jednak do niego reporterka Polsatu. Nie pokazując twarzy, przyznał w programie, że nie widział, jak Krzysztof Stańko produkuje narkotyki. Relatywizował też zeznania, jakoby w ośrodku Kormoran produkcja narkotyków odbywała się na skalę przemysłową. — Dlaczego miałem to mówić? Bo od Stańki też chciałem pieniędzy? — pytał „Gruby”. Pieniędzy nie chciał, ale na jego motywację może wskazywać telefon, który otrzymała Małgorzata Stańko, gdy mąż siedział w areszcie. — Odebrałam telefon z pytaniem, czy jestem już gotowa sprzedać ośrodek. Pytam: dlaczego mam sprzedać ośrodek, jest prywatny i niewystawiony na sprzedaż. W odpowiedzi usłyszałam, że może cała sytuacja na tyle dała popalić, że może się jednak zdecyduję — relacjonowała Małgorzata Stańko.

Kolejna sprawa — biuro tłumaczeń Symultanka

13 listopada 2011 r. w programie „Państwo w państwie” Polsat przedstawi historię dwudziestoparoletniego Janka i jego mamy — tłumacza przysięgłego języka niemieckiego. Są podejrzani m.in. o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą mającą na celu masowe podrabianie dokumentów. To najpoważniejszy zarzut, który sprawił, że syn z matką i kilkunastoma pracownikami trafili do aresztu na 11 miesięcy. Śledztwo toczy się piąty rok, ale wszystkie tłumaczenia dokonane przez podejrzanych pozostały w mocy. Prokuratura nie natrafiła na tłumaczenie, które należałoby wycofać z obiegu. Innymi słowy uznano, że tłumaczenia, co prawda, były rzetelne, ale zostały wykonane w sposób... przestępczy.

„Państwo w państwie”

Program tworzony przez redakcje Polsat News oraz „Pulsu Biznesu” jako jedyny w Polsce piętnuje przypadki nadużywania prawa oraz korupcji i nepotyzmu w relacjach państwo-przedsiębiorca. Scenariusz każdego z programów osnuty jest wokół szczególnie jaskrawego przypadku samowoli urzędniczej, której skutkiem jest bankructwo przedsiębiorstwa, przedsiębiorcy oraz utrata pracy przez pracowników. Dziennikarze ścigają takie przypadki, piętnują nieuczciwych urzędników i upominają się o sprawiedliwość. Ideą przewodnią programu jest walka z powszechnym w klasie urzędniczej przekonaniem, że wszyscy prowadzący działalność gospodarczą to potencjalni przestępcy

Harmonogram

W każdy piątek w „Pulsie Biznesu” — opis przypadku przedsiębiorcy pokrzywdzonego przez urzędników

W każdą niedzielę o 19.30 — start programu w głównym Polsacie, o godz. 20 — kontynuacja w Polsat News

W każdy poniedziałek — relacja z programu na stronie głównej pb.pl, stronie dedykowanej programowi pwp.pb.pl oraz w kanale wideo na stronie wideo.pb.pl.

W każdy wtorek — relacja z programu na łamach „Pulsu Biznesu” wraz z zapowiedzią tematu kolejnego programu.

Zgłoś swój problem

Masz kłopoty z państwowym lub samorządowym urzędem czy instytucją? Czujesz, że jesteś krzywdzony, prokuratura bezpodstawnie Cię oskarża, Twój biznes jest niszczony, a urzędnicy nie dają Ci żyć? Zgłoś się do nas. Zajmiemy się najbardziej kontrowersyjnymi przypadkami. Będziemy je opisywać w „PB” i przedstawiać w Polsacie w programie „Państwo w państwie”. Nie ograniczymy się do jednorazowego nagłośnienia sprawy. Będziemy ją monitorować, naciskać urzędników, polityków i rząd. Nie zostawimy Cię samego. Pisz na adresy:

pwp@pb.pl oraz

panstwowpanstwie@polsat.com.pl.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Słowo przestępcy wystarczy, by posadzić przedsiębiorcę