Problemy z wydobyciem węgla przyczyniły się do spadku eksportu. Węglokoks koryguje plany handlowe. Na razie nie importuje.
Kłopoty polskich kopalń z wydobyciem węgla i rynkowe braki niektórych jego gatunków negatywnie odbijają się na działalności naszego największego eksportera — Węglokoksu. Piotr Kozioł, nowy prezes tej spółki, potwierdza trudności w bieżącej realizacji niektórych jej kontraktów.
Jadą w dół
Spółka w pierwszym półroczu wyeksportowała 5 mln ton węgla — 3,9 mln ton energetycznego i 1,1 mln ton koksowego.
— Eksport był niższy o 3,9 mln ton w porównaniu z takim samym okresem roku ubiegłego — mówi Piotr Kozioł.
Skorygowane plany eksportowe na ten rok zakładają sprzedaż około 11 mln ton węgla. W poprzednich latach zagraniczna sprzedaż spółki sięgała 18-20 mln ton w skali roku.
Według Jerzego Markowskiego, byłego wiceministra gospodarki z czasów koalicji SLD-PSL, odpowiedzialnego za górnictwo, do obecnej sytuacji na rynku doprowadziła błędna polityka zamykania kopalń.
— Kilka lat temu mówiłem, że w Polsce zabraknie węgla, jeśli nie będziemy inwestować w nowe złoża — twierdzi Jerzy Markowski.
Czarny paradoks
Węglokoksowi brakuje węgla na eksport, a tymczasem ceny na rynkach międzynarodowych szybują w górę, więc pojawiła się szansa na większe zyski. Teoretycznie.
— Polscy producenci węgla ze względu na jego ograniczoną podaż nie mogą skorzystać na podwyżkach cen — ocenia prezes Kozioł.
Na świecie drożeje głównie węgiel energetyczny.
— Powody to ograniczona podaż związana z osiągnięciem granic możliwości przeładunkowych przez porty australijskie, ograniczona podaż węgla rosyjskiego i import do Indii oraz Chin — mówi szef Węglokoksu.
Tymczasem pojawiły się informacje, że śląska spółka zajmuje się importem węgla. Jednak prezes Kozioł zdecydowanie je dementuje.
Firma planuje zysk około 75 mln zł na koniec roku — zapewnia prezes Węglokoksu.