Eksperci uznali, że odłożenie prywatyzacji Cargo do 2007 r. ma sens. Spółka sama poszuka środków na inwestycje m.in. w emisji papierów wartościowych.
Zarząd PKP rozmawia z Bankiem Światowym w sprawie sfinansowania procesu przygotowującego PKP Cargo do prywatyzacji. Kiedy rozmowy z bankiem zostaną zakończone, PKP ujawnią nazwy czterech firm z krótkiej listy oferentów, którzy chcą doradzać przy przekształceniu przewoźnika towarów.
— Uruchomimy proces, kiedy będę miał pewność, że (i ile) dostaniemy pieniądze. Bank Światowy zgodził się na finansowanie, jednak jeszcze nie wiemy, z którego źródła. A różnica jest istotna. Może to być pożyczka albo środki z bezzwrotnego grantu. Chodzi o kilka milionów złotych — mówi Maciej Męclewski, prezes PKP.
Nic na siłę
Krzysztof Opawski, minister infrastruktury, powiedział w Sejmie, że nie widzi konieczności sprywatyzowania PKP Cargo przed 2007 r. Jego zdaniem, prywatyzacja Cargo nie jest sprawą priorytetową. Wstrzymania przygotowań jednak nie nakazał, więc proces trwa. Zgodnie z wcześniejszymi planami prywatyzacja miała się zamknąć do 2006 r. Jednak wielu specjalistów uznało, że teraz już faktycznie nie należy się spieszyć. Podarowane miesiące trzeba wykorzystać na doinwestowanie spółki.
— Szukanie inwestora w momencie, kiedy otwarcie rynku w 2007 r. jest już pewne, nie byłoby dobre. Żaden z nich nie da dobrej oferty wiedząc, że i tak może wjechać na polski rynek. Lepiej więc się nie spieszyć z tą prywatyzacją niż zrobić ją na łapu-capu. Późniejsze przekształcenie może co prawda doprowadzić do utraty części wpływów Cargo w kraju, jednak mogą to zrekompensować zwiększone wpływy na rynkach zagranicznych — uważa Marek Pawlak, zastępca dyrektora ds. badań infrastruktury w Centrum Naukowo-Technicznym Kolejnictwa.
Cargo się stara
W Polsce działa już ponad 30 licencjonowanych przewoźników towarów. Kilkunastu z nich ostro rywalizuje o wpływy z Cargo. Żaden nie ma jeszcze co prawda tak dużego taboru, ale wszyscy w niego inwestują. Cargo też musi, jeśli za niecałe trzy lata chce stawić czoła zagranicznym rywalom. Józef Marek Kowalczyk, prezes Cargo, zapewnia, że tak się dzieje. W ciągu dwóch miesięcy akcjonariusze powinni przyjąć zatwierdzony przez radę nadzorczą trzyletni plan działań.
— Zakładamy, że rynek będzie się powiększał, bo będziemy odbierać klientów przewoźnikom drogowym. Pracujemy nad ograniczeniem kosztów, a na inwestycje sami szukamy pieniędzy. Obok środków własnych korzystamy m.in. z leasingu. Przygotowujemy się też do emisji papierów wartościowych, ale najwcześniej w przyszłym roku — wylicza prezes Kowalczyk.
Jerzy Śmiałkowski, wiceprezes firmy Cargosped, uważa, że znaczący udział w prywatyzacji Cargo może mieć powstanie Polskiego Holdingu Spedycyjnego.
— Skonsolidowana grupa firm spedycyjnych, która stanowić może przejrzysty kanał dystrybucji usług przewoźników kolejowych, samochodowych i morskich, zdolna będzie współuczestniczyć w przeprowadzeniu prywatyzacji Cargo — uważa Jerzy Śmiałkowski.
Okiem eksperta
Bronić obiektu pożądania
Ważniejsza od prywatyzacji jest restrukturyzacja Cargo. Za mało zaawansowany jest proces urynkowienia spółki. Nie można liczyć, że sam akt prywatyzacji zwiększy konkurencyjność spółki. Jeśli w miejsce odłożonej prywatyzacji pojawi się restrukturyzacja, to dobrze. Na razie jednak takich działań nie widać. Ładunki masowe, jak węgiel, kruszywa, schodzą na drugi plan. Trzeba walczyć o przesyłki kontenerowe. W Polsce to zaledwie 1 proc. przewozów, w Niemczech aż 15 proc. Najbardziej atrakcyjny sektor — 40 proc. wszystkich przewozów — to tranzyt oraz eksport- -import. To będzie obiekt pożądania zagranicznych przewoźników i tego Cargo bronić musi najbardziej.
Henryk Klimkiewicz
prezes Forum Kolejowego
RBF