Sprawdź czy jesteś fomersem

Fomersi znacznie częściej robią selfie, ale też selekcjonują zdjęcia, specjalnie pozują, przygotowują teksty dopasowane do materiałów wizualnych, a ponadto częściej zastanawiają się, kogo lub co lajkują albo komentują - mówi dr Anna Jupowicz-Ginalska, która zbadała sfomowanie Polaków.

ŁUKASZ OSTRUSZKA: Kim są fomersi?  

Wyświetl galerię [1/2]

Dr Anna Jupowicz-Ginalska

Arch. WDIB UW.

DR ANNA JUPOWICZ-GINALSKA* Fomersi to nasz neologizm, który wymyśliliśmy do celów roboczych w trakcie opracowywania raportu „FOMO. Polacy a lęk przed odłączeniem”. W naszej wewnętrznej nowomowie oznacza on grupę osób wysoce „sfomowanych”, czyli cierpiących w sposób wyjątkowy na FOMO. Te zaś jest akronimem dla „Fear of Missing Out”, które obecnie proponujemy odczytywać jako „strach przed odłączeniem”. Pomyśleliśmy, że określenie fomersi jest dosyć wdzięczną nazwą i dobrze definiuje grupę, więc zaczęliśmy ją stosować także na zewnątrz.  

Jak fomersi zachowują się na co dzień? 

Zbadaliśmy syndrom obawy przed niedoinformowaniem, niebyciem na bieżąco, albo wręcz przeciwnie: przed byciem na bieżąco w sposób przesadny. Te pozornie wykluczające się kwestie, są w zasadzie specyfiką FOMO. Przyglądaliśmy się problemowi głównie w kontekście mediów społecznościowych, bo cóż innego daje nam dziś poczucie jednoczesnego przeinformowania i niedoinformowania? Okazało się, że wśród ludzi korzystających z urządzeń mobilnych i portali społecznościowych jest grupa osób, które bardziej korzystają z takich mediów. Słowo „bardziej” jest ważne i obrazuje wnioski z naszych badań. Takich osób jest około 16 proc. spośród całej grupy reprezentatywnej dla internautów powyżej 15 roku życia. Korzystają oni z mediów społecznościowych częściej, intensywniej, dłużej i co ciekawe - jak twierdzą - bardziej świadomie, bo na przykład lepiej kształtują swój wizerunek w tej przestrzeni i są bardziej świadomymi konsumentami, jeśli chodzi o komunikację z markami.  

To całkiem spora grupa osób.  

Mówimy o około 4 mln Polaków, więc jest to szeroka grupa odbiorców. Ich wyniki wybijają się ponad resztę. Fomersi odczuwają silne pragnienie sprawdzania powiadomień i nie mogą się odkleić od technologii mobilnych. Czują się jednocześnie nieustannie niedoinformowani i przeinformowani. Cały czas porównują się do różnych grup odniesienia - najczęściej znajomych, potem rodziny. W tym samym czasie fomersi częściej niż pozostali internauci zauważają, że mają problem z korzystaniem z mediów społecznościowych. Czują się uzależnieni od tych portali.  

Paradoks?   

Całe zjawisko FOMO jest paradoksalne, bo mówimy często o kwestiach wykluczających się. Pokazuje to też złożoność i interdyscyplinarność tego zagadnienia, a także to, jak mocno jest zakorzenione w naszym życiu. Nie zdajemy sobie nawet sprawy, ile czasu poświęcamy technologiom mobilnym: robimy to na własne życzenie, bo przecież to my ostatecznie trzymamy smartfon w ręku i decydujemy, co z nim robić i jak długo to robić. Zasmuciły mnie dane pokazujące, jakie obowiązki przez to zaniedbujemy.  

Niech zgadnę - rodzina, relacje, dom? 

Moim zdaniem to powód do obaw. Fomersi przyznają, że częściej zaniedbują z powodu nadmiernego korzystania z social mediów obowiązki domowe, a rzadziej zawodowe. W pracy zwykle jest nad nami jakiś bicz w postaci przełożonych, natomiast w domu mamy bliskich, którzy nie tylko nam wybaczą, ale dodatkowo przecież sami z tego wszystkiego korzystają. Tłumaczymy sobie, że nic się nie stanie, jeśli pięć, czy 10 minut więcej poświęcimy na randkę z telefonem. Wyniki są alarmujące - aż 35 proc. osób wysoce sfomowanych zaniedbuje obowiązki domowe.

Mamy problem społeczny podany na tacy.  

To są tylko cyfry, ale za nimi kryją się nierzadko ludzkie dramaty. Popatrzmy na nasze życie. Czy nie zdarzyło się nam uciec ze smartfonem do łazienki, albo podczas posiłku z rodziną wyjąć gadżet i lekceważyć innych? Skala FOMO pokazuje, że to nie jest trywialny problem.  

Powiedziała Pani jednak przed chwilą, że fomersi są jednocześnie najbardziej świadomą grupą internautów. Czy można być dobrze poinformowanym i świadomym internautą i nie cierpieć na FOMO? 

Z tym byciem doinformowanym jest trochę jak z powiedzeniem, że dobrze jest wiedzieć, że dzwoni w kościele, ale jeszcze lepiej wiedzieć, który to kościół, co się w nim dzieje i jakie informacje są tam przekazywane. Pogoń za informacją osób wysoko sfomowanych może polegać na szybkim skanowaniu natłoku informacji. Fomersi odczuwają większą potrzebę czytania wszystkiego, ale nie wiadomo czy sięgają głębiej. Natłok się zwiększa i brakuje czasu na wczytanie, analizowanie, rozumienie i odróżnianie prawdy od fałszu. Fomersi dostrzegają ten rozlewający się nurt informacji i czują się przeciążeni. Z tego może też wynikać zaniżona samoocena i nieustannie odnoszenie się do innych, którzy mają więcej i wiedzą więcej. Paradoks polega na tym, że wprawdzie fomersi mają większą świadomość tego, że dzieją się różne rzeczy, ale pozostaje pytanie, ile tak naprawdę wiedzą o tych wydarzeniach.  

Strasznie pesymistyczny ten obraz fomersa.  

W toku naszych badań dokopaliśmy się jednak również do danych, według których fomersów można rozpatrywać pozytywnie. Pierwszą rzeczą jest świadomość korzystania z mediów społecznościowych.  

Czyli wiedzą, że mają problem tak? 

Powiedziałabym raczej, że są świadomi istnienia pewnych zagrożeń. FOMO to nie choroba, to zespół zachowań, emocji, odczuć, na które cierpią współczesne społeczeństwa. Co nie zmienia faktu, że to tendencja bardzo niepokojąca. Mówiąc jednak o pozytywnych cechach, to fomersi świadomie kreują także swój wizerunek w social mediach i deklarują, że robią to intencjonalnie, czyli korzystają z różnych narzędzi, żeby budować swoją pozycję społeczną.  

Deklaracje pokrywają się z rzeczywistością? 

Prowadziliśmy badania ilościowe, ale trzeba byłoby przeprowadzić również badania jakościowe, aby sprawdzić, w jakim stopniu rzeczywiście to kreowanie jest skuteczne. To będzie kolejny etap naszych prac. Już teraz wiemy jednak, że fomersi znacznie częściej robią selfie, ale też selekcjonują zdjęcia, specjalnie pozują, przygotowują teksty dopasowane do materiałów wizualnych, a ponadto częściej zastanawiają się, kogo lub co lajkują albo komentują.  

Czy są łakomym kąskiem dla firm? Potrafią się obronić przed propagandą marketingową? 

Fomersi mogą być świetnymi trendsetterami, bo potrafią komunikację marek połączyć ze swoją osobistą marką np. na zasadzie rekomendacji przez pokazywanie i polecanie konkretnych, produktów, usług i wydarzeń. Potrafią krytykować, ale częściej marki chwalą. Zauważają reklamy, odróżniają je lepiej niż przeciętni internauci, ale częściej je też klikają. Popularnymi narzędziami są wśród nich porównywarki cen, czy strony z rekomendacjami. Trzeba znaleźć klucz do fomersa i personalizować komunikat. Marketerzy wychwytują takie rzeczy i stosują techniki korzystające z fomersów. 

Nie jest to brutalne wykorzystywanie słabości?  

Można się zastanawiać, czy nie jest to coś w rodzaju „jechania po emocjach”, szczególnie niebezpieczne, jeśli zrozumiemy, jak delikatną kwestią jest FOMO i do jakich problemów społecznych może prowadzić. Przecież istotą FOMO jest „fear”, a więc „obawa”.  

Jak wpływa się na fomersów? 

Firmy organizują na przykład coś, co nazywane jest „fomo-wydarzeniami”. Tak zdefiniowała to jedna z zachodnich agencji marketingowych. Chodzi o podbijanie zainteresowania wydarzeniami i jednoczesne pokazywanie, że nie każdy może się tam dostać. Wywoływane jest więc w ludziach pragnienie uczestniczenia w czymś niedostępnym i jednocześnie nakłanianie ich do tego, żeby w trakcie trwania wydarzenia chwalili się tym w mediach społecznościowych. Drugą przykładową techniką jest reguła kończących się zasobów, czyli wysyłanie komunikatu: „złap to, zanim złapią to inni”, albo „nasza obniżka trwa tylko 24 godziny”. Oczywiście konieczne jest kolportowanie tego przez media społecznościowe.  

Może należałoby to regulować? Na papierosach też są przecież ostrzeżenia?  

Moim zdaniem kluczowa jest edukacja i kształtowanie postaw, zmierzających do uzyskania i utrzymania dobrostanu cyfrowego, czyli mądrego i zrównoważonego posługiwania się urządzeniami cyfrowymi. Takie działania należałoby jednak prowadzić już wśród najmłodszych, a warto pamiętać, że dzisiaj przez przebodźcowanie dzieci potrafią skoncentrować swoją uwagę przez około 8 sekund. Mamy więc dosłownie kilka chwil, żeby trafić do nich z dobrze przygotowanym, edukacyjnym komunikatem na temat użytkowania smartfonów czy social mediów. Z pewnością tego typu urządzeń nie powinniśmy traktować jak smoczków.  

Naukowcy z Uniwersytetu Pensylwania opublikowali niedawno artykuł, w którym radzą, żeby ograniczyć czas korzystania z mediów społecznościowych do 30 minut dziennie. Taki limit może zmniejszyć poczucie samotności i depresji. Czy to dobra rada? 

Te badania współgrają z naszymi, gdyż potwierdzają, że intensywne korzystanie z urządzeń cyfrowych i mediów społecznościowych – a to cechuje fomersów – prowadzi do mocnej autokrytyki. Osoby o wysokim FOMO częściej niż inni uważają, że są do niczego, czują się bezużyteczni i chcieliby mieć więcej szacunku do samych siebie. Wydaje mi się, że w ich przypadku narzucenie sobie limitu 30 minut to wersja, niestety, trudna do spełnienia. Lepsza byłaby tu chyba strategia małych kroków i dostosowanie się do osobistych uwarunkowań. Powinniśmy dokładnie zbadać swój poziom sfomowania i ograniczyć bezmyślne trwonienie czasu w social mediach.  

Wprowadziła sobie Pani jakieś ograniczenia? 

Postanowiłam, że nie będę zabierała telefonu na spacery i spotkania rodzinne. Na początku czułam się, jakby ktoś literalnie odciął mi rękę, ale po jakimś czasie poczułam się naprawdę wolna.  

Rozmawiał Łukasz Ostruszka

Dr Anna Jupowicz-Ginalska – pracownik naukowy Wydziału Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii UW. Specjalizuje się w marketingu środków przekazu. W obszarze jej zainteresowań naukowych pozostają też współczesne trendy w komunikacji marketingowej (szczególnie opowieść transmedialna oraz multiscreening), VR, AR i popkultura. Jest autorką licznych publikacji naukowych na temat marketingu medialnego. Od ponad 15 lat pozostaje czynna zawodowo w sferze praktycznej: pracowała m.in. w agencjach PR i korporacjach medialnych. Inicjatorka i koordynatorka zespołu badawczego "FOMO. Polacy a lęk przed odłączeniem", w którego skład również weszli dr Justyna Jasiewicz (WDIB UW), dr hab. Małgorzata Kisilowska (WDIB UW), dr Tomasz Baran (Wydział Psychologii UW, Panel Badawczy Ariadna) i Aleksander Wysocki (Panel Badawczy Ariadna).

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiał Łukasz Ostruszka

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Media / Sprawdź czy jesteś fomersem