Start-upy swoje, a inwestorzy swoje

opublikowano: 26-03-2019, 22:00

Fundusze i technologiczni przedsiębiorcy powinni grać do jednej bramki. Od czasu do czasu mylą im się jednak drużyny

„Branża venture capital jest bardzo konkurencyjna. Pieniędzy na rynku jest bardzo dużo, zarówno w Polsce, jak i w Europie Zachodniej. Można mówić o rynku start- -upu, a nie rynku inwestora. Jeszcze pięć, dziesięć lat temu to inwestor rozdawał karty. Obecnie jest odwrotnie” — mówił dla serwisu pb.pl Marcin Kurek, menedżer i inwestor, inaugurując działalność funduszu Market One Capital (MOC). Można przypuszczać, że pozostałością po transformacji sektora, która w kraju nastąpiła w dość szybkim czasie, są rozbieżności dotyczące wyobrażeń o idealnej współpracy przedsiębiorców z inwestorami. Jej kulisy odsłaniają wyniki ankiety przeprowadzonej właśnie przez MOC i fundusz Inovo, który w 2018 r. został wysoko oceniony przez samo środowisko i uznany za warty polecenia. A rozbieżności mamy kilka.

Akceptujemy to, że w czasie rozwoju start-upu pojawiają się
przeszkody. Wówczas skupiamy się na spółkach, w których nasza pomoc pozwoli na
usunięcie barier, a firma będzie w stanie wrócić na ścieżkę dynamicznego
wzrostu — zaznacza Marcin Zabielski, przedstawiciel Market One Capital.
Zobacz więcej

LICZY SIĘ EFEKT:

Akceptujemy to, że w czasie rozwoju start-upu pojawiają się przeszkody. Wówczas skupiamy się na spółkach, w których nasza pomoc pozwoli na usunięcie barier, a firma będzie w stanie wrócić na ścieżkę dynamicznego wzrostu — zaznacza Marcin Zabielski, przedstawiciel Market One Capital. Fot. Marek Wiśniewski

(Nie)wyznaczony cel

Z ankiety wynika, że technologiczni przedsiębiorcy oczekują od inwestorów, którzy są już zaangażowani kapitałowo w ich biznesy, przede wszystkim wsparcia w poszukiwaniu kolejnych rund inwestycyjnych. Bardzo liczą także na merytoryczne wsparcie w rozwoju projektów. Ci natomiast, których firmy rosną w dość wolnym tempie i nadal działają na małą skalę, oczekują od funduszy vc pomocy w zdobyciu nowych kontaktów biznesowych i handlowych, czyli — mówiąc wprost — znalezienia im klientów. Natomiast np. wsparcie prawne schodzi na dalszy plan. Start-upy wolałyby też, by inwestor nie mieszał się w konflikty, jakie rozgrywają się w ich zespołach. To akurat dziwi Michała Rokosza, partnera zarządzającego Inovo Venture Partners, który ujawnia, że przeszła przez nie ponad połowa spółek z portfela tego funduszu.

Podstawowy cel inwestora pozostaje zawsze ten sam — zarobić na zwrocie z inwestycji. Fundusze są natomiast chętne, poza samym finansowaniem, podzielić się wiedzą i doświadczeniami, są też skłonne wspomóc założycieli firm w kwestiach organizacyjnych i ułatwić drogę do skalowania projektów. Marcin Zabielski, przedstawiciel funduszu MOC, mówi wprost, że rolą inwestorów nie jest jednak „wyręczanie przedsiębiorców w prowadzeniu biznesu”. O ile fundusz chętnie podzieli się skumulowaną w nim wiedzą o rynku i biznesie oraz kontaktami, o tyle nie będzie już angażować się w rozwój wszystkich projektów w równym stopniu. Zasada wydaje się prosta — większe wsparcie pojawi się tam, gdzie jest nadzieja na szybki efekt, czyli wzrost wartości firmy. Inovo wyliczyło, że tylko 30 proc. ankietowanych spółek rośnie w tempie minimum 100 proc. rok do roku, które satysfakcjonuje inwestorów rozważających wejście w projekt w tzw. serii A.

bc64433c-8c2e-11e9-bc42-526af7764f64
Puls Innowacji
Najważniejsze informacje o rozwoju i finansowaniu nowych technologii. Ciekawostki ze świata gigantów, start-upów i funduszy VC
ZAPISZ MNIE
Puls Innowacji
autor: Anna Bełcik
Wysyłany raz w tygodniu
Anna Bełcik
Najważniejsze informacje o rozwoju i finansowaniu nowych technologii. Ciekawostki ze świata gigantów, start-upów i funduszy VC
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Zdaniem Michała Rokosza sektor venture capital w kraju dopiero się profesjonalizuje, a standardy współpracy wciąż są wypracowywane. Przedstawiciel Inovo zdaje sobie sprawę z tego, że obecnie fundusze powinny oferować start-upom więcej niż tylko kapitał, bo przedsiębiorcy są bardziej świadomi niż kiedyś i mają dostęp do finansowania także za granicą. Nie oznacza to jednak wyręczania ich w obowiązkach.

Różne oczekiwania

Analizę mechanizmów kierujących (a także spowalniających) rozwój rynku przeprowadzała również fundacja Startup Poland. W jej raporcie „Złota księga venture capital w Polsce” Tomasz Czechowicz, partner MCI Capital, zaznaczył: „Wybór właściwego inwestora czy inwestorów to jedna z najtrudniejszych decyzji stojących przed każdym przedsiębiorcą. Strony muszą się przekonać, że na partnerskich warunkach, we współpracy mogą spotęgować rozwój przedsiębiorstwa. Taka akceleracja jest możliwa tylko wtedy, gdy poza kapitałem inwestor oferuję prawdziwą wartość dodaną — mityczne smart money”. W rzeczywistości start-up, poszukując inwestora, kieruje się głównie rekomendacjami innych, doświadczeniem instytucji we wspieraniu podobnych projektów. W czołówce wskazań nie znajduje się natomiast proponowana wysokość wyceny start-upu. Raport unaocznił także istotne rozbieżności w zakresie tego, jakiego wsparcia oczekiwali przedsiębiorcy, a jakie faktycznie otrzymali od inwestorów. Najbardziej widoczne są one w kwestiach: pomocy w przygotowaniu kolejnych rund finansowania, przekazywania kontaktów do partnerów biznesowych i klientów oraz sprzedaży produktu. Pokrywają się więc z obserwacjami Inovo i MOC. Fundacja przygotowuje się obecnie do realizacji drugiej edycji raportu. Powinna być ona gotowa w połowie roku.

OKIEM PRAKTYKA

Skok na głęboką wodę

MACIEJ SADOWSKI, szef Startup Hub Poland

Rynek venture capital coraz bardziej się profesjonalizuje. Obecnie inwestorzy tylko sporadycznie oczekują — w zamian za wsparcie finansowe — pakietów akcji czy udziałów rzędu 40-50 proc. Popularny wcześniej próg 49 proc. faktycznie blokował start-upom dołączenie do biznesu kolejnych inwestorów, gdyż twórcy technologii, oddając kolejny „kawałek” firmy, traciliby nad nią kontrolę i motywację finansową związaną z oczekiwanym sukcesem. Chociaż obecnie obie strony bardziej skrupulatnie niż kiedyś przygotowują się do współpracy, poddając przyszłego partnera badaniu środowiskowemu i prawnemu, to wadliwie zawierane umowy wciąż powodują rozbieżności w percepcji ustaleń. Co więcej, inwestor zawsze oczekuje szybkiego wzrostu wartości spółek, podczas gdy dla niektórych założycieli start-upu satysfakcjonujące są stałe, spływające powoli zyski, pozwalające firmie zaledwie trwać. To zaproszenie do konfliktu i często bolesna lekcja dla obu stron.

Wydaje się, że umowy inwestycyjne są dziś bardziej precyzyjne, lecz wciąż zdarza się, że strony ulegają złudzeniu, że skrajne scenariusze ominą spółkę. Start-up to jednak projekt dynamiczny i burzliwy, dlatego wymaga założenia złych scenariuszy. W Polsce mało popularna jest jeszcze „convertible note”, czyli krótkoterminowe finansowanie dłużne konwertowalne np. na akcje, które stało się złotym standardem na świecie. W skrócie: inwestor pożycza start-upowi pieniądze bez wyceniania jego wartości. Wartość firmy określa się później, przy dołączeniu kolejnego, większego inwestora. Wówczas przeliczana jest liczba akcji pierwszego „pożyczkodawcy” albo pozwala mu się odejść z zarobionymi odsetkami.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Bełcik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu