Spółka koncentruje się na kontraktach eksportowych, bo tam są wyższe marże. Zabezpiecza się przy tym przed silnym złotym.
„PB”: Dlaczego widełki cenowe ustalono na poziomie 10-25 proc. niższym od ceny maksymalnej?
Waldemar Łaski, prezes Grupy Famur: Wzięliśmy pod uwagę m.in. wycenę przygotowaną prze Millennium DM, oczekiwania inwestorów, które poznaliśmy podczas road show, a także bieżącą sytuację na rynku kapitałowym. Warto zaznaczyć, że wycena i prognoza na 2006 r. nie uwzględniają efektów przygotowywanych akwizycji.
Czy nie obawia się pan, że niski free float w połączeniu z ceną akcji rzędu kilkuset złotych skutecznie wygasi obroty akcjami spółki? Czy split wchodzi w grę?
Tu istotna jest wartość naszej oferty — to największe IPO w tym roku. Pod względem kapitalizacji Famur uplasuje się w pierwszej czterdziestce spółek giełdowych. Dlatego nie mamy żadnych obaw dotyczących free float. Do tematu splitu wrócimy po debiucie na GPW.
Spółka kontroluje 2,85 proc. kapitału Fabryki Maszyn Glinik. Jakie są szanse na przejęcie kontroli nad tą spółką?
Glinik to bardzo dobra fabryka i stanowiłaby dobre uzupełnienie naszej oferty. Największą barierą w rozmowach jest skomplikowana struktura własnościowa spółki.
Udział eksportu w przychodach ma rosnąć. Jaką część wpływów zabezpieczacie, jaka jest skuteczność?
Jeśli chodzi o zabezpieczenie eksportu, to zdecydowaną większość jego wartości zabezpieczamy kontraktami terminowymi lub swapami. Skuteczność tych zabezpieczeń jest wysoka, jednak istotna dla nas jest przede wszystkim marża, jaką realizujemy na kontraktach zagranicznych. Jest ona znacznie wyższa niż w Polsce.
Jaki był cel dwóch transakcji zakupu akcji Zametu (branża hutnicza), a następnie ich rychłej odsprzedaży na rzecz firmy Bradus? Czy operacja przyniosła zysk?
Początkowo zakup Zametu miał na celu uzupełnienie oferty Famuru. Jednak w związku z wyborem strategii rozwijania grupy produkującej maszyny na rzecz górnictwa, spółka została sprzedana. Obecnie Zamet należy do firmy Bradus, kontrolowanej przez Jacka Domogałę (szefa RN Famuru — przyp. red.). Na transakcji sprzedaży Famur zarobił 0,8 mln zł, czyli około 7 proc. ceny zakupu.
Obserwowany wzrost cen wyrobów hutniczych to dla was wzrost kosztów. Z drugiej strony ceny węgla nie są już tak wysokie, jak jeszcze przed rokiem. Nie obawiacie się pogorszenia koniunktury w branży?
Naszą największą przewagą jest umiejętność restrukturyzacji, odbudowania pozycji i odpowiedniego zarządzania. Widać to na przykładzie przejmowanych przez nas spółek. Niezależnie od koniunktury spółki węglowe będą wydobywać węgiel, a do tego niezbędne są produkowane przez nas maszyny. Na świecie rośnie zużycie energii, wytwarzanej z wykorzystaniem węgla. Dlatego szacujemy, że można spodziewać się raczej wzrostu zapotrzebowania na nasze wyroby. Produkujemy urządzenia porównywalne jakościowo do produktów największych firm światowych, oferujemy natomiast niższe ceny.
Prywatyzacja krajowych kopalń została odłożona na bliżej nieokreśloną przyszłość. To czynnik, który może ograniczyć popyt na wasze wyroby i usługi.
To prawda, że prywatyzacja kopalń może wpłynąć na wzrost efektywności polskiej branży górniczej, a co za tym idzie na jej rozwój. Wystarczy spojrzeć na czeskie górnictwo, które jest całkowicie sprywatyzowane i osiąga doskonałe wyniki. Przygotowując prospekt emisyjny braliśmy jednak pod uwagę bieżącą sytuację polskich spółek górniczych i w żaden sposób nie wiązaliśmy prognoz z ich ewentualną prywatyzacją.
Od kiedy spółka zamierza płacić dywidendę?
W tej chwili koncentrujemy się na inwestycjach w rozwój grupy. Wypłaty 25-50 proc. zysku można się spodziewać dopiero z zarobku za 2007 r.
Waldemar Łaski, prezes Grupy Famur