Nieustający spór obozu rządowego oraz opozycji obejmuje wszystkie dziedziny kierowania państwem, nawet neutralne partyjnie czy ideologicznie. Spersonifikowanymi symbolami konfliktu są Donald Tusk i Jarosław Kaczyński, ale to zawężenie. Po stronie PiS oczywiście trzeba doliczać także Karola Nawrockiego dysponującego bronią podpisywania/niepodpisywania ustaw, ratyfikacji umów międzynarodowych oraz rozmaitych nominacji. Do nielicznych wyjątków podobno wyłączonych ze sporu należy obronność i bezpieczeństwo państwa.
W obliczu zagrożenia konflikt w tym obszarze nie jest nagłaśniany, ale podskórnie oczywiście istnieje. Czytelnym dowodem są losy Strategii Bezpieczeństwa Narodowego Rzeczypospolitej Polskiej. Nie jest to dokument rangi konstytucyjnej, umocowanie ma jedynie w ustawie z 2022 r. o obronie ojczyzny, a wcześniej miał w uchylonej ustawie o powszechnym obowiązku obrony. Wersja zdezaktualizowana zastępowana jest przez nową co pięć, sześć lat. Przed rozpoczęciem przez Radę Ministrów prac nad projektem prezydent RP przekazuje rekomendacje do strategii, a później dokument zatwierdza postanowieniem, na wniosek premiera. Notabene ranga prawna strategii bezpieczeństwa narodowego jest zdumiewająco niska, nie jest to dokument obowiązujący powszechnie – bo ani ustawa, ani rozporządzenie wydane z upoważnienia ustawowego. Paradoksalnie strategii najbliżej do jakichś wytycznych lub jedynie zarządzenia. Największym paradoksem i zarazem dowodem legislacyjnego bezhołowia jest okoliczność, że od trzech lat nie jest ważna żadna strategia! Ostatnia z 2020 r. została zatwierdzona przez Andrzeja Dudę na wniosek Mateusza Morawieckiego i opublikowana w Monitorze Polskim (MP). W 2022 r. przestała jednak istnieć w obiegu prawnym, albowiem… straciła moc ustawa, na podstawie której ją stworzono. Po wejściu w życie wspomnianej ustawy o obronie ojczyzny – co nastąpiło już po agresji Rosji na Ukrainę – prezydent wraz z rządem PiS byli zobowiązani do natychmiastowego podpisania i ponownej publikacji w MP strategii, naturalnie z jakąś szybką korektą wojenną. Zdezaktualizowany dokument od 2022 r. stał się nieobowiązującym tzw. prawem powielaczowym, chociaż wciąż wisi na portalu prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego (BBN).
Po zmianie władzy do tworzenia strategii przystąpił minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz. Na początku we współpracy z Jackiem Siewierą, kierującym BBN. 4 lipca 2024 r. Andrzej Duda opublikował ustawowe rekomendacje, ale już nie miał okazji do zatwierdzenia rządowego dokumentu. Upłynął postulowany termin 24 lutego 2025 r. (trzecia rocznica wojny), ale rząd przetrzymał strategię do zatwierdzenia przez Rafała Trzaskowskiego. Wyszło jak wyszło. 25 lipca, czyli przed zaprzysiężeniem Karola Nawrockiego, ale jeszcze podczas decyzyjności Andrzeja Dudy, premier Donald Tusk dumnie oznajmił o przyjęciu przez Radę Ministrów nowej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego RP. Obszerny dokument ustala, że polityka państwa będzie koncentrowała się na czterech priorytetach: nienaruszalności terytorium, bezpieczeństwie obywateli, zrównoważonym rozwoju oraz korzystnym kształcie systemu bezpieczeństwa międzynarodowego. W komunikacie nie ma jednak ani słowa, że produkt rządowy ma rangę projektu, który musi podpisać prezydent i dopiero wtedy strategia trafi do publikacji w MP.
Sławomir Cenckiewicz, nowy szef BBN, wykluczył automatyczne zatwierdzenie wersji z 25 lipca. Od początku kadencji werbalnie poświęca strategii wiele miejsca, podkreślając, że fundamentalne dokumenty obronne są przestarzałe i nie odpowiadają wyzwaniom epoki. Deklaruje, że trzeba wspólnie pracować nad tym, by powstała nowa Strategia Bezpieczeństwa Narodowego RP. Wspólność musi polegać na uzgodnieniu zapisów przez rząd i prezydenta, bo tak to powiązała ustawa. Pytanie retoryczne – czy do wyborów parlamentarnych w 2027 r. istnieją jakieś szanse na wypracowanie kompromisu?

