Sukces w pigułce

opublikowano: 22-07-2022, 13:30
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Praca nad pierwszym polskim lekiem to maraton, nie sprint, ale metę widać już coraz wyraźniej – mówi Marta Winiarska, prezes Polskiego Związku Innowacyjnych Firm Biotechnologii Medycznej BioInMed.

Ambicja:
Ambicja:
Jeśli chcemy liczyć się na świecie, potrzebujemy innowacji. Bez patentów trudno myśleć o renomie kraju – twierdzi Marta Winiarska, prezes BioInMedu.
Marek Wiśniewski

Kiedy nowoczesne leki i terapie przestaną być domeną zachodnich koncernów, a staną się także polskim produktem eksportowym?

Krajowy sektor biotechnologiczny ma 15 lat. To zbyt krótko, by się dorobić własnych produktów – leków i terapii oryginalnych według własnej myśli technologicznej w tej dziedzinie. Niemniej przedstawiciele branży prowadzą coraz więcej różnorodnych projektów dotyczących skutecznej diagnostyki i leczenia pacjentów. Niektóre przedsięwzięcia są już nawet w drugiej fazie badań klinicznych, co oznacza, że ich bezpieczeństwo i skuteczność zostały wstępnie potwierdzone. Świadczy to o tym, że mamy zasoby niezbędne do tego, by takimi inicjatywami się zajmować.

Ale polskiego oryginalnego leku jeszcze nie ma. Kiedy się go wreszcie dorobimy i co to będzie oznaczało dla naszej branży farmaceutycznej?

Prace są na tyle zaawansowane, że powinny doprowadzić do stworzenia pierwszego oryginalnego polskiego leku w ciągu kilku lat, jeśli nie zabraknie finansowania. Na razie jesteśmy znani na świecie jako producent leków generycznych, czyli odtwórczych. Są to technologie mniej więcej sprzed 15-20 lat, na które wygasły patenty. Ta działalność niczego nam nie ujmuje, te leki też są potrzebne, ale tym, co naprawdę zrobi różnicę, będzie wypracowanie własnej innowacji w tej sferze. Podniesie to zarówno prestiż polskiego sektora czerwonej biotechnologii, jak i całej naszej gospodarki, a także da nowe skuteczne sposoby leczenia pacjentów.

Co da zyskamy oprócz prestiżu?

Proszę sobie przypomnieć, jak długo w czasie pandemii czekaliśmy na szczepionki. Gdybyśmy mieli więcej do zaproponowania światu, jeśli chodzi o leki czy inne technologie medyczne, Polska stałaby może nie na początku, ale gdzieś w środku tej kolejki. Jeśli proponujemy coś światu, świat szybciej i chętniej dostarcza nam swoje technologie.

A korzyści finansowe?

Jedna skomercjalizowana technologia – nowy lek, nowa terapia czy szczepionka, która trafia do pacjentów, sprawia, że z nawiązką zwracają się wszystkie nakłady poniesione na dany projekt. Czasami zysk z inwestycji tysiąckrotnie przekracza poniesione wydatki, a to wystarcza nie tylko do rozwoju firmy będącej właścicielem patentu, ale też całego sektora czerwonej biotechologii w konkretnym kraju. Przykładem może być BioNTech, przedsiębiorstwo biotechnologiczne z siedzibą w Moguncji, które przez 12 lat przynosiło straty prywatnym inwestorom i niemieckiemu rządowi. Karta się odwróciła wraz ze stworzeniem i dystrybucją – razem z firmą Pfizer – pierwszej w historii dopuszczonej do użytku szczepionki przeciw COVID-19.

Dla potwierdzenia: czerwona biotechnologia to ta, która dotyczy ochrony zdrowia?

Tak. Sama biotechnologia może znajdować zastosowanie w wielu różnych dziedzinach i przyczynia się do polepszenia jakości życia człowieka, na czele z rolnictwem, przemysłem spożywczym i energetycznym. Co do czerwonej biotechnologii – koncentruje się ona na zdrowiu, a konkretniej na poszukiwaniu rozwiązań diagnostycznych, takich jak testy genetyczne, oraz metod terapeutycznych.

Jakie definuje się tę gałąź nauki?

Biotechnologia medyczna to interdyscyplinarna dziedzina, obejmująca elementy chemii, fizyki, inżynierii, biologii, a także informatyki. Jedna z definicji mówi o wykorzystaniu żywych organizmów do procesów technologicznych znajdujących zastosowanie w przemyśle farmaceutycznym. Dziś wymaga ona jednak z całą pewnością rozszerzenia i uzupełnienia. Bowiem dzięki postępowi nauki, jesteśmy w stanie w sposób dotąd niespotykany wykorzystywać naszą wiedzę o procesach biologicznych zachodzących w ludzkim organizmie, do projektowania nowych rozwiązań terapeutycznych i diagnostycznych. Mniej ważny staje się element związany z samym procesem wytwarzania, bardziej istotny jest proces tworzenia.

Zakres tej gałęzi nauki jest tak szeroki, a skala złożoności projektów tak duża, że z pewnością opiera się na interdyscyplinarnych zespołach.

Owszem. Sukces w tej dziedzinie wymaga synergii kompetencji. Inżynierowie, informatycy, biolodzy, chemicy – wszyscy muszą działać razem i dzielić się swoją wysokospecjalistyczną wiedzą. Nie dość tego, dwa zespoły projektowe w danej firmie zwykle mogą mieć zupełnie odmienne składy, jeśli chodzi o specjalności ich członków. Każdy projekt to oddzielne, unikatowe przedsięwzięcie

Skąd polskie firmy biotechnologiczne i centra badawczo-rozwojowe biorą pieniądze na rozwój?

Finansowanie pochodzi z różnych źródeł, począwszy od Giełdy Papierów Wartościowych, przez biznes, po fundusze venture capital. Ale ten ostatni rodzaj finansowania jest mocno rozproszony, w związku z czym firmy z sektora w Polsce w mniejszym zakresie korzystają ze wsparcia VC. Jest też mnóstwo zaangażowania finansowego samych właścicieli, którzy wierzą w to, co robią, i często mają osobiste pobudki do prowadzenia działalności badawczo rozwojowej w medycynie, jak choroba członka rodziny. Ważnym źródłem finansowania projektów są granty z funduszy unijnych, nad którymi czuwają Narodowe Centrum Badań i Rozwoju i Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości. Od tego roku ruszyły również konkursy na granty z Agencji Badań Medycznych, w ramach rządowego Planu Rozwoju Sektora Biomedycznego. Niemniej pieniędzy w Polsce jest ciągle za mało, zwłaszcza jeśli spojrzymy na budżety dostępne w takich krajach jak Niemcy, Francja czy Wielka Brytania.

Unia Europejska chętnie wspiera rozwój biotechnologii medycznej?

Jak najbardziej. Pandemia COVID-19 spowodowała zakłócenia łańcuchów dostaw, co sprawiło, że UE zdecydowała się na przenoszenie produkcji leków i substancji czynnych do Europy. Z drugiej strony kryzys zdrowotny pokazał, że konieczne jest posiadanie silnego sektora, gotowego do podjęcia prac badawczo-rozwojowych w podobnych sytuacjach. Dlatego Unia Europejska stawia też na rozwój własnych innowacji farmaceutycznych czy – szerzej – zdrowotnych. Niestety, polskie przedsięwzięcia mierzą się z wieloma wyzwaniami na poziomie europejskim. Gdy składamy dokumenty do Europejskiej Agencji Leków, jesteśmy dużo dokładniej prześwietlani niż podmioty z rynków o ugruntowanej tradycji w pracach badawczo-rozwojowych nad nowymi lekami, mimo że nie odstajemy od nich pod względem kryteriów naukowych, merytorycznych. Przeciwnie, mamy nieraz lepsze pomysły, bo jako początkujący musimy bardziej się starać.

Mówi się, że kapitał nie zna granic. Z drugiej strony czy tacy europejscy potentaci jak Pfizer nie będą zazdrośni o polski sukces?

W naszej branży nie ma sukcesów bez partnerstwa ponad granicami. Kiedyś liderzy rynku farmaceutycznego realizowali projekty siłą własnych zasobów i struktur. Dzisiaj firmy tzw. Big Pharma o około 70 proc. zredukowały własne działania B+R na rzecz współpracy z mniejszymi firmami sektora biotechnologicznego. Można powiedzieć, że te firmy stanowią back office dla globalnych innowacyjnych firm farmaceutycznych. Potentaci w rodzaju Pfizera, dzięki swojemu know-how dotyczącego badań klinicznych, rejestracji leków, refundacji, a także ponadnarodowej sieci dystrybucji.zapewniają dotarcie nowych produktów do pacjentów na całym świecie. Jednak sama myśl technologiczna często ma swoje źródło właśnie w mniejszych firmach biotechnologicznych.

Czy państwo sprzyja sektorowi?

Rządy wszystkich krajów lubią projekty pewne, dosyć krótkie, które da się rozliczyć w perspektywie kadencji. Przedsięwzięcia te są tańsze i mniej ryzykowne, ale też mniej innowacyjne i nie mają znamienia unikatowości w skali globalnej. Dlatego nawet w przypadku powodzenia nie dają takiego zwrotu z inwestycji jak bardziej ambitne i ryzykowne inicjatywy. Na szczęście nasze argumenty są brane pod uwagę w dyskursie publicznym na temat kierunku rozwoju sektora biomedycznego w naszym kraju. Przykładem są wprowadzone za sugestią BioInMedu zmiany w rządowym Planie Rozwoju Sektora Biomedycznego 2022-2031...

Co z tym dokumentem było nie tak?

W pierwotnej wersji skupiał się głównie na produkcji leków generycznych, czyli nie odzwierciedlał kompetencji całej branży. To okrojenie działałoby na niekorzyść rozwoju gospodarczego Polski i pacjentów. Dzięki mądremu dialogowi ze stroną publiczną strategia działań została poszerzona o projekty dotyczące tzw. dużych innowacji.

A jednak ciągle nie jesteśmy drugim Izraelem, czyli światowym liderem innowacji i start-upów. Co gorsze, Polska nie ma nawet takich aspiracji.

Izrael uznał, że innowacje są jego ścieżką rozwoju, dzięki czemu w kilkadziesiąt lat kraj ten stał się technologiczną potęgą. Polska wybrała mniej ryzykowną strategię – jesteśmy kooperantem zachodnich koncernów, montownią Europy. W ten sposób budujemy swoje finansowe bezpieczeństwo. Dziś jednak jesteśmy w sytuacji, kiedy dalszy rozwój naszego kraju nie może odbywać się tylko w oparciu o odtwarzanie technologii, które wymyślili inni. Dlatego powinniśmy jednak pokusić się o zbudowanie drugiej nogi, czyli skierowanie części gospodarki na bardziej innowacyjne i niepewne tory, dzieląc ryzyko między biznes a sektor publiczny. To jedyny sposób na to, by wyrwać się z pułapki średniego dochodu i zająć w światowej gospodarce miejsce godne naszego potencjału.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane