Superbubel made in resort finansów

Kamil Kosiński
opublikowano: 20-05-2009, 00:00

Minister namawia do łamania prawa. I to minister finansów. A wszystko przez nieudolną próbę naprawienia spapranej ustawy.

Minister namawia do łamania prawa. I to minister finansów. A wszystko przez nieudolną próbę naprawienia spapranej ustawy.

Od 1 marca obowiązują nowe przepisy dotyczące podatku akcyzowego na energię elektryczną. W założeniu podatek miał być płacony w momencie dostawy energii do tego kto ją zużywa. Efekt ten miał być uzyskany przez odwołanie się do faktu posiadania koncesji dotyczącej energii elektrycznej. Dopóki energia jest sprzedawana między podmiotami z koncesją nie podlega ona opodatkowaniu, a podmioty mające koncesję dotyczącą wytwarzania energii muszą opodatkować się same jedynie na swoim zużyciu. Z małym wyjątkiem. Z ustawy wynika, że podmioty mające koncesję wyłącznie na wytwarzanie energii nie muszą płacić akcyzy od energii nabytej od innego podmiotu — również sprzedawca nie jest zobowiązany do uiszczenia akcyzy od tej energii. Jeśli koncesja na wytwarzanie jest łączona z jakąkolwiek inną koncesją dotyczącą energii elektrycznej (np. na obrót) to luka w przepisach już nie występuje.

— Nie ma żadnych przesłanek by grupę firm mających koncesję wyłącznie na wytwarzanie energii wyłączyć z akcyzy. Jest to niezgodne z dyrektywą unijną jak i filozofią przepisów, z których jasno wynika, że akcyza miała być naliczana przez ten podmiot, który sprzedaje prąd nabywcy końcowemu, a więc podmiotowi, który nie ma żadnej koncesji dotyczącej energii elektrycznej — mówi Anna Stachura, doradca podatkowy z firmy Deloitte Doradztwo Podatkowe.

A koncesje na wytwarzanie energii mają nie tylko elektrownie ale np. cukrownie i papiernie, a więc firmy de facto zużywające, a nie produkujące prąd.

Interpretacja kuriozum

Minister finansów Jan Vincent-Rostowski postanowił naprawić ten błąd legislacyjny. Wydał interpretację, której kwintesencją jest zdanie: "Sytuacja, w której podmiot posiada koncesję na wytwarzanie energii elektrycznej i jednocześnie kupuje energię elektryczną, którą zużywa na własne potrzeby mieści się w zakresie przepisu art. 9 ust. 1 pkt 2 ustawy o podatku akcyzowym." Mówiąc wprost podmiot sprzedający prąd przedsiębiorstwu mającemu koncesję wyłącznie na wytwarzanie energii powinien doliczyć do ceny akcyzę, mimo, że ustawa nie nakłada na niego tego obowiązku.

Uzasadnieniu takiego rozumowania trudno odmówić logiki. "Niesprawiedliwym i mogącym podważyć zasadę równości wobec prawa byłoby uprzywilejowanie podmiotów, które jedynie z uwagi na sam fakt posiadania koncesji na wytwarzanie energii elektrycznej, mogłyby nabywać energię po cenie nie zawierającej podatku akcyzowego, którą następnie wykorzystałyby w taki sam sposób jak każdy inny nabywca końcowy (ale nie posiadający koncesji na wytwarzanie energii), który kupuje energię elektryczną po cenie zawierającej podatek akcyzowy."

Jest tylko jedno ale. Dość zasadnicze. Interpretacja, ani nawet rozporządzenie jakiegokolwiek ministra nie stanowi w Polsce prawa, a dokument wydany przez resort finansów w stoi w jawnej sprzeczności z zapisem ustawowym.

— Forma naprawy błędu ustawowego nie jest właściwa. Powinna być zmieniona ustawa — podkreśla Anna Stachura.

Radosław Pietrzak, inny doradca podatkowy z firmy Deloitte Doradztwo Podatkowe zwraca uwagę, na to, że istotą wszelkich interpretacji podatkowych jest to, że podatnik może się na nie powołać by ochronić swoją pozycję w sporach z fiskusem. W tym przypadku oznacza to, że sprzedawca energii elektrycznej ewidentnie łamiący prawo poprzez doliczanie akcyzy przy sprzedaży prądu odbiorcy mającemu wyłącznie koncesję na wytwarzanie energii będzie dla Ministerstwa Finansów działał właściwie. Działający zgodnie z prawem ma zaś wszelkie szanse narażenia się na konflikt z organami skarbowymi.

— Podmioty dostarczające prąd będą z pewnością przerzucały koszty akcyzy na swoich klientów. Ale jeśli ci będą mieli koncesję na wytwarzanie energii nie będą musieli się z tym godzić. Interpretacja ministra finansów rozszerzyła bowiem katalog czynności opodatkowanych, a te elementy, zgodnie z Konstytucją, mogą być określone jedynie w ustawie — zaznacza Anna Stachura.

Nabywcy energii dysponujący koncesją na jej wytwarzanie nie powinni więc mieć problemów z udowodnieniem w sądzie, że zakłady energetyczne doliczały im akcyzę bezpodstawnie. Te zaś będą zasłaniać się interpretacją ministra finansów, która wbrew prawu twierdzi, że takie działanie jest w porządku.

Zadatki na kartel

W sporach ze swoimi klientami zakłady energetyczne mają jeszcze jedną furtkę. Mogą doliczać akcyzę "po cichu", wobec klientów deklarując, że tego nie robią, ale stosując wyższe ceny dla grupy nabywców spełniających wymogi ustawowego zwolnienia, tylko po to by mieć pieniądze odpowiadające wysokości akcyzy, których będzie domagał się fiskus wbrew obowiązującemu prawu. Taki manewr jest możliwy bo na fakturach wyszczególniany jest wyłącznie podatek VAT, więc nabywca jakiegokolwiek dobra formalnie nie wie jakie inne składniki wchodzą w skład ceny netto. Oczywiście może próbować znaleźć dostawcę energii nie stosującego takich praktyk, ale każdy zakład energetyczny będzie chciał się zabezpieczyć przed fiskusem, więc jest to raczej nierealne, a bez prądu biznesu prowadzić się nie da.

W tym momencie może się jednak włączyć do gry inny urząd. Konkretnie — Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK). Sytuacja, w której wszystkie firmy z jednej branży podnoszą o określony procent lub stałą kwotę cenę swojego produktu lub usługi dla wąsko określonej grupy przedsiębiorstw zakrawa bowiem na zmowę cenową.

— W przypadku podejrzenia zawarcia niedozwolonego porozumienia prezes UOKiK może wszcząć postępowanie antymonopolowe a w decyzji stwierdzającej zawarcie porozumienia nakazać zmianę praktyki jak i również nałożyć na przedsiębiorców kary finansowe, które nie mogą przekroczyć 10 proc. ich ubiegłorocznych przychodów — wyjaśnia Konrad Gruner z UOKiK.

Zastrzega jednak, że od zmów cenowych należy odróżniać naśladownictwo cenowe czyli tzw. zachowania pararelne, które nie są zabronione. Wynikać one mogą z polityki handlowej przedsiębiorców, którzy cenę oferowanych przez siebie produktów lub usług ustalają na podstawie analiz cen konkurencji.

Z czym będziemy mieli do czynienia w tym przypadku? O tym pewnie zdecydują sądy. Bo politycy nie potrafili napisać ustawy, a potem naprawić błędu, który się w niej pojawił.

20

zł/MWh Tyle wynosi stawka podatku akcyzowego za energię elektryczną.

Kamil Kosiński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Energetyka / Superbubel made in resort finansów