Synapsy lubią śmiech

opublikowano: 23-08-2018, 22:00

Wstyd ci, że od Kieślowskiego, Zanussiego czy Wajdy wolisz Jasia Fasolę? Niepotrzebnie. Aby sprawniej myśleć, potrzebujesz zabawy, rozrywki i humoru

Jak się nazwa facet, który stracił 90 proc. swojej inteligencji? Prawidłowa odpowiedź brzmi: wdowiec. Albo: informatyk złowił złotą rybkę, która za darowanie życia obiecała spełnić trzy życzenia. Informatyk mówi: „Żeby był pokój na świecie”. Na co słyszy: „Za trudne”. „No to żeby się Windows nie zacinał”. „To już niech będzie ten pokój na świecie”.

Śmiech to bardzo poważna sprawa. Dzięki niemu człowiek jest zdrowszy, bardziej wypoczęty i sprawnie myśli.
Zobacz więcej

STYMULACJA MÓZGU:

Śmiech to bardzo poważna sprawa. Dzięki niemu człowiek jest zdrowszy, bardziej wypoczęty i sprawnie myśli. Fot. Fotolia

Kogo nie bawią takie dowcipy, ręka w górę. Ale czy wesołość w ogóle dorosłej osobie przystoi? „Śmiech wstrząsa ciałem, zniekształca rysy twarzy, czyni człowieka podobnym do małpy” — twierdził benedyktyński mnich Jorge z powieści Umberto Eco „Imię róży”. Za opowiadanie kawałów można było wylecieć z fabryki Forda. Nawet dziś traktujemy humor jako rzecz błahą i mało wyrafinowaną. W inteligenckich kręgach nie wypada się przyznawać, że po ciężkim dniu pracy wolimy wziąć do ręki komiks z Dilbertem niż miesięcznik melomana. To jednak świadczy tylko o tym, że nie znamy najnowszych badań, według których humor w równym stopniu służy naszemu ciału i skołatanym nerwom, jak również szarym komórkom. Ba, jest podstawą sprawnego i twórczego myślenia.

Upgade w głowie. Do zrozumienia żartu potrzebny jest odpowiedni iloraz IQ? Ewolucjoniści widzą to inaczej: dzięki temu, że śmiech to dla synaps czysta przyjemność, mógł powstać inteligentny umysł. Kto wie, czy bez psikusów, zabaw, kawałów gatunek homo sapiens w ogóle by przetrwał? Mózg jest przestarzałym komputerem, na którym zainstalowano supernowoczesne oprogramowanie — obrazowo tłumaczą filozof Daniel Dannett i psycholog Mattew M. Hurley w książce „Inside Jokes”. Dziś ta maszyna musi realizować znacznie więcej skomplikowanych operacji niż w czasach, gdy nasi przodkowie polowali na mamuty. Mimo to nadal nieźle sobie radzi z większością zadań. Raz po raz jednak to przedziwne urządzenie zwalnia, co jest sygnałem, że na dysku i w systemie operacyjnym trzeba posprzątać. W przeciwnym razie różne małe błędy, będące następstwem zaśmiecenia umysłu, mogą zamienić się w serię katastrofalnych pomyłek. Czyszczenie biologicznego komputera — i aktualizacja jego softu — odbywa się samoczynnie. Tyle że pochłania dużo energii i musi rywalizować z pozostałymi czynnościami, którymi w tym samym czasie zajmuje się mózg — wyjaśniają uczeni. Więc jak kania dżdżu potrzebujemy satysfakcji płynącej z poczucia humoru — to łapówka za odwalenie niewdzięcznej, acz koniecznej roboty.

Lekcje samoobrony. Co dokładnie nas bawi? Moment, w którym sami przyłapujemy się na błędzie. Dostaliśmy zaproszenie do Włoch i dopiero po chwili zaskakujemy, że chodzi o dzielnicę Warszawy, a nie kraj, w którym spędziliśmy ostatnie wakacje. Założyliśmy, że blondynka z kawału zachowa się absurdalnie, ale że w swojej głupocie posunie się aż tak daleko, nikt by nie przypuszczał.

Już Arystoteles zauważył, że dobry żart cechuje zaskoczenie: słuchacz domyśla się zakończenia historii, ale puenta jest zupełnie inna. Niezgodność między oczekiwaniami a tym, co ostatecznie się odbywa, wyzwala radosny śmiech. Mała próbka: ofiara wypadku budzi się w karetce. „Co się dzieje? Dokąd mnie wieziecie?!” — wrzeszczy. „Do prosektorium”. „Ale ja jeszcze żyję!”. „A czy my już dojechaliśmy?”. Dzięki takim wicom uczymy się tropić rozbieżności, budzimy swoją czujność, zaczynamy zwracać większą uwagę na zagrożenia, pułapki i oszustwa w codziennym życiu. Im częściej to ćwiczymy, tym trafniej oceniany swoją sytuację, lepiej przewidujemy rozwój wydarzeń i celniej odczytujemy intencje drugiej osoby.

Pigułka optymizmu. Poczucie humoru jest najpotężniejszym mechanizmem obronnym — zapewniał Zygmunt Freud. Żarty dla większości ludzi są czymś odprężającymi miłym. Wesołym powiedzeniem powstrzymujemy napływ przykrych emocji. Dzieje się tak, ponieważ śmiech stymuluje aktywność jądra półleżącego — układu reagującego na przyjemności: jedzenie, alkohol, pieniądze, seks i piękno — wskazują badacze ze Stanford University. Dlaczego to takie ważne? Neurolodzy wiele razy dowiedli, że podły nastrój bywa powodem kapitulacji.

Co robimy, gdy dopada nas złość, niepokój, wzburzenie? Szukamy pocieszenia, rekompensaty. Sęk w tym, że to, co znajdujemy, często obraca się przeciwko nam. Wysokoenergetyczny posiłek, używki, zakupy, a także internet i telewizja — to najpopularniejsze sposoby na pobudzenie w naszym mózgu systemu nagrody. Tak próbujemy sobie radzić ze stresem. Jeśli jednak wymienione substancje i aktywności poprawiają nam samopoczucie, to na krótko, powodując nadwagę, choroby kręgosłupa, drenaż portfela i milion innych nieszczęść. Najefektywniejszym antydepresantem jest śmiech — działa błyskawicznie, nic nie kosztuje i nie wywołuje żadnych negatywnych skutków ubocznych. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Synapsy lubią śmiech