Wzrost rentowności obserwowaliśmy także na innych rynkach, choć dotarły one do wartości najwyższych od kilku tygodni, a nie miesięcy. Ale tylko w USA możemy mówić o czymś w rodzaju trendu wzrostowego rentowności, na innych rynkach pełzały one w pobliżu historycznych minimów, stąd skok o kilkanaście punktów nie mógł nawet sugerować zmiany trendu. Jak wiemy, sensacja Pfizera zakończyła się małym skandalem – szczepionka choć działa, nie może być szeroko dystrybuowana bez specjalistycznego sprzętu, a prezes firmy sprzedał większość posiadanych akcji korzystając z wybicia. Do piątku rentowności oddały połowę wcześniejszych zysków, nie dając jednoznacznej odpowiedzi, czy wtorkowy wyskok sygnalizował możliwość zmiany trendu, czy był tylko incydentem, o którym wkrótce zapomnimy.
Rzecz w tym, że wtorkowa wyprzedaż obligacji skarbowych daje nam pewną podpowiedź dotyczącą nieco bardziej odległej przyszłości. Opanowanie pandemii (a nawet widoki na to) to dla uczestników rynku ryzyko zakończenia obligacyjnej hossy. Biliony wydane na podtrzymanie gospodarek na biegu mają szansę zmienić się w inflację, czego pewne przebłyski widzieliśmy i w danych USA, i we Wskaźniku Przyszłej Inflacji BIEC. Zresztą sam NBP skorygował w listopadowej projekcji prognozy inflacji na przyszły rok o średnio 1,1 proc. w górę. Zamiast 1,3 proc. w I kwartale przyszłego roku ma to być 2,4 proc. Podniesienie prognozy inflacji o ponad 1 pkt proc. w tak krótkim i w gruncie rzeczy dość przewidywalnym przedziale czasowym (jesienny wzrost liczby zachorowań i jego konsekwencje trudno uznać za niespodziankę), to jednak skokowa zmiana.
Na tyle duża, że – kierując się projekcją, ale także zachowaniem rynku po konferencji Pfizera – warto być może ponownie rozważyć opłacalność inwestycji w obligacje indeksowane inflacją, nawet mimo obniżonych od maja marż. Przy marży 0,75 proc. 4-letnie obligacje oszczędnościowe mogą dawać 3,3-3,4 proc., a dziesięciolatki 3,6-3,7 proc. (nawet 4,1 proc., jeśli inflacja w IV kwartale wyniesie zgodnie z projekcją 3,1 proc.) rocznych odsetek. Średnia stopa zwrotu w czteroletnim horyzoncie będzie jednak niższa – w pierwszym roku oprocentowanie obligacji oszczędnościowych inflacją jest stałe i niskie (1,3 proc. i 1,7 proc.), co warto wziąć pod uwagę przy kalkulacjach. Mimo to, uzyskanie – dość prawdopodobne – ponad 3 proc. średniego zysku to w obecnych warunkach atrakcyjna alternatywa.
Można naturalnie zarobić także więcej, ale biorąc na siebie wyższe ryzyko – kredytowe w przypadku obligacji korporacyjnych lub zmienności w przypadku funduszy obligacji skarbowych. Te stawiające na długoterminowe papiery skarbowe zarobiły na polskim rynku średnio ponad 6 proc., a najlepsze prawie 9 proc. właśnie dzięki spadkowi rentowności.