Jak bardzo decyzje prezydenta Stanów Zjednoczonych mogą się odbić na kondycji polskich firm – pośrednio i bezpośrednio?
Z eskalacją protekcjonizmu Stanów Zjednoczonych jest taki problem, że co dwa dni zmienia się jej obraz: zmianie ulegają wysokości taryf, sektory i branże nimi objęte czy nawet państwa. W efekcie trudno precyzyjnie oszacować skutki decyzji prezydenta USA dla gospodarek, w tym polskiej, oraz wskazać, które sektory na skutek tych działań najbardziej ucierpią.
Przedłużająca się znaczna niepewność potęguje negatywne konsekwencje także dla branż potencjalnie nieobjętych sankcjami oraz ich obawy o to, jak długo będą mogły funkcjonować w globalnym łańcuchu dostaw na obecnych warunkach.
Polska jest w o tyle dobrej sytuacji, że charakteryzuje się bardzo zdywersyfikowanym eksportem. Wysyłamy w świat towary różnych kategorii i nie jesteśmy skoncentrowani na jednej konkretnej branży. To nas wyróżnia na tle innych gospodarek regionu, które np. przez cła nałożone na motoryzację są bardzo wrażliwe na decyzje podejmowane przez Donalda Trumpa.
Ponadto nasza bezpośrednia ekspozycja na amerykański rynek jest relatywnie niewielka, wynosi zaledwie 3 proc. eksportu ogółem.
Jeśli uwzględnimy także oddziaływanie pośrednie, czyli produkcję elementów do wyrobów z innych państw, które następnie wysyłają je do USA, jest to mniej więcej 6 proc. ogółu popytu zewnętrznego, który trafia do polskiej gospodarki. To oznacza, że nasza zależność od rynku amerykańskiego jest relatywnie nieznaczna.
Pragnę też zwrócić uwagę, że główne motory oczekiwanego w tym roku ożywienia krajowej gospodarki są niezależne od globalnej koniunktury – to przede napływ środków z UE i realizacja strukturalnych, a nie cyklicznych inwestycji. W efekcie, w tym i przyszłym roku polska gospodarka będzie rosła szybciej niż inne rynki europejskie, bazując na silnym popycie wewnętrznym. W prognozach PKO Banku Polskiego zakładamy, że wkład eksportu netto do wzrostu gospodarczego w 2025 i 2026 r. będzie negatywny. Decyzje Donalda Trumpa oznaczają, że eksport może nam jeszcze więcej z tego wzrostu gospodarczego odejmować. Natomiast biorąc pod uwagę bardzo dobrą kondycję gospodarstw domowych, która przekłada się na wzrost konsumpcji, i inwestycje, których odbudowę już obserwujemy, jestem spokojna o stan polskiej gospodarki.
Sprzyjać nam będzie również napływ środków z Unii Europejskiej.
Napływ środków unijnych – zarówno z funduszy strukturalnych, jak i z KPO – będzie neutralizował szok trumpowski. Już widzimy większą aktywność inwestycyjną związaną z dotacjami. Dlatego zakładamy, że w tym i przyszłym roku polska gospodarka będzie rosła w tempie ok. 3,5 proc. W obliczu zawirowań w światowej gospodarce uchodzimy za stosunkowo bezpieczną przystań. Choć oczywiście są branże, które skutki decyzji USA odczują mocniej, np. produkcja pozostałych pojazdów, metali, elektroniki. Ale one także nie mają znaczącej ekspozycji w Stanach – nie przekracza ona 10 proc. ich produkcji, więc cła nie powinny znacząco pogorszyć ich sytuacji.
Co może zrobić Europa, by zneutralizować skutki decyzji Donalda Trumpa?
Jako ekonomistka powiedziałabym, że przede wszystkim nie powinniśmy odpowiadać nakładaniem ceł odwetowych na Stany Zjednoczone. Jedynym kryterium, jakim powinniśmy się kierować, jest kondycja gospodarki. Wiadomo jednak, że na działania Donalda Trumpa patrzymy nie tylko z punktu widzenia stricte ekonomicznego, ale także geopolitycznego i politycznego – te dodatkowe perspektywy pewnie będą skutkowały nieco innym podejściem ze strony Unii Europejskiej.
Powinniśmy brać również pod uwagę, że decyzje Stanów Zjednoczonych są wymierzone przede wszystkim w Chiny. Dlatego, zgodnie z zapowiedziami ze strony UE, konieczna powinna być ochrona europejskiego rynku przed nadmiernym napływem towarów z Chin, które będą naturalnie poszukiwać nowych, alternatywnych rynków zbytu w odpowiedzi na spadek popytu z USA.
Dobrze wiemy, że Chińczycy sięgają po wszystkie możliwe metody, przede wszystkim dumping, więc dla europejskich producentów i przedsiębiorców może to stanowić poważny problem. Różne państwa europejskie, wykorzystując swoje instytucje wyspecjalizowane w promowaniu eksportu, dziś ogłaszają dodatkowe programy wsparcia dla firm dotkniętych skutkami amerykańskich ceł. Są to preferencyne kredyty, gwarancje, ulgi podatkowe. Być może te działania trzeba będzie podjąć na szerszą skalę.
Istnieje również mniej oczywisty aspekt – każdy szok, którego doświadczają firmy, często skutkuje pozytywnym sprzężeniem zwrotnym. Trudna sytuacja jest często dla firm impulsem do poprawy konkurencyjności i efektywności, wzrostu produktywności, ograniczenia kosztów. Tak było m.in. po wielkim kryzysie finansowym. Pamiętajmy, że Stany Zjednoczone odpowiadają za 15 proc. światowego handlu. Zostaje nam pozostałe 85 proc. Złagodzenie barier handlowych w relacjach z resztą świata może ostatecznie spowodować, że Europa wyjdzie z tego sporu silniejsza – myślę, że to kolejna strategia, za którą Europa powinna podążać.
Wydaje się, że kondycja polskich korporacji jest bardzo dobra. Piotr Mazur, wiceprezes PKO BP, podczas debaty prezesów na gali Złotego Bankiera pokazywał pewien paradoks – kiedyś kredyty korporacyjne były finansowane depozytami detalicznymi. Dziś korporacje są nadpłynne i same się finansują. Czy ta sytuacja jest się w stanie utrzymać w dłuższym okresie?
Sądzę, że tak – i to też jest pozytywny sygnał. Ten zasób płynności świadczy o odporności przedsiębiorstw na potencjalny szok, który może nastąpić.
Zakładamy, że przewaga depozytów nad kredytami w sektorze przedsiębiorstw będzie się w najbliższym czasie utrzymywać – mimo że dynamika wzrostu kredytów będzie wreszcie przekraczała dynamikę depozytów. Dzięki temu nadwyżka depozytów nad kredytami przestanie narastać a docelowo zacznie się obniżać m.in. ze względu na ożywienie inwestycji. W Polsce przedsiębiorstwa w dużym stopniu finansują je środkami własnymi, ożywienie inwestycji oznacza, że w większym stopniu będą korzystać z tych depozytów. Ten proces będzie powolny – myślę, że w perspektywie najbliższych 2–3 lat polskie przedsiębiorstwa nadal będą posiadały więcej depozytów niż zobowiązań wobec sektora bankowego.
Równocześnie sektor finansowy jest bardzo mocny kapitałowo. Ma duże możliwości finansowania potrzeb zarówno państwa, jak i inwestycji. Sam PKO BP podkreśla, że jest w stanie zwiększyć finansowanie gospodarki o 100 mld zł niemal natychmiast. Jak chcielibyście wykorzystać ten potencjał? Czy jest taka potrzeba ze strony rynku i gospodarki?
Odpowiedzią na kluczowe wyzwania, z którymi mierzy się polska gospodarka, są inwestycje. Priorytetem jest zwiększenie konkurencyjności, a główną barierą – jedne z najwyższych w Europie ceny energii.
W tym kontekście kluczowe staje się zagadnienie transformacji energetycznej, wymagającej ogromnych nakładów inwestycyjnych – zarówno na poziomie całej gospodarki, jak i poszczególnych firm. Przygotowuje się do niej cały sektor bankowy. Będzie on wspierał firmy nie tylko w przejściu z energetyki węglowej do tej opartej na OZE, ale także zatroszczy się o ich efektywność energetyczną.
Drugim wyzwaniem są negatywne trendy demograficzne. W efekcie przedsiębiorstwa mierzą się już dziś z ograniczonymi zasobami i silnie rosnącymi kosztami pracy. Odpowiedzią na to musi być wzrost produktywności – osiągany dzięki inwestycjom w technologie, robotyzację, automatyzację.
Nakłady w techniczne wyposażenie pracy w przeliczeniu na pracownika są w Polsce najniższe w całej Unii Europejskiej. To sprawia, że przeciętnie rodzimi pracownicy są wciąż o połowę mniej wydajni niż ich koledzy i koleżanki z państw Europy Zachodniej.
To dwa obszary, które będą prowadzić do strukturalnej przebudowy gospodarki, a z punktu widzenia sektora bankowego powinny być traktowane jako inwestycja, ponieważ bez uporania się z nimi firmom będzie coraz trudniej utrzymywać rentowność, a w konsekwencji: utrzymać się na rynku. Pomagając przedsiębiorstwom w transformacji w tych dwóch obszarach, banki dbają o profil swojego ryzyka kredytowego.
Skoro banki są chwalone za bezpieczeństwo i silną pozycję kapitałową, dlaczego znów stają się celem krytyki? Skąd pomysły na kolejne formy opodatkowania sektora finansowego i czy mogą one nieść za sobą ryzyko?
Zyski za poszczególne, pojedyncze lata przyciągają uwagę, natomiast szybko zapominamy o tym, co działo się w latach poprzednich, w których wyniki sektora bankowego nie były zachwycające. Zapominamy też o kontekście średnioterminowym – o tym, co może się wydarzyć w kolejnych latach.
W kolejnej perspektywie finansowej UE region Europy Środkowej i Wschodniej z pewnością nie będzie cieszył się już tak dużą atencją jak w poprzednich kilkunastu latach. Wyzwania, które stawia przed sobą Unia Europejska, przesuwają się w inne regiony świata, zarówno za naszą wschodnią granicę, jak i nieco bardziej na południe Europy. Równocześnie stajemy się regionem, który w coraz mniejszym stopniu negatywnie wyróżnia się pod względem dochodu od przeciętnej w UE. Jeżeli nie będziemy mogli liczyć na gigantyczny zastrzyk, jakim były fundusze unijne, musimy sobie zadać pytanie o sposób finansowania koniecznych inwestycji, które nie skończą się w perspektywie najbliższych 2-3 lat, ale będą rozłożone na dziesięciolecia.
Ze względu na presję wydatkową, zwłaszcza w obszarze obronności, trudno oczekiwać większego wsparcia ze strony sektora publicznego. Kolejnym potencjalnym źródłem finansowania inwestycji mógłby być kapitał zagraniczny, to też miało miejsce w przeszłości. Tylko czy w świecie, który zaczyna się coraz bardziej dzielić i fragmentaryzować tak silny napływ inwestycji zagranicznych może się utrzymać i powinniśmy tylko na nim bazować? Według mnie raczej nie. Jaka alternatywa nam pozostaje? Tylko sektor bankowy jest w stanie adekwatnie zwielokrotniać środki na inwestycje i lokować je w projekty najbardziej opłacalne z punktu widzenia gospodarki. Dlatego polski sektor finansowy musi być silny kapitałowo i wzmacniany, a nie osłabiany bo to on w dużym stopniu przejmie rolę finansowania aktywności inwestycyjnej po zakończeniu tej perspektywy finansowej.
Banki nie powinny stawać się łatwym łupem – to sektor, o który należy szczególnie dbać, by nie zatracił zdolności do finansowania gospodarki.
Podkreśla pani, że to ostatnia tak duża perspektywa finansowa, że polska gospodarka musi się stać bardziej innowacyjna i konkurencyjna, a mniej energochłonna. Na co jeszcze powinniśmy przeznaczyć i wykorzystać środki z tej perspektywy?
Kluczowe i najpilniejsze wyzwania są związane z zapewnieniem tanich, bezpiecznych i wystarczających źródeł energii. Za rzadko mówimy też o tym, że wraz z rozwojem gospodarki powinniśmy w większym stopniu stawiać na duże przedsiębiorstwa, tworzyć warunki do wzrostu firm, bo one w sposób naturalny mają większą zdolność do inwestowania. To również powinno być naszym priorytetem.
Nie musimy już dziś zachęcać do powstawania najmniejszych firm – szczególnie że zmagamy się z deficytem pracowników. W warunkach ograniczonej dostępności siły roboczej większe przedsiębiorstwa lepiej wykorzystują dostępne zasoby.
Koncentracja gospodarki po stronie mikrofirm oznacza nieefektywną alokację pracy. To dwa najważniejsze obszary, z którymi przyjdzie nam się zmierzyć.
W jaki sposób PKO BP zamierza wspierać gospodarkę i firmy w korzystaniu ze środków unijnych? Wspominała pani kilkakrotnie o obszarze energetyki – jaką rolę może tu odegrać bank? Transformacja energetyczna to też jeden z filarów waszej strategii.
Chcemy być doradcą, który edukuje i informuje. Wraz ze zmianą gospodarek i modeli biznesowych sektor bankowy w coraz większym stopniu patrzy kompleksowo na potrzeby swoich klientów. Chcemy nie tylko ich finansować i pomagać im w alokacji nadwyżek kapitału, ale też doradzać w transformacji i być na bieżąco ze bardzo dynamicznie zmieniającymi się realiami i wymaganiami.
Mocno wierzymy, że kompleksowe ujęcie wyzwań, przed którymi stoją firmy, pozwoli być liderem w transformowaniu polskiej gospodarki. Nasza nowa strategia wyznacza bardzo precyzyjnie cel na poziomie minimum 20 proc. udziału w finansowaniu projektów transformacyjnych.
Jakie są państwa prognozy dla polskiej gospodarki i dla rodzimych przedsiębiorstw na ten rok i na kolejne lata?
Polskie przedsiębiorstwa mogą odetchnąć z ulgą. Zakończył się okres mierzenia się z bardzo dużą presją kosztową przy równoczesnym spadku popytu, który skutkował gwałtownym pogorszeniem wyników finansowych i silnym spadkiem rentowności. Już latem będziemy mogli ogłosić, że inflacja trwale powróciła do celu inflacyjnego. Bardzo podobne trendy obserwujemy na rynku pracy, gdzie presja płacowa po kilku gorących latach zaczyna się obniżać. Równocześnie widzimy od kilku kwartałów odbudowujący się popyt na towary i usługi.
W kontekście otoczenia zagranicznego najwięcej uwagi poświęciłyśmy zagrożeniom związanym z amerykańskim protekcjonizmem. Warto jednak dostrzec także pozytywne sygnały – przykładem może być zmiana polityki fiskalnej w Niemczech, która stwarza szansę na silniejszy wzrost tamtejszego rynku, kluczowego dla polskich eksporterów. Dlatego uważamy, że 2025 i 2026 r. będzie czasem odbudowy rentowności, poprawy wyników finansowych firm.
Wszystko wskazuje na to, że dodatkowym bodźcem ułatwiającym działalność inwestycyjną i stymulującym popyt w gospodarce staną się także niższe stopy procentowe. Mamy dosyć wyraźne sygnały płynące z Rady Polityki Pieniężnej, że już w maju możemy zobaczyć pierwszą obniżkę stóp procentowych. Łącznie zakładamy, że obniżki w tym roku wyniosą 100 punktów bazowych, a ten cykl będzie kontynuowany także w 2026 r., dzięki czemu firmy będą funkcjonować przy zdecydowanie niższym koszcie pieniądza, co z kolei będzie im także ułatwiało inwestowanie. To istotny bodziec, neutralizujący negatywny wpływ płynący z otoczenia zewnętrznego.
Rozmawiała: Beata Tomaszkiewicz
