Pewien właściciel małej agencji wydawniczo-reklamowej klientów podejmował kawą, a ci lubili z nim pogawędzić. Nic dziwnego, że interes się kręcił. A ponieważ zawsze może być lepiej, przedsiębiorca zainwestował w serwis — użytkownicy mogli umieszczać na nim specyfikację swoich zamówień i zawierać umowy na druk książek, broszur czy plakatów.
Dostawca IT zapewniał, że dzięki platformie obroty zakładu wzrosną. Tymczasem klientów i zamówień zaczęło ubywać. Bankructwo wisiało w powietrzu. Na szczęście właściciel biznesu zorientował się w porę, że jego atutem były bezpośrednie kontakty z klientami.
Historię opowiada Seth Godin, spec od marketingu zza oceanu, aby potwierdzić tezę, że technologia nie zawsze jest dobrym rozwiązaniem. Do tego samego wniosku doszli doradcy personalni z Hays Poland, analizując swoje główne działalności — rekrutację i zarządzanie talentami.
— W obliczu rynku kandydata, kiedy niedobór kompetencji spędza pracodawcom sen z powiek, żadna technologia nie zastąpi międzyludzkich relacji — twierdzi Łukasz Grzeszczyk, menedżer IT w Hays Poland.
Zaznacza, że nie jest wrogiem digitalizacji. Przeciwnie: zachwyca się np. oprogramowaniem zmieniającym testy psychometryczne w interaktywną, angażującą kandydata grę. Docenia też media społecznościowe jako kanał komunikacji z poszukującymi zatrudnienia. Podkreśla jednak, że sztuczna inteligencja potrzebuje pierwiastka ludzkiego — naszego rozsądku, wyobraźni i empatii.