Te cztery wykresy pozwolą przewidzieć dno w segmencie małych i średnich spółek

opublikowano: 28-06-2018, 15:29
aktualizacja: 28-06-2018, 15:31

Potencjał spadkowy indeksu sWIG80 sięga co najmniej 10 proc., a zniżki mogą potrwać od kilku tygodni do nawet blisko roku, podpowiada analiza wykresu.

Obecna przecena na warszawskiej giełdzie potrwa jeszcze co najmniej do jesieni, oceniali uczestnicy środowej debaty rynkowej „Pulsu Biznesu”. Według nich zniżki nie ominą segmentu małych spółek, których indeks sWIG80 stracił od początku roku 14 proc. Wprawdzie po korekcie o dywidendy skala jego przeceny maleje o 2 punkty procentowe, jednak w porównaniu ze szczytem sprzed 15 miesięcy strata nawet dywidendowej wersji wskaźnika przekracza granice tradycyjnie wyznaczające bessę. sWIG80 jest w tym czasie 20,4-procentowym minusie, podczas gdy WIG traci zaledwie 4,8 proc.

Wybicia w dół wróżą źle

Niestety, analiza techniczna nie daje wielu wskazówek, by móc oczekiwać, że twarde dno w segmencie małych i średnich spółek jest już na wyciągnięcie ręki. sWIG80 przyspieszył przecenę w ostatnich dwóch tygodniach. Dywidendowa wersja wskaźnika znalazła się najniżej od okresu tuż po referendum brexitowym, po tym jak wybił się on dołem z formacji głowy z ramionami. Potencjał impulsu spadkowego wciąż jest daleki od wyczerpania. Zasięg zniżek w przypadku takiego wybicia jest równy odległości od linii szyi do głowy, a to oznacza, że przecena może zabrać w perspektywie najbliższych tygodni kolejne 10 proc. Obraz techniczny nie napawa optymizmem również w dłuższej perspektywie. Wszystko dlatego, że sWIG80 wybił się dołem także z długoterminowego kanału obejmującego całą historię jego notowań.


Jeśli historia się powtórzy i rynek zachowa się tak jak w podobnych sytuacjach w przeszłości, to będzie to oznaczało, że może minąć wiele kwartałów, a nawet na lata, zanim sWIG80 odrobi trwającą przecenę. Wybicie, do którego doszło wiosną (co zbiegło się z pogorszeniem nastawienia inwestorów do rynków wschodzących), może sugerować, że segment małych spółek wchodzi w dłuższy okres niedowartościowania, podobny do tych z lat 1998-1999 oraz 2001-2004. Wówczas w momencie, kiedy indeks wychodził dołem z kanału, dna wyprzedaży nie było jeszcze w zasięgu wzroku. Kiedy już twarde dno było osiągane, wcześniejsze straty były dość szybko odrabiane, jednak wcześniejsze zniżki były długotrwałe i przynosiły inwestorom dotkliwe straty. W latach 1998-1999 od wyjścia indeksu z kanału do powrotu do jego wnętrza minęło 17 miesięcy, a w okresie 2001-2004 zajęło to aż 37 miesięcy.


Ile potrwa bessa?

Fakt, że mamy do czynienia ze spadkową fazą cyklu koniunkturalnego, potwierdza model cyklu 40-miesięcznego. Teoretyczny moment szczytu koniunktury wypadł zgodnie z nim w lipcu 2017 r., po trzech miesiącach od zanotowania faktycznego maksimum wcześniejszej hossy. Choć z tego modelu płyną wnioski, że początkowy etap cyklu nie sprzyja inwestowaniu w akcje, a końcowy skupia większość osiąganych przez inwestorów zysków, to w tym momencie trudno wysnuć z niego precyzyjną prognozę, kiedy odbicie rzeczywiście nadejdzie.

Przykładowo, w bessie roku 2011 dno wypadło już po 13 miesiącach od momentu teoretycznego szczytu (w porównaniu ze szczytem faktycznym ten okres był jeszcze krótszy). Jednak w bessie związanej z globalnym kryzysem finansowym (lata 2007-2008) dno wpadło dopiero po 20 miesiącach od momentu wyznaczającego teoretyczny szczyt, a w rynku niedźwiedzia po pęknięciu bańki internetowej (lata 2000-2002) – po 21 miesiącach (w porównaniu z rzeczywistym szczytem były to aż 24 miesiące). Analiza tych scenariuszy sugeruje, że dno bessy równie dobrze mogłoby wypaść już latem, jak i dopiero wiosną przyszłego roku. Pewnym argumentem za zbliżaniem się odbicia mogą być coraz niższe wyceny emitentów (z drugiej strony zgodnie z wcześniejszymi obserwacjami w scenariuszu długotrwałego niedowartościowania wyceny mogą miesiącami i latami nie stanowić impulsu do zwyżek).

Wyceny na pocieszenie

Wskaźnik cena/wartość księgowa dla sWIG80 znalazł się najniżej od dwóch lat i sięga już tylko 0,96. Mimo to dość klarowny – i przy tym korzystny – sygnał płynie z obserwacji stopy dywidendy, która jest już wyższa niż na dnie załamania z okresu kryzysu finansowego. Stopa dywidendy gwałtownie rośnie od momentu, gdy sam indeks zaczął spadać po osiągnięciu wiosną ubiegłego roku szczytu cyklu. Zasięg zwyżek stopy dywidendy jest już prawie tak duży jak w punkcie zwrotnym po kryzysie finansowym (na wykresie jest to widoczne dzięki poprowadzonemu kanałowi), a to oznaka, że rychłe przejście stopy dywidendy w tendencję spadkową jest już bardzo prawdopodobne. To jeden z nielicznych sygnałów wskazujących na bliskość momentu zwrotnego, a to dlatego że dno bessy często zbiega się ze szczytem stopy dywidendy. Najlepszy przykład dał rok 2009, kiedy to szczyt na niej wypadł mniej niż miesiąc po wypadnięciu twardego dna indeksu sWIG80.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Gospodarka / Te cztery wykresy pozwolą przewidzieć dno w segmencie małych i średnich spółek