TFI opóźniają wyjawienie niewygodnej prawdy

opublikowano: 12-05-2019, 22:00

Przed zatwierdzeniem sprawozdań finansowych nie będziemy wyliczać, ile zarobiliśmy na poszczególnych klientach — to strategia TFI wobec wymogu dyrektywy MiFID II

Z początkiem 2019 r. wszedł w życie obowiązek ujawnienia klientom instytucji finansowych imiennych informacji o kwotach, jakie sektor finansowy zainkasował w związku z tym, że korzystają oni z produktów inwestycyjnych. Wysyłanie tych raportów jest jednak w powijakach. W biurach maklerskich wysyłka dopiero rusza. Raporty dotarły bądź lada dzień dotrą do użytkowników rachunków maklerskich w DM Banku Ochrony Środowiska, PKO Banku Polskim czy ING Banku Śląskim. W tej kwestii wiele zależy od tego, czy klient zgodził się na przesyłanie korespondencji w formie elektronicznej, czy musi poczekać na listonosza. Z drugiej strony część brokerów mocno osadzonych na rynku detalicznym każe na zestawienia jeszcze poczekać.

— Wyślemy je za 2-3 tygodnie, a w przyszłym roku najpóźniej na przełomie stycznia i lutego — zapewnia Robert Kosowski z domu maklerskiego mBanku.

Czekanie na audyt

Do tego zestawienia dotyczące opłat pobranych przez banki i inne firmy przy dystrybucji funduszy inwestycyjnych są jeszcze dalej od ujrzenia światła dziennego. Powód? TFI generalnie stwierdziły, że mogą wyliczyć koszty, jakimi obciążyły poszczególnych klientów, dopiero po zatwierdzeniu sprawozdań finansowych funduszy przez audytorów. Na to miały czas do końca kwietnia. Jak już same policzą koszty przypadające na poszczególnych klientów, to dopiero wtedy informacje te przekażą dystrybutorom (głównie bankom), na których spoczywa obowiązek dostarczenia informacji nabywcom jednostek funduszy.

— Teraz nadchodzi czas, gdy TFI będą przesyłać nam informacje, więc my przekażemy informacje klientom prawdopodobnie na przełomie maja i czerwca — twierdzi Piotr Utrata, rzecznik ING Banku Śląskiego.

— Szacujemy, że uda się nam zakończyć ten proces w pierwszej połowie 2019 r. — mówi przedstawiciel innego banku.

Reprezentanci sektora finansowego tłumaczą, że przekazanie klientom wymaganych prawem informacji jest trudniejsze, niżby się wydawało, gdyż raport ma zawierać nie tylko same kwoty pobranych opłat, ale też wyliczenie ich wpływu na efektywność inwestycji klienta.

— Problem jest złożony, bo chodzi nie tylko o opłatę za zarządzanie, ale też o koszty transakcji prowadzonych przez fundusze. Trzeba więc zebrać informacje od różnych instytucji i je przeliczyć na poszczególnych klientów. Poza tym robimy to pierwszy raz i musimy rozbudować systemy informatyczne o odpowiednie funkcje. Jak programiści już je napiszą, trzeba dokonać testów, by to, co dostaną klienci, było rzetelne — tłumaczy przedstawiciel sektora finansowego.

Również biura maklerskie tłumaczą zwłokę koniecznością dostosowania systemów informatycznych. Trudno jednak nie dostrzec, że TFI na bieżąco prowadzą rachunki i wiedzą, ile płacą biurom maklerskim czy agentom transferowym. A co najważniejsze — codziennie pobierają od aktywów klientów opłatę za zarządzanie. Same transakcje na jednostkach funduszy otwartych są zaś rozliczane tak jak transakcje giełdowe — w ciągu dwóch dni. Nie jest więc tak, że do końca kwietnia TFI kompletnie nic nie wiedziały i nie mogły policzyć. A co więcej — że nie będą tego mogły równie szybko zrobić w latach kolejnych, bo do tego sprowadza się strategia zwlekania z przekazaniem informacji na audyt sprawozdań finansowych. Opóźnianie przekazania informacji o kosztach klientom jest przy tym dla TFI i banków bardzo wygodne. Bez większego wysiłku można nabyć jednostki bez żadnych opłat. Nie oznacza to jednak, że instytucje finansowe na tym nie zarabiają. Fundusze pobierają opłatę za zarządzanie, ale dzieje się to w sposób dla klienta niewidoczny. Opłata jest uwzględniona w codziennej wycenie jednostek. Stwarza to pewną ułudę darmowości funduszu dla klienta. Obraz ten jest tym bardziej nieprawdziwy, że część opłaty za zarządzanie za plecami klientów przekazywana jest przez TFI swoim dystrybutorom, czyli głównie bankom. Proceder ten nazywa się kick-backiem.

TFI a domy maklerskie

Od 2019 r. prawo wymusza stopniowe obniżanie opłat za zarządzanie. Pierwsze zestawienia mają dotyczyć jednak roku 2018 r., kiedy limitów jeszcze nie było. Biorąc pod uwagę realia opłat za zarządzanie, klient który zainwestował w fundusz 100 tys. zł i np. stracił na tym w ciągu roku 10 tys. zł, może się dowiedzieć, że 3,5-4 tys. zł z jego straty to pieniądze, które zainkasował TFI do spółki z bankiem. A przedstawiciele branży finansowej już od dawna przyznają, że reakcja klientów funduszy na zestawienia wynikające z dyrektywy MiFID II jest wielką niewiadomą. Zwłaszcza jeśli zamiast zysków klient funduszu odnotuje straty. Zresztą również w biurach maklerskich nie brak obaw.

— Trochę się boimy, że niektórzy klienci odbiorą te zestawienia jako informację PIT. Tymczasem raporty obejmują również koszty, których nie można potraktować jako kosztu uzyskania przychodu z transakcji giełdowych — mówi przedstawiciel jednego z domów maklerskich.

W przeciwieństwie do TFI sama kwestia transparentności rozliczeń dla biur maklerskich nie jest problemem. Można nawet pokusić się o tezę, że wysyłanie zestawień przez biura maklerskie to wynikająca z unijnych regulacji sztuka dla sztuki. System rozliczeń brokerów z klientami jest bardzo klarowny. Dokonuje się transakcji i od razu płaci od niej prowizję, która jest odrębną, widoczną pozycją. Do tego może dojść abonament za samo posiadanie rachunku (nie wszyscy brokerzy go pobierają) i opłaty za wydanie konkretnych dokumentów, rejestrację udziału na walnym zgromadzeniu, itp. Wszystko to działa jednak w systemie: dom maklerski dokonuje jakiejś operacji oczekiwanej przez klienta, a ten natychmiast za nią płaci. W kwestiach kosztowych trudno się więc poczuć niedoinformowanym lub wprowadzonym w błąd. Zupełnie inaczej niż w TFI.

Sprawdź program warsztatu "Fundusz inwestycyjny a ASI - którą formę działalności venture capital wybrać?", 16 września 2019, Warszawa >>

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu