Wyczyszczą, wyrównają i uszczęśliwią klienta. Nożyczkami. Jaga Hupało & Thomas Wolff Hair Design.
na to ogień, a on — woda. Ona ma tysiąc pomysłów na minutę. On pyta, czy ich na to stać. Ona jest gwiazdą. On cieniem. Oboje optymistycznie patrzą w przyszłość. Doradzają. Tną. Stylizują. Uczą. Może nie pracują już tyle, co kiedyś. Ale nadal są na miejscu. Szczególnie dla wymagających klientów, mogących zapłacić za wizytę w salonie co najmniej 400 złotych.
W Jaga Hupało & Thomas Wolff Hair Design jest niecodziennie. Nie tylko dlatego że to akurat najdroższy salon fryzjerski w Polsce (za cięcie od 120 złotych od kobiet, od mężczyzn nieco taniej). Także nie dlatego że od lat firma współpracuje z tuzami modowego rynku prasy: „Elle”, „Twoim Stylem” czy „Cosmopolitan”. Tutaj stylizują fryzury: Kayah, Natalia Kukulska, Małgorzata Foremniak, Andrzej Piasek Piaseczny czy Dariusz Michalczewski. Jest niecodziennie, bo klient przekraczający próg, choćby przy Burakowskiej, nie może być pewnym, z jaką fryzurą za godzinę wyjdzie z salonu.
— Chcemy wyczyścić, wyrównać i uszczęśliwić klientów. Niemniej pewnych rzeczy — jak głupoty, braku proporcji czy brzydoty — nie akceptuję. Z Thomasem jesteśmy w tym zawodzie już długo i mamy pewne wyczucie oraz wrażliwość. Stąd tnę i czeszę, jak uważam za stosowne — jasno stawia sprawę Jaga Hupało.
Owszem, fryzjerska para nie zawsze wtrąca się w decyzję klientów. Kiedy na przykład pod nożyczki trafia głowa mistrza boksu Tomasza Adamka, można jedynie zgodnie z jego życzeniem przyciąć o milimetr lub dwa, bo potem to już ni mniej, ni więcej, tylko lśniąca glaca. Przy okazji dowiaduję się, że za mało dbam o włosy. Powinienem też nosić je nieco dłuższe. Hmm. Z pierwszym — zgoda. Na drugie raczej się nie dam namówić.
Po dwóch tygodniach od wizyty u Jagi Hupało i Thomasa Wolffa można przyjść raz jeszcze i za darmo przyciąć odrosty tak, by fryzura znów nabrała odpowiedniego kształtu. Perfekcjonizm pary widać zresztą nie tylko w pracy, ale także w kreowaniu własnego wizerunku. Nim pozwolili nam na zdjęcia, wprawna, współpracująca z salonem makijażystka Klaudia musiała wykonać swoją kilkunastominutową robotę.
— Czy Thomas i Jaga są srogimi szefami? — podpytuję Klaudię, która akurat przygotowuje lewe oko szefowej.
Cisza. Lekki rumieniec.
— Coś mi się wydaje, że raczej to drugie — rzucam na zachętę.
Rumieniec jeszcze większy.
Po czasie się okazuje, że Klaudia nie jest niemową.
Cudowne nożyczki
Fryzjerski duet przyjmuje nas w przygotowywanej drugiej sali salonu na stołecznym Żoliborzu (mają jeszcze drugi przy Jerozolimskich). Wśród artystycznie odsłoniętych ścian z cegły stoją już stanowiska fryzjerskie. W pomieszczeniu brakuje za to wylewki, glazury i kilku innych drobiazgów.
— Właśnie przyszły do nas specjalnie zaprojektowane nożyczki — chwali się Jaga Hupało.
— Co w nich takiego wyjątkowego? — pytam.
— Są zrobione z najlepszych materiałów i sprytne. Pozwalają fryzjerowi ciąć w dwie strony bez zbędnego ruchu nadgarstka — wyjaśnia fryzjerka, zakładając mi urządzenie na rękę. Zbędnych ruchów oczywiście nie umiem uniknąć.
— Proszę się nie krępować. Niektórzy nasi fryzjerzy i uczniowie też nie potrafią się do tych nożyczek przyzwyczaić. Ale ich szkolimy. Tak, by mogli pracować najlepszymi narzędziami na świecie — dodaje dla załagodzenia sytuacji Thomas Wolff.
Thomas i Jaga od niedawna prowadzą u siebie akademię fryzjerską. Uczą młodych fryzjerów (są wśród nich także cudzoziemcy), by mogli kiedyś reprezentować polsko-niemiecką markę w innych miastach, a może także w innych krajach.
Korzyści z akademii są obopólne. Wszystkie osoby, które do niej na kilka miesięcy występują, mogą być pewne, że się czegoś nauczą.
— Śledzimy ich rozwój. Potem wybierzemy najlepszych do poprowadzenia naszych salonów, które zamierzamy uruchomić poza Warszawą — mówi Jaga Hupało.
Kiedy odpowiednio wyszkolą młodych adeptów fryzjerstwa, powstaną punkty partnerskie. Dla ich właściciela zostanie 65 procent z zysku. Myślą o Wrocławiu, Poznaniu i Trójmieście.
— Po wyłowieniu talentów zyskamy pewność, że salony, w których sami nie będziemy na co dzień, tak jak tu w Warszawie, będą miały odpowiedni poziom — dodaje Thomas Wolff.
Połączył ich Waszyngton
Jaga Hupało i Thomas Wolff poznali się niespełna 10 lat temu w Waszyngtonie. Mają córki Antonię i Anię. Thomas — jak skrzętnie udało mu się policzyć — przeniósł się do Warszawy 7 lat, 7 miesięcy i 11 dni temu. Jaga, Thomas i córki są rodziną poliglotów. Polskiego Thomas dotąd się nie nauczył i, co więcej, nie zamierza tego robić.
— Mówię po angielsku, hiszpańsku i niemiecku. Mamy w firmie anglojęzyczną załogę. Poza tym na naukę jestem już za leniwy i za bardzo zabiegany. Może nawet jestem już za głupi. Zresztą nieznajomość polskiego nawet mi się czasami przydaje, gdy zatrzyma mnie w samochodzie policja. Niemal zawsze odpuszczają, bo ni w ząb nie znają nawet podstaw obcych języków — uśmiecha się Thomas.
Niemiec pochodzi z fryzjerskiej rodziny. Uczył się zawodu w Hamburgu i Londynie. Potem mieszkał w Stanach Zjednoczonych, gdzie studiował chemię. Po skończeniu studiów pracował nawet w laboratorium.
— Po dwóch latach wypełniania raportów powiedziałem jednak dość i wróciłem do fryzjerstwa — wspomina Thomas.
Od tego czasu pracował w Ameryce Środkowej i Południowej. Był członkiem Vidal Sassoon Artistic Team. Współpracował z akademią Tony & Guy, Sunrizz, Mahogany i zespołem Rity Rusk. Napisał kilka książek o technikach zabiegów fryzjerskich.
Jaga Hupało pochodzi z Kłodzka. Jako dziewczynka zbierała pieniądze i chodziła do znanego wówczas fryzjera Edwarda Szymańskiego, żeby podcinał jej włosy.
— Najważniejsza w tych wizytach była ceremonia. Słuchałam wtedy, jak wspaniały jest świat, jak cudowne są pokazy w Paryżu, jak piękne modelki. 1981 r., czasy stanu wojennego. Szymański otwierał furtkę na świat i na luksusowy sposób życia — opowiada Jaga Hupało.
Potem mistrz przyjął ją na asystentkę. Później otworzyła swój salon w Nowej Rudzie, a następnie przeniosła się do Warszawy.
Wielka kariera Jagi Hupało zaczęła się w 1993 r., a największych rumieńców nabrała pięć lat temu w Paryżu. Podczas fryzjerskiej „Nocy gwiazd” Intercoiffure otrzymała tytuł osobowości roku. W tym roku stworzyli świetną kolekcję. Jaga Hupało i Thomas Wolff są także autorami peruk do oper w reżyserii Mariusza Trelińskiego — „Eugeniusz Oniegin”, „Madame Butterfly”, „Król Roger” i „Otello”. Jaga przygotowywała fryzury do musicali „Koty” i „Wampiry” w teatrze Roma.
Rok temu zaangażowała się w politykę. Jest członkinią założonej przez Manuelę Gretkowską Partii Kobiet i jedną z twarzy promujących tę partię. W 2005 r. wspólnie z innymi sławnymi mamami wydała bajki. W swojej opowiedziała własną historię: jak poznała męża i jak — dzięki temu — powstała rodzina.
— Za wszelką cenę unikaliśmy nachalnego dydaktyzmu, dlatego w książce jest dużo fantazji, pojawia się na przykład magiczny grzebyk. Udało się nam opowiedzieć dzieciakom o miłości i o rodzinie — wyjaśniała potem, czym tylko potwierdziła, że sama uważa, że życie się jej ułożyło bajkowo. Bajka z życia Jagi ma z pewnością trochę z Kopciuszka, trochę z Królewny Śnieżki.
Trzy nogi firmy
— Dziś jesteśmy na etapie pewnej stabilizacji. Czym się to objawia? Mam więcej czasu dla córek i nie przesiaduję już od rana do wieczora w salonie — ucina bajkowe wywody Jaga Hupało.
W firmie zatrudniającej 25 pracowników, w tym 10 fryzjerów i stylistów, oraz przynoszącej około 6 milionów przychodu rocznie — wszystko zostało poukładane. Role też są podzielone.
— Jaga jest gwiazdą. Twarzą marketingową naszego przedsiębiorstwa i wielkim kreatorem. Ja stoję za nią, w cieniu, próbując to wszystko odpowiedzialnie poukładać, tak, byśmy szybko nie zostali bankrutami wskutek realizacji szalonych pomysłów — uśmiecha się Thomas Wolff.
W Jaga Hupało & Thomas Wolff Hair Design Polka, oprócz strzyżenia zapisanych akurat do niej w kalendarzu klientów, odpowiada dziś przede wszystkim za realizację sesji zdjęciowych przygotowywanych przez ich firmę dla magazynów modowych.
— Thomas dzieli i trzyma kasę. Jest dobry w liczbach. Tak naprawdę jednak siłą naszej firmy jest to, że potrafimy razem pracować, mamy podobne spojrzenie na fryzjerstwo. Zresztą dwie osoby mają razem dużo większe możliwości — mówi Jaga Hupało.
Niemiec od niedawna odpowiada także za promocję i dystrybucję wprowadzonej wiosną na rynek linii kosmetyków Hair System. Powstała na zlecenie polsko-niemieckiej pary w Szwajcarii, z naturalnych składników. Nie zawiera barwników, kompozycji zapachowych i spełni wymagania nawet najbardziej wybrednych klientów i klientek. Jaga i Thomas mają więc własne szampony, odżywki i maseczki do włosów. Przedsiębiorstwo zyskało dzięki temu trzecią nogę.
— Nasze kosmetyki zamierzamy sprzedawać także za granicą — przyznaje Thomas Wolff.
Może ich świat zaczął się od nożyczek, ale na pewno się na nich nie kończy. Nie kończy się nawet na cudownym grzebyku.
