Trąbka w pogotowiu

23-11-2017, 22:00

Pod koniec XIX wieku w Warszawie konne zaprzęgi straży ogniowej miały prawo galopować, natomiast doraźnej pomocy medycznej – jedynie biec kłusem. Wynikało to… z troski o pacjentów, jako że na śliskim bruku nietrudno było o wypadek.

Nasz cykl „Było, nie minęło” przybliża dzieje nie tylko polskich firm wytwórczych, lecz także instytucji usługowych i służb. Niniejszy odcinek poświęcony jest pogotowiu ratunkowemu, a konkretnie warszawskiej placówce z tradycjami 120-letnimi. Jej obecna rozbudowana nazwa brzmi od 2006 r.: Wojewódzka Stacja Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego Meditrans — Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej w Warszawie.

Serce systemu.
Wyświetl galerię [1/5]

Serce systemu.

Centrum dyspozytorskie Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego Meditrans kieruje udzielaniem doraźnej pomocy w całej Warszawie i okolicach.Najwięcej karetek w gotowości do wyjazdu tradycyjnie stacjonuje na jego dziedzińcu, czyli pod  znanym od 90 lat adresem Hoża/Poznańska. FOT. WOJEWÓDZKA STACJA POGOTOWIA RATUNKOWEGO I TRANSPORTU SANITARNEGO MEDITRANS W WARSZAWIE

Założycielska z 1897 r. brzmiała trochę krócej: Towarzystwo Doraźnej Pomocy Lekarskiej — Pogotowie Ratunkowe (TDPL–PR). Współcześnie naturalnym widokiem na miejscu wypadków jest szybka obecność wozów interwencyjnych z migającymi niebieskimi kogutami. Standardowo przyjeżdżają policja i pogotowie ratunkowe, a do większych katastrof także straż pożarna. W nawiązaniu do konnego wstępu XIX-wiecznego wypada przypomnieć, że obecny kodeks drogowy nie różnicuje prędkości pojazdów uprzywilejowanych i nie hierarchizuje ich pierwszeństwa — unikanie kolizji wzajemnych powierza rozsądkowi profesjonalnych kierowców.

Spośród trzech wspomnianych służb już w starożytności istniały policyjne, znacznie później zaś powstały straże ogniowe — w formie zorganizowanej od XIV-XV w. Do stworzenia systemu ratownictwa medycznego ludzkość dojrzała dopiero w drugiej połowie XIX w. Henri Dunant w 1863 r. założył Czerwony Krzyż (za co dostał w 1901 r. pokojowego Nobla), niosący pomoc ofiarom wojen. Przetarł tym drogę do organizowania stałej pomocy również ofiarom przestępstw i wypadków cywilnych.

Pogotowie ratunkowe w naszej części Europy powstało najpierw w Wiedniu, wstrząśniętym pożarem teatru z 1881 r., w którym zginęło 449 widzów, przy czym wielu poparzonych zmarło bez pomocy. Na podzielonych zaborami ziemiach polskich pierwszy był naturalnie Kraków, gdzie pogotowie założone zostało w 1891 r. Niedługo potem wiedeńską inicjatywę podjęły wielkie miasta zaboru rosyjskiego — Warszawa w 1897 r., a Łódź w 1899.

Prywatna inicjatywa dla miasta

Charakterystyczne było zróżnicowanie form organizacyjnych. W galicyjskim Krakowie inicjatorem i właścicielem pogotowia od początku był zarząd miasta, natomiast w Warszawie — która jako stolica guberni liczyła w 1897 r. ponad 680 tys. mieszkańców — tak ważna dla funkcjonowania miasta służba powstała jako podmiot prywatny. I długo utrzymywała taki status, wzorcowo łącząc misję publiczną ze sprawną i uczciwą gospodarką finansową. Założycielami TDPL–PR byli hrabia Konstanty Przeździecki i lekarz Józef Zawadzki. Cel zdefiniowali tak zwięźle, że zachował aktualność do dzisiaj: „udzielanie pomocy doraźnej we wszelkiego rodzaju wypadkach nieszczęśliwych w mieście”.

Zaborcze władze do oddolnych inicjatyw polskich podchodziły nieufnie, ale założone 22 lipca 1897 r. pogotowie trafiło idealnie w swój czas. Niecały miesiąc później w monarszej łaskawości składał w Warszawie wizytę car Mikołaj II. Od TDPL–PR zażądano, by ekspresowo zorganizowało 20 posterunków ubezpieczających pobyt władcy i jego rodziny. A zatem dosłownie od pierwszych dni pogotowie ratunkowe przyzwyczaiło się do ekstra mobilizacji przy takich okazjach, jakimi bywają np. wizyty papieży czy ważnych prezydentów, szczyty międzynarodowe etc.

Carska łaskawość po tamtej wizycie pozwoliła m.in. na wzniesienie gmachu Politechniki Warszawskiej i pomnika Adama Mickiewicza oraz nobilitowała prywatne pogotowie, które zyskało pełne poparcie rosyjskiej administracji. Roczna liczba wezwań szybko urosła do kilku tysięcy. Towarzystwo zatrudniało 16 lekarzy i 9 sanitariuszy, dysponowało taborem 11 koni i 4 powozów. Od 1903 r. zyskało własną siedzibę przy ul. Leszno 52.

Wielkie znaczenie dla budowania jego marki i zdobywania zaufania mieszkańców Warszawy miało trafne wybranie logotypu: sześcioramiennej gwiazdy, w której umieszczony został czerwony krzyż. Był to symbol uniwersalny, łączący pacjentów chrześcijańskich i żydowskich. Notabene współcześnie w strukturach międzynarodowych Czerwony Krzyż ściśle współdziała z muzułmańskim Czerwonym Półksiężycem, ale znaki te zachowują odrębność…

Korki były wtedy niewyobrażalne

Poza noszami, sprzętem zabiegowym etc. najważniejszym rekwizytem zespołu ratowniczego pod koniec XIX wieku była… trąbka, którą siedzący obok woźnicy sanitariusz sygnalizował przejazd i oczyszczał drogę. Ten romantyczny okres nie trwał jednak długo. TDPL–PR w 1909 r. otrzymało pierwszy samochód, ufundowany przez hojnego przedsiębiorcę. Wkrótce doszły kolejne wozy, co radykalnie przyspieszyło udzielanie pomocy i od 1910 r. ambulansy konne służyły już tylko do przewozu chorych. Trąbka ustąpiła miejsca klaksonom, a później syrenom. Przed pierwszą wojną światową karetka docierała z Leszna np. w rejon placu Unii Lubelskiej w 8 minut, a mostem Kierbedzia na Pragę — w 7 minut. Dzisiaj takie czasy możliwe są wyłącznie w środku nocy przy pustych ulicach… Cywilizacyjny skok transportowy współgrał z dynamicznym rozwojem sieci telefonicznej. Dzięki Bell Telephone Company w 1900 r. działało w Warszawie już 2200 aparatów. A właśnie sprawna łączność, umożliwiająca natychmiastowe powiadamianie o wypadkach, to podstawa systemu ratowniczego zarówno na początku XX

wieku, jak i dzisiaj, dzięki numerowi 112 lub bezpośrednim numerom do poszczególnych służb.

Nożownictwo i inne plagi wielkiego miasta

Od 120 lat warszawskie pogotowie zbiera szczegółowe dane dotyczące wypadków. To kopalnia wiedzy o historii miasta, przemianach społecznych i gospodarczych. Wraz z rozwojem budownictwa i przemysłu narastała liczba wypadków w określonych dzielnicach. Wiek temu powodem wielu interwencji była np. plaga nożownictwa. W rejestrach zgłoszeń odnotowano dramatyczne następstwa zajść ulicznych w czasie rewolucji 1905 r. Całkowicie odrębne karty w historii pogotowia stanowią obie tragiczne wojny, a szczególnie Powstanie Warszawskie. Z epoki powojennej zaś stolica zapamiętała kilka strasznych dni, gdy w całym mieście nagle zabrzmiały syreny karetek mknących w wielkiej liczbie na miejsce masowych katastrof — tak było po wybuchu w 1979 r. gazu w Rotundzie oraz upadkach samolotów LOT w 1980 i 1987 r. w okolicach lotniska Okęcie. Ważną datą w okresie międzywojennym był rok 1927, gdy warszawskie pogotowie ratunkowe uzyskało w samym sercu miasta nową siedzibę pod podwójnym narożnym adresem Hoża 56 / Poznańska 22. Po zniszczeniach wojennych kamienicy i jej odbudowaniu w 1948 r. nadal jest to główna siedziba władz firmy, a zarazem centralna stacja wyjazdowa karetek. Historyczna przy Lesznie znalazła się podczas okupacji w granicach warszawskiego getta i podzieliła jego los. W epoce PRL pogotowie ratunkowe stało się służbą państwową, finansowaną z budżetu — ze wszystkimi zaletami i ułomnościami ustroju realnego socjalizmu. Na poziomie kraju i oczywiście stolicy było kilka razy reorganizowane, w szczególności dotyczyło to kolumny transportowej. W 1956 r. jej główną bazą stał się wielopoziomowy garaż przy ul. Woronicza, koło obecnej siedziby Telewizji Polskiej. Bez względu na przemiany strukturalne, cel działania pogotowia ratunkowego nigdy nie różnił się jednak od zapisanego przez jego założycieli w 1897 r.

Serce systemu.

Centrum dyspozytorskie Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego Meditrans kieruje udzielaniem doraźnej pomocy w całej Warszawie i okolicach. Najwięcej karetek w gotowości do wyjazdu tradycyjnie stacjonuje na jego dziedzińcu, czyli pod znanym od 90 lat adresem Hoża/Poznańska.

 

Wyczekiwanie promieniste

Wraz z postępem środków łączności zaczęto organizować stałe miejsca wyczekiwania karetek w różnych punktach Warszawy i najbliższych okolic, rozmieszczając je promieniście. Obecnie zespoły wypadkowe oczekują na wezwania w 15 newralgicznych punktach miasta, wybranych zgodnie z kryterium czasowym. Sieć zarządzana jest jednolicie przez dyspozytorów z centrali, ale chodzi o skrócenie dojazdu karetek do ofiar wypadków do najwyżej 8 minut, czyli tak jak było z Leszna na początku XX wieku. Rozbudowa systemu miejsc wyczekiwania systematycznie postępuje, jako że w Warszawie realnie mieszka na stałe grubo ponad 2 mln ludzi, a razem z przyjezdnymi codziennie przebywa na terenie miasta przeszło 4 mln osób. Taka jest też liczba potencjalnych pacjentów pogotowia.

Przez cały okres PRL pogotowie ratunkowe z założenia było jednostką budżetową. Ta konstrukcja utrzymana została również w pierwszym okresie po przemianach ustrojowych, gdy pogotowiem zarządzał wojewoda. Radykalną zmianę przyniosła w 1999 r. reforma administracyjna i kompetencyjna — Meditrans stał się samodzielnym publicznym zakładem podległym samorządowi Mazowsza. A w 2006 r. po kolejnej reorganizacji otrzymał długą nazwę przytoczoną na początku tekstu. Zakład finansowany jest zgodnie z kontraktem podpisanym z Narodowym Funduszem Zdrowia. Podobnie jak inne placówki pogotowia ratunkowego warszawska również stała się obecnie elementem systemu państwowego ratownictwa medycznego. Personel dzieli się ustawowo na trzy grupy: lekarzy, pielęgniarki oraz ratowników medycznych. Ujednolicone zostały nazwy i wyposażenie karetek.

Dawny zespół R, czyli reanimacyjny, otrzymał nazwę S — specjalistyczny. Dawny zaś zespół W — wypadkowy nazywa się obecnie P, czyli podstawowy. Odrębna klasyfikacja obejmuje jednostki ratunkowego pogotowia lotniczego i wodnego. Niestety, współczesne przepisy państwowego ratownictwa medycznego nie wspominają już o tytułowej trąbce… &

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Trąbka w pogotowiu