Trolle Putina kontra Europa. Jak bronić się przed propagandą Kremla?

Eugeniusz TwarógEugeniusz Twaróg
opublikowano: 2025-11-20 17:08

Kreml wydaje na kampanie dezinformacyjne 2 mld EUR rocznie. Europa, żeby się chronić, tworzy tarczę demokracji — 30 stron szczytnych deklaracji. Jak bronić się przed dywersją słowną, manipulacją, oszustwem i szkodliwą propagandą Rosji? Odpowiedź jest złożona.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Po wtargnięciu rosyjskich dronów w polską przestrzeń powietrzną we wrześniu analitycy Res Futura odnotowali ponad 170 tys. postów opublikowanych w ciągu 8 godzin od incydentu w polskich social mediach. Wiele szerzyło narrację, że „to ukraińska prowokacja” lub działania pod „fałszywą flagą Polski/NATO”. Wpisy pochodziły z anonimowych najczęściej kont internetowych utworzonych niedawno albo z profili, które w przeszłości były wykorzystywane do negowania koronawirusa. Wśród celów operacji psychologicznej uruchomionej w związku ze sprawą dronów eksperci Res Futura wymienili:

— osłabienie zaufania obywateli do własnego rządu, wojska i instytucji bezpieczeństwa

— wytworzenie wrażenia chaosu i braku kontroli nad przestrzenią powietrzną oraz informacyjną

— wbicie klina między Polskę a Ukrainę, by osłabić sojusz i solidarność wobec rosyjskiej agresji.

Przykład najnowszej kampanii dezinformacyjne towarzyszącej ujawnieniu sabotażu na polskich kolejach 17 listopada pokazuje, że rosyjska ofensywa w infoprzestrzeni przynosi efekty. „Rząd straszy sabotażem i zrzuca winę na Rosję, żeby ukryć, że to Ukraina gra przeciwko Polsce” — ten wpis dobrze oddaje nastawienie Polaków w social mediach do sprawy. Eksperci Res Futura podkreślają, że 65 proc. internautów nie kupuje wersji o sabotażu — „podważa tezę o rosyjskiej inspiracji i wskazuje Ukrainę lub rząd jako sprawców/manipulatorów”.

Dezinformacja — rosyjski wynalazek

Po raz pierwszy termin dezinformacja pojawił się w brytyjskim czasopiśmie „The Whitehall Gazette&St. James’s Review” w 1926 r. i opisywał metody stosowane przez tajne służby Rosji Sowieckiej do manipulowania opinią publiczną. Wprowadzanie w błąd, zwodzenie są zresztą wpisane w historię człowieka od zarania dziejów. Chiński strateg Sun Zi pisał w „O sztuce wojennej” z VI wieku: „wszelka wojna opiera się na oszustwie”. Jednak dopiero po upowszechnieniu internetu, nowoczesnych technik komunikacji, a przede wszystkim social mediów dezinformacja weszła do języka codziennego, choć różnie rozumiana. Po wyborach w 2016 r. w USA popularny stał się termin information pollution — informacji opartych na półprawdach. Jedną z wielu negatywnych konsekwencji covidu była infodemia — zjawisko rozpowszechniania nieprawdziwych informacji rozprzestrzeniających się z szybkością wirusa. Wojna w Ukrainie natomiast przeniosła informację w strefę infowar. W październikowym numerze magazyn „Nature” opublikował artykuł „Złożoność dezinformacji wykracza poza analogie do wirusa i wojny”. Poinformował w nim — podając za Google Scholar — o 69 300 pracach naukowych, w których został użyty termin „wojna informacyjna”.

Czarnym bohaterem strefy infowar są Chiny, ale przede wszystkim Rosja. Komisja Europejska szacuje wydatki Kremla na sianie dezinformacji poza granicami kraju na 2-3 mld EUR rocznie. Platforma EUvsDisinfo — część unijnego projektu East StratCom Task Force (ESTF) — od początku inwazji na Ukrainę do końca 2024 r. zebrała ponad 18 tys. udokumentowanych przypadków prokremlowskiej dezinformacji. ESTF zostały utworzone w 2015 r. przez Radę Europy w celu przeciwdziałania rosyjskiej propagandzie. EUvsDisinfo publikuje „Disinformation Review” — cotygodniowy przegląd trendów w dezinformacji. Warto się z nim zapoznać, ponieważ pokazuje, jak aktywne i kreatywne są kremlowskie trolle w wymyślaniu nieprawdopodobnych fejk newsów.

Tarcza przeciw manipulacjom Moskwy

Od wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie Komisja Europejska dużo mówi o konieczności walki z dezinformacją, traktując infowar jako element wojny hybrydowej. Dezinformacja stanowiła ważny wątek niedawnego wystąpienia Ursuli von der Leyen o stanie państwa. Pokłosiem przemówienia jest Tarcza Obrony Demokracji — inicjatywa ogłoszona tydzień temu w Brukseli. Jest to plan działania mający na celu lepszą ochronę demokracji i procesów wyborczych przed zagraniczną ingerencją i manipulacją informacjami, w tym pochodzącymi z samej UE. Przeciwnikiem i zagrożeniem dla europejskiego porządku jest Rosja i jej „państwowe i niepaństwowe podmioty” (proxies), które od ponad dekady prowadzą internetowe kampanie destabilizacyjne w całej UE.

Centralnym elementem Tarczy Obrony Demokracji jest utworzenie Europejskiego Centrum Odporności Demokratycznej. Jego celem będzie identyfikacja operacji destabilizacyjnych, gromadzenie wiedzy fachowej państw członkowskich oraz koordynacja prac sieci podmiotów fact checkingu. Niestety, jest to w zasadzie jedyny konkret w 30-stronicowym dokumencie. Składa się on głównie z deklaracji. Pewne nadzieje budzi zapowiedź stworzenia procedur reagowania na działania dezinformacyjne opartych na dyrektywie o usługach cyfrowych.

Wszystko to pieśń przyszłości, tymczasem Rosja nasila kampanie dezinformacyjne. Przykłady ingerencji w procesy demokratyczne można mnożyć: brexit, referendum dotyczące niepodległości Katalonii, niezwykle brutalne akcje podczas wyborów w Rumunii (Trybunał Konstytucyjny anulował wynik głosowania ze względu na dowody zaangażowania rosyjskich służb po stronie prawicowego kandydata) czy podczas wyborów w Mołdawii, które miały zadecydować o europejskim kierunku rozwoju kraju.

Algorytmy big techów w służbie dezinformacji

Problem Komisji Europejskiej czy całej zjednoczonej Europy polega na tym, że o ile źródłem zagrożenia dezinformacją jest Moskwa, to nośniki propagacji szkodliwych treści znajdują się pod jurysdykcją amerykańską — Meta (Facebook, Instagram) oraz X, a także chińską — TikTok. To tutaj powstają setki tysięcy fejkowych kont generujących treści podchwytywane i podbijane przez algorytmy platform społecznościowych. Bruksela ma ograniczony wpływ na światowe big techy, które żyją swoim życiem. NATO StratCom COE (niezależna organizacja wspierająca sojusz) przeprowadza cykliczne badania „Social Media Manipulation”. Wnioski z najnowszego eksperymentu: w poprzednim badaniu platformy usuwały średnio 25 proc. wykrytych kont wykorzystywanych do manipulacji, w najnowszej edycji wskaźnik spadł do 16 proc. Facebook, YouTube, Instagram i TikTok nie usunęły nawet 10 proc. fałszywych kont w ciągu czterech tygodni monitoringu. Twitter/X spadł z 55 do 26 proc. skuteczności usuwania.

Komisja Europejska ma co prawda w ręku dość silne narzędzie do przymuszania big techów do aktywniejszej walki ze scamami i dezinformacją — dyrektywę o usługach cyfrowych, ale oszczędnie sięga po ten bacik, obawiając się reakcji Donalda Trumpa.

Ile kosztują nieprawdziwe newsy

Dezinformacja nie służyła tylko do wpływania na wybory i podważania autorytetu osób publicznych, stała się też potężną bronią w walce z globalnymi firmami. Według raportu World Economic Forum z czerwca tego roku w ciągu najbliższych dwóch lat dezinformacja będzie największym zagrożeniem dla przedsiębiorczości na świecie. Czasem są to spektakularne akcje — jak np. zhakowanie konta Associated Press na Twitterze w 2013 r. wykorzystane następnie do publikacji fałszywej informacji o dwóch eksplozjach w Białym Domu oraz o tym, że Barack Obama, ówczesny prezydent, został ranny. Agencja Reuters podała, że ​​w ciągu trzech minut fałszywy tweet doprowadził do spadku wartości indeksu S&P 500 o 136 mld USD.

W ostatnich 10 latach odnotowano kilka tego typu dezinformacyjnych akcji wymierzonych w znane publiczne spółki we Francji (Vinci), Wielkiej Brytanii (Tesco) i USA (Avon), których celem była manipulacja kursem giełdowym.

World Economic Forum szacuje, że roczne globalne straty spowodowane przez fejk newsy wpływające na ceny akcji sięgają 39 mld USD, a 17 mld USD to koszt błędnych decyzji inwestycyjnych podjętych na podstawie nieprawdziwych danych.

Fałszywe oceny uderzają w biznesy firm

Potężne straty generują ataki obliczone na podważanie zaufania do firm. Z badania firmy Trustpilot z 2020 r. wynika, że 89 proc. przychodów e-commerce na świecie zapewniają recenzje w internecie. Dla 49 proc. konsumentów pozytywna opinia jest jednym z najważniejszych czynników decydujących o zakupie. Tymczasem fałszywe recenzje stają się coraz większym problemem dla firm. Według badania firmy Cavazos z 2021 r. kosztują one biznes na całym świecie 152 mld USD. Obok nieprawdziwych ocen w sieci pojawiają się ratingi zupełnie fejkowych firm zazwyczaj powiązanych z cyberoszustwami. Trustpilot usunął w ubiegłym roku 7,4 proc. recenzji, ponieważ odnosiły się do scamerskich biznesów. W 2023 r. odsetek fejkowych ocen stanowił 6,1 proc.

Obrazowe metafory mogą wprowadzać w błąd

Magazyn „Nature” uważa, że posługiwanie się porównaniami w odniesieniu do dezinformacji, jak infowojna, infowirus itp., może prowadzić do zaciemnienia obrazu niebezpiecznego zjawiska. Metafory nadają kształt strategiom, określają sposób mówienia o problemie, wpływają na to, co robimy, żeby się chronić. Jeżeli używamy analogii do pandemii, wirusa, to kontekst choroby rozprzestrzeniającej się w sposób niekontrolowany nie oddaje mechanizmu celowej dystrybucji szkodliwych treści. Infowojna nadaje militarny charakter zjawisku, zmusza do mobilizacji, co może prowadzić do nadmiernego sceptycyzmu i podejrzliwości. Autorzy „Nature” uważają, że w walce w dezinformacją skuteczne strategie muszą być wielopoziomowe:

— na poziomie jednostek: edukacja medialna, wzmocnienie krytycznego myślenia

— na poziomie grup: budowanie kultury sprawdzania, norm dzielenia się ostrożnie

— na poziomie platform internetowych: algorytmy, które nie premiują wyłącznie angażującej, ale często dezinformującej treści

— na poziomie systemu: regulacje, niezależne media, monitoring zjawisk mis- czy dezinformacji.

Komentarz partnera

Dezinformacja jako element wojny hybrydowej – jak powstaje i jak ją rozpoznać?

Wojna w Ukrainie zasadniczo przeobraziła europejskie podejście do kwestii bezpieczeństwa. W obliczu nieustannego zagrożenia ze strony Rosji wobec państw sąsiednich oraz podważania dotychczasowego porządku międzynarodowego, kluczowego znaczenia nabrała koncepcja obrony totalnej, czyli strategiczne połączenie potencjału militarnego z odpornością społeczeństwa obywatelskiego. To właśnie ona stanowi fundament ochrony demokratycznych państw w Europie.

Wzmacnianie odporności społecznej musi obejmować wiele obszarów naszego życia, zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i wspólnotowym. W obliczu współczesnych zagrożeń, takich jak dezinformacja, kryzysy polityczne, konflikty zbrojne czy katastrofy naturalne kluczowe staje się budowanie świadomego, zaangażowanego i przygotowanego społeczeństwa. Odporność społeczna nie jest jedynie kwestią infrastruktury czy procedur – to przede wszystkim zdolność obywateli do reagowania, współdziałania i obrony wartości demokratycznych. To także zdolność samodzielnego myślenia krytycznego, rozpoznawania dezinformacji, jak również świadomego i sprawnego poruszania się po świecie współczesnych technologii.

Dezinformacja – realne zagrożenie

Dezinformacją jest świadome rozpowszechnianie fałszywych informacji z zamiarem wprowadzenia odbiorców w błąd. To już nie tylko proste fake newsy, lecz realne i powszechne zagrożenie. Potwierdzają to wyniki raportu Fundacji Digital Poland „Dezinformacja oczami Polaków 2024”: 81 proc. badanych uważa, że w ciągu ostatniej dekady skala rozpowszechnianej w internecie dezinformacji wzrosła, a 9 na 10 osób udostępniło dalej przynajmniej jedną z badanych fałszywych informacji.

Dezinformacja nie jest niczym nowym, towarzyszy przecież ludzkości od wieków. Teraz jednak sytuacja jest o wiele trudniejsza, ponieważ każdego dnia dociera do nas zalew informacji, do czego nasze umysły nie są do przystosowane. W ciągu jednego dnia dostajemy tyle informacji, ile nasi przodkowie w ciągu całego życia. Mnogość przekazów sprawia, że wiele z nich odbieramy nieświadomie, a dużej części nie jesteśmy w stanie zweryfikować, co sprawia, że towarzyszy nam narastająca niepewność. To świetne warunki do szerzenia dezinformacji.

Stojący za dezinformacją zwykle mają jasno określony cel, np. manipulowanie opinią społeczną, czy wywołanie paniki. Poprzez rozpowszechnianie fałszywych informacji mogą też wpływać na podważanie zaufania do instytucji, wywoływanie chaosu, czy promowanie określonych zachowań. Dlatego niezwykle istotne jest, aby pokazywać, że z dezinformacją możemy realnie walczyć i uczyć społeczeństwo jak to robić. W obliczu dynamicznie zmieniającego się krajobrazu informacyjnego, umiejętność weryfikacji kluczowych informacji staje się nie tylko ważna, ale wręcz niezbędna.

Wpływ algorytmów mediów społecznościowych

Na rozpowszechnienie zjawiska dezinformacji, w ostatniej dekadzie, bez wątpienia mają wpływ media społecznościowe. Użytkownicy, za sprawą takich funkcji jak udostępnianie, komentowanie i reagowanie, przestają być wyłącznie odbiorcami informacji – stają się jej nadawcami. Ponieważ można to zrobić bez wysiłku i w zaledwie w ułamku sekundy media społecznościowe stały się przestrzenią sprzyjającą szybkiemu rozprzestrzenianiu się informacji fałszywych lub zmanipulowanych. I choć w przypadku zwykłych użytkowników udostępnienie fake newsa jest zazwyczaj nieintencjonalne (ang. misinformation), to istnieją podmioty wykorzystujące podatności platform do celowego dezinformowania odbiorców.

Informacji publikowanych w sieci jest tak wiele, że pewna ich selekcja wydaje się konieczna. Jednak sposób filtrowania treści nie pozostaje bez wpływu na osoby korzystające z danej usługi. W tej chwili sposób dobierania treści służy najczęściej przede wszystkim utrzymaniu uwagi użytkownika, aby jak najdłużej pozostał na platformie. W efekcie może mu być prezentowanych więcej reklam, co przekłada się na wymierny zysk firmy. Idąc dalej, im więcej przebywamy w danym medium społecznościowym, tym więcej śladów swojej aktywności tam pozostawiamy. Dzięki nim algorytm podsuwa nam coraz bardziej interesujące treści, które jeszcze skuteczniej przykuwają naszą uwagę. Koło się zamyka.

Ze znaczenia mechanizmu selekcjonowania treści zdamy sobie sprawę wówczas, gdy uświadomimy sobie, że o tym, co zobaczymy na danej platformie, decyduje przede wszystkim algorytm. Jako użytkownicy mamy wprawdzie możliwość przeszukiwania zasobów danego medium społecznościowego, ale zdecydowanie częściej polegamy na wyborze dokonującym się automatycznie. Dowodem na to jest nieprzerwane – i czasem bezmyślne – scrollowanie aktualności w poszukiwaniu nowych wrażeń. Te dostarczają nam kolejnych porcji dopaminy, czyli neuroprzekaźnika silnie związanego z układem nagrody, przez co spędzamy w aplikacji jeszcze więcej czasu.

Automatyczny dobór treści ma czasem bardzo poważne skutki. Z badania przeprowadzonego przez Centrum Przeciwdziałania Nienawiści w Sieci wynika, że nastolatki korzystające z TikToka trafiają na treści szkodliwe dla zdrowia psychicznego w ciągu zaledwie kilku pierwszych minut korzystania z serwisu. Podobny eksperyment, przeprowadzony w 2022 r. przez pracowników portalu NewsGuard, dowiódł, że równie łatwo jest trafić na informacje wprowadzające w błąd*.

Bańka filtrująca i komora echa

Gdy mowa o dezinformacji, często spotykamy się z terminem „bańka informacyjna”, który wskazuje na to, że dana osoba lub grupa osób nie ma dostępu do części informacji pojawiających się w mediach tradycyjnych i społecznościowych. Żeby lepiej zrozumieć to zjawisko, warto poznać dwa inne, bardziej precyzyjne, pojęcia.

Bańka filtrująca jest konsekwencją automatycznych procesów filtrowania treści w wyszukiwarkach internetowych i w mediach społecznościowych. Polega na wyświetlaniu użytkownikowi tylko niektórych treści spośród wszystkich dostępnych. Decyzje podejmowane są na podstawie algorytmów biorących pod uwagę wiele zmiennych (m.in. lokalizację, historię wyszukiwania i przeglądania) oraz interakcje (np. polubienia, komentarze i udostępnienia). Ilość treści publikowanych każdego dnia w sieci i na każdej z platform społecznościowych z osobna nie pozwala na zapoznanie się z nimi wszystkimi, stąd niezbędna jest selekcja, nazywana personalizacją. Jednak ze względu na ograniczone możliwości samodzielnego decydowania użytkowników o wyświetlanych treściach, możemy w efekcie nie trafić na materiały, które poszerzyłyby nasze horyzonty, lub pozwoliłyby skonfrontować dotychczasowe przekonania z innymi punktami widzenia.

Z kolei komora echa opisuje sytuację, w której osoba utwierdza się w dotychczasowych racjach w wyniku wielokrotnego powtarzania tych samych treści w zamkniętym gronie osób. Może do tego dochodzić np. w zamkniętych grupach w mediach społecznościowych. Co więcej, takie odseparowanie sprzyja ograniczeniu dostępu do odmiennych poglądów. W ten sposób możemy odnieść mylne wrażenie, że opinie, z jakimi się spotykamy, odzwierciedlają poglądy reszty społeczeństwa, podczas gdy w rzeczywistości mogą być całkowicie odmienne.

Działania agentów dezinformacji i ich skutki

Te mechanizmy wykorzystują zorganizowane grupy dezinformacyjne, których celem jest osłabienie zaufania do instytucji, ekspertów i mediów oraz pogłębianie podziałów społecznych. Wykorzystują one fałszywe konta, manipulowane treści i emocje, takie jak gniew czy lęk, często inspirowane z zewnątrz w interesie państw dążących do destabilizacji. Media społecznościowe sprzyjają też rozwojowi teorii spiskowych, które dzięki algorytmom i szybkiemu rozpowszechnianiu prowadzą do erozji autorytetów i zaniku kryteriów odróżniania faktów od opinii. W efekcie społeczeństwo staje się podatne na manipulację, co zagraża między innymi stabilności systemu opartego na zaufaniu.

Postaw na czysty przekaz

W tym roku Fundacja PZU ruszyła z kampanią edukacyjno-społeczną „Czysty przekaz”, aby wraz z licznymi organizacjami partnerskimi i mediami starać się uwrażliwić społeczeństwo na ten problem. W ramach akcji pokazujemy, jak nie wpaść w pułapkę fałszywych informacji zagrażających naszemu zdrowiu, relacjom i społecznej spójności. Szeroko zakrojona kampania obejmuje działania społeczne i edukacyjne, w tym warsztaty w szkołach, ponieważ dziś dzieci i młodzież stykają się z dezinformacją bardzo wcześnie.

Fundacja PZU zaleca trzy podstawowe działania, które mogą chronić przed rozpowszechnianiem dezinformacji:

- filtruj informacje,

- sprawdzaj ich źródła,

- nie masz pewności, nie udostępniaj.