Trudy wyjścia z UE zniechęcają wyspiarzy

Marek Wierciszewski
11-01-2018, 22:00

Poparcie dla opuszczenia UE słabnie w społeczeństwie, a rząd może być zmuszony zgodzić się na brexit tylko z nazwy

41 proc. — zalewie taki odsetek Brytyjczyków ankietowanych przez BMG Research w grudniowym sondażu dla dziennika „The Independent” zadeklarował poparcie dla opuszczenia Unii Europejskiej. Za pozostaniem opowiedziało się o 10 pkt. proc. więcej respondentów, choć w referendum z 2016 r. to zwolennicy brexitu osiągnęli 3,8-punktową przewagę. Od 11 miesięcy na przewagę zwolenników brexitu nie wskazał ani jeden sondaż ośrodka, czemu sprzyjają powolne postępy w negocjacjach oraz informacje o spodziewanych wysokich kosztach rozwodu. Zwolennicy pozostania w UE przeważają we wszystkich grupach wiekowych z wyjątkiem osób powyżej 55. roku życia oraz w każdej grupie zarobkowej prócz zarabiających najmniej, czyli poniżej 20 tys. GBP rocznie. Tymczasem mimo braku jasnej deklaracji kierownictwa prowadzącej w większości sondaży opozycyjnej Partii Pracy aż 78 proc. jej członków popiera powtórne przeprowadzenie referendum.

Zobacz więcej

Fot. Bloomberg

— Demokracja nie zatrzymuje się jednego dnia. Ludzie mają prawo przemyśleć sprawę jeszcze raz. W 2016 r. chcieli opuścić wspólnotę, ale nie znali jeszcze warunków — oceniał Tony Blair, były laburzystowski premier i zwolennik pozostania w UE. Premier Theresę May, której w grudniu rzutem na taśmę udało się porozumieć z Brukselą w sprawie granicy z Irlandią, praw obywateli UE mieszkających w Wielkiej Brytanii oraz rozliczenia finansowego, czeka trudny rok. Dotychczas musiała się zgodzić na utrzymanie przez 8 lat wpływu Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości na wyroki brytyjskich sądów, wpłatę do unijnego budżetu sięgającego nawet 39 mld GBP rozliczenia oraz dalsze stosowanie się do reguł wspólnego rynku w przypadku nierozwiązania sprawy granicy z Irlandią. Wszystkie te ustępstwa do niedawna wydawały się być nie do przełknięcia dla zwolenników brexitu. Naprawdę twardym orzechem do zgryzienia będą jednak dopiero negocjacje w sprawie przyszłych stosunków handlowych z UE. W zapleczu Theresy May nie ma zgody co do priorytetów w negocjacjach dotyczących tej kwestii, a tymczasem rząd będzie musiał wybierać między modelem norweskim a kanadyjskim. Pójście w ślady Norwegów nie ma sensu z punktu widzenia obietnic, jakie głosującym składali zwolennicy brexitu: odzyskania kontroli nad imigracją, wyjścia spod zwierzchnictwa europejskich sądów oraz likwidacji składek członkowskich. Potomkowie wikingów korzystają z dostępu do wspólnego rynku, akceptując wszystkie związane z tym mankamenty, jak przyjęcie unijnych regulacji oraz swobodnego przepływu siły roboczej, a jednocześnie rezygnują z prawa głosu przy ustalaniu tych zasad. Tymczasem Kanada, zamiast wejść do wspólnego rynku, zawarła z UE porozumienie o wolnym handlu. Nie musi stosować się do unijnych regulacji, jednak towary podlegają kontrolom. Z punktu widzenia Brytyjczyków zasadniczą wadą modelu kanadyjskiego jest to, że obejmuje praktycznie sam obrót towarami, a w przypadku Wielkiej Brytanii to usługi, w tym sektor finansowy, odpowiadają za 70 proc. PKB i 40 proc. eksportu. Ograniczenia tego modelu są tak duże, że Londyn chce przyjąć model „Kanada plus”, a nawet „Kanada plus plus plus”. Mało jednak prawdopodobne, by na to zgodziła się UE. Zdaniem Carstena Nickela, szefa działu badań w ośrodku Teneo Intelligence, prawdopodobnie Londyn wynegocjuje z Brukselą podobne porozumienie jak Ottawa — przepływ towarów nie będzie objęty cłami, jednak kontrole graniczne okażą się nie do uniknięcia. Poza wymarzoną przez Brytyjczyków „Kanadą plus plus plus” są jeszcze dwa scenariusze przebiegu negocjacji — uważa agencja Bloomberg. W jednym z nich Theresie May nie udaje się pogodzić interesów zatwardziałych brexitowców z własnej partii oraz wspierających ją północnych Irlandczyków z partii DUP, którzy nie chcą zamknięcia granicy z Irlandią. W takiej sytuacji rezygnacja konserwatywnej premier prowadzi do wyborczego zwycięstwa laburzystów, którzy układają stosunki z UE na modłę norweską, a to oznacza brexit tylko z nazwy. Wobec skrajnych różnic w oczekiwaniach obu stron wykluczony nie jest także scenariusz załamania rozmów, co oznaczałoby wyjście Wielkiej Brytanii z UE w marcu 2019 r. bez uzgodnienia kształtu przyszłych relacji. © Ⓟ

ENTUZJAZM OPADŁ: 88 proc. głosujących w referendum sprzed ponad półtora roku za brexitem pozostaje przy zadeklarowanym wówczas zdaniu — wynika z sondażu BMG Research. To tylko minimalnie niższy odsetek niż w przypadku pozostających przy swoim zdaniu zwolenników pozostania w UE. Jednak wśród tych, którzy nie głosowali, zwolennicy pozostania w UE aż czterokrotnie przeważają nad przeciwnikami. [FOT. BLOOMBERG]

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Trudy wyjścia z UE zniechęcają wyspiarzy