Turcja na krawędzi

Albo niewypłacalność, albo recesja — taki dylemat musi rozstrzygnąć turecki przywódca. Czas też ugłaskać USA

Wyprzedaż tureckich aktywów zdecydowanie przyspieszyła, po tym jak w związku z trwającym zatrzymaniem amerykańskiego pastora Andrew Brunsona Waszyngton nałożył na Ankarę sankcje, a prezydent Recep Tayyip Erdoğan zapowiedział kroki odwetowe. Zanotowana od początku roku przecena liry wobec dolara sięga już 29,8 proc. i tylko o włos ustępuje zniżkom paso z Argentyny, która była zmuszona zwrócić się o pomoc do MFW. Przecena denominowanych w walucie lokalnej obligacji rządowych powiększyła się w ujęciu dolarowym do 38 proc., przez co skala wyprzedaży jest już większa niż ta w kraju pampy. Na domiar złego w ubiegłym tygodniu załamanie liry przekroczyło pułap 5 lir za dolara, a to właśnie on wskazywany był jako granica kryzysu walutowego. Skutek? Jeszcze większa presja na wzrost inflacji i cios w bezpieczeństwo finansów publicznych — zadłużenie zagraniczne skarbu państwa wzrosło do równowartości 15 proc. PKB, choć jeszcze na koniec pierwszego kwartału sięgało 12 proc. PKB.

Zobacz więcej

Fot. Bloomberg

— Jesteśmy świadkami kryzysu typowego dla rynków wschodzących. Ryzyko ogłoszenia niewypłacalności jest wysokie — komentuje w rozmowie z „PB” John Hardy, szef strategii rynków walutowych Saxo Banku.

Załamanie na rynkach obligacji praktycznie oznacza odcięcie przedsiębiorstw od zagranicznego finansowania. Jeśli do tego dodać sięgające blisko 18 proc. stopy procentowe oraz pogłębiające się kłopoty banków, to wkrótce to samo może stać się z ich dostępem do finansowania krajowego. Już od kwietnia żadne tureckie przedsiębiorstwo nie wyemitowało obligacji denominowanych w dolarze, a szczególnie groźne dla gospodarki okazać się może załamanie notowańobligacji banków, które finansowały boom kredytów konsumpcyjnych. Spośród 10 najgorzej zachowujących się w tym roku na świecie obligacji korporacyjnych aż cztery to papiery wyemitowane przez tureckie instytucje finansowe. Średnie rentowności przekraczają te, przy których notowane są papiery przedsiębiorstw pakistańskich czy nigeryjskich, a to kraje dysponujące znacznie słabszymi ratingami od Turcji.

— Drzwi pierwotnego rynku obligacji są już przed tureckimi przedsiębiorstwami zamknięte. USA wysłały jasny sygnał, że zaostrzenie sankcji wchodzi w grę. Skutki widzieliśmy w Rosji, więc z pewnością sytuacja może się skomplikować jeszcze bardziej — zauważa w rozmowie z Bloombergiem Meno Stroemer, odpowiedzialny za obligacje korporacyjne w szwajcarskim towarzystwie Fisch AM.

Zdaniem Johna Hardy’ego, aby przywrócić wiarygodność prowadzonej polityki, konieczna jest nadzwyczajna podwyżka stóp do 25 proc. Wywołałaby ona wprawdzie recesję, jednak byłoby to mniejsze zło w porównaniu z wybuchem kryzysu na pełną skalę. Jednocześnie Recep Tayyip Erdoğan powinien odłożyć na bok swoją dumę i pogodzić się z USA — oprócz sprawy amerykańskiego pastora chodzi o plan zakupu rosyjskiego systemu obrony przeciwrakietowej oraz o aferę Halkbanku, który pomagał Iranowi omijać amerykańskie sankcje. Odprężenie w stosunkach z Ameryką oraz zwrot w polityce gospodarczej zostałyby szybko docenione przez inwestorów — twierdzi John Hardy.

Jednak jeśli do nich nie dojdzie, Turcję czeka albo niewypłacalność, albo długotrwałe kontrole przepływów kapitału.

— Przyspieszenie załamania liry oraz szybkie topnienie rezerw walutowych wskazują, że czas, w którym wszystko się rozegra, bardzo się skraca. Zakładałbym, że to, w którą stronę pójdzie sytuacja, może rozstrzygnąć się nawet w ciągu 10 dni sesyjnych — przewiduje John Hardy.

Problem w tym, że dotychczas tureckie władze robiły niewiele, by zabezpieczyć kraj przed kryzysem. Mimo galopującej inflacji oraz jednego z największych deficytów na rachunku bieżącym wśród wszystkich krajów emerging markets, na ostatnim posiedzeniu bank centralny nie zdecydował się na podwyżkę stóp nawet o 100 punktów bazowych. Na wstrzymanie się przez bank z podwyżkami nalega Recep Tayyip Erdoğan, który w czerwcowych wyborach uzyskał urząd prezydenta ze znacznie poszerzonymi prerogatywami. Jak twierdzi prezydent, podwyżki stóp… napędzają inflację.

— Pomysł, że zależna od napływów zagranicznego kapitału oraz obciążona zagranicznym długiem gospodarka nie musi podnosić stóp, żeby uniknąć kryzysu, to nieporozumienie. Szkody dla realnej gospodarki już zostały poczynione, a zahamować utratę zaufania może tylko decyzja prezydenta o zmianie polityki — zauważa John Hardy.

Podobne scenariusze przed Turcją widzi Christopher Granville, odpowiadający za analizy polityczne w think tanku TS Lombard. Jego zdaniem, informacje o wysłaniu do USA delegacji tureckich władz mogą być pierwszym sygnałem możliwego złagodzenia napięcia na linii Ankara — USA.

— Turcję czeka albo szok ze strony polityki pieniężnej, albo szok makroekonomiczny, albo też kombinacja jednego i drugiego. Sposobem na osłodzenie tej gorzkiej pigułki jest normalizacja w stosunkach z USA — powiedział specjalista w wywiadzie na antenie telewizji Bloomberg. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Turcja na krawędzi