TVP: Spór o szefa nadzoru grozi paraliżem

Magdalena Wierzchowska
06-06-2005, 00:00

Jak zamieszanie z wymianą członków rady nadzorczej wpływa na TVP? Teoretycznie życie toczy się dalej. Teoretycznie...

Decyzja Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (KRRiT) o powołaniu nowego członka rady nadzorczej Telewizji Polskiej (TVP) nie miała bezpośredniego wpływu na codzienne funkcjonowanie telewizji publicznej: odbyło się posiedzenie zarządu, spotkała się rada nadzorcza.

Niby wszystko działa...

— Zarząd podejmuje decyzje, kieruje filmy do produkcji, pięć programów pracuje non stop — mówi Jarosław Szczepański, rzecznik TVP.

Tyle tylko, że przed posiedzeniami zarządu pojawia się zawieszony w obowiązkach wiceprezes Ryszard Pacławski, chcąc uczestniczyć w spotkaniach, a dziewięcioosobowa rada nadzorcza na razie liczy dziesięciu członków. Część prawników uznaje ważność mandatu jej szefa Marka Ostrowskiego, część — Krzysztofa Czeszejko-Sochackiego. Trudno się spodziewać, by w takiej sytuacji zarząd i rada podejmowały kluczowe dla działania spółki decyzje.

TVP zwleka na przykład z podjęciem decyzji o przyłączeniu się (lub nie) do Polskiego Operatora Telewizyjnego (POT), z inicjatywy Polsatu i TVN założonego do budowy telewizji cyfrowej. Nie ma też strategii dla TV Polonia (miała być gotowa do końca maja) ani strategii programowej. Zarząd nie realizuje też strategii restrukturyzacji telewizji publicznej, o której mówił „PB” niedawno Jan Dworak, prezes TVP. Zresztą wstrzemięźliwy zwykle w wypowiedziach szef Telewizji Polskiej przyznał na czwartkowym posiedzeniu sejmowej komisji skarbu, że działania Krajowej Rady prowadzą do destabilizacji sytuacji w TVP i obniżenia jej rangi jako nadawcy publicznego.

...ale jak długo jeszcze

Przedłużający się stan zawieszenia i niepewności może doprowadzić do dalszego bezwładu organizacyjnego w TVP. Naprawdę katastrofalne skutki może mieć decyzja sądu. Jeżeli 6 lipca bądź na kolejnej rozprawie uzna, że mandat Marka Ostrowskiego jednak wygasł i — jak chciałaby tego część rady nadzorczej TVP — uchwały podejmowane z jego udziałem były nieważne, nagle może to przekreślić działalność spółki od września 2004 r.

— Państwo z KRRiT wyjęli jeden kamyczek, ale zadziałali na szkodę całej instytucji. Gdyby uchwała w sprawie Ryszarda Pacławskiego okazała się nieważna, to samo dotyczyłoby sprawozdania spółki, powołania dyrektorów. A to oznaczałoby paraliż TVP — komentuje Juliusz Braun, były przewodniczący KRRiT.

Wszystkiemu jest winna polityka. Przynajmniej tak twierdzi prawa strona.

— Prawdopodobnie lewica uznała, że musi mieć instrument medialny do podciągnięcia się w sondażach poprzez uprawianie nachalnej propagandy partyjnej —twierdzi związany z prawicą Jarosław Sellin, do niedawna członek krajowej rady.

Okiem prawnika

Piłka po stronie sądu

Prawo nie przewiduje wygaszenia mandatu członka rady nadzorczej — możliwe jest tylko odwołanie, śmierć, rezygnacja lub upływ kadencji. O tym, czy członek rady nadzorczej może być odwołany poza walnym zgromadzeniem spółki, może określić jej statut albo ustawa szczególna, na przykład o Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji. Ostatecznie to sąd orzeknie, czy odwołanie przewodniczącego rady nadzorczej było ważne.

Gdyby okazało się, że odwołanie Marka Ostrowskiego jest skuteczne, trzeba by było żmudnie analizować uchwały rady nadzorczej jedna po drugiej. Jeśli w którejś jego głos przechylił szalę na „tak” lub „nie”, wtedy uznajemy, że jest ona nieważna.

Andrzej Szumański specjalista prawa spółek, prof. Uniwersytetu Jagiellońskiego

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Wierzchowska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / TVP: Spór o szefa nadzoru grozi paraliżem