Upadłość: przedsiębiorcy jak konsumenci

Nowe prawo pozwoli byłym przedsiębiorcom oddłużyć się w procedurze przewidzianej dla konsumentów. Brakuje jednak poprawek, które usprawnią system

W konsultacjach rządowych jest już nowy projekt zmian w prawie upadłościowym. Dotyczą one zarówno upadłości konsumenckiej, jak i bankructw przedsiębiorców. Jednak najbardziej kontrowersyjna zmiana łączy oba te wątki, dając możliwość oddłużenia się osobom, które mają zaległości z prowadzonej dawniej działalności gospodarczej w procedurze przewidzianej dla konsumentów.

Zobacz więcej

BEZ WYJĄTKÓW: Możliwość oddłużenia się w upadłości konsumenckiej również dla byłych przedsiębiorców jest jak najbardziej zasadna. Nie są oni w niczym gorsi od innych obywateli. Złożyli już wniosek o upadłość i nie mają żadnego majątku, a ich długi często idą w miliony złotych — mówi Piotr Zimmerman, radca prawny w kancelarii Zimmerman i Wspólnicy Fot. Marek Wiśniewski

Drugie życie

Nawet połowa ogłaszanych bankructw konsumentów może dotyczyć byłych przedsiębiorców. Korzystali oni z faktu, że ustawa nie rozróżnia pochodzenia długów — i o ile wniosek o upadłość firmy został złożony w odpowiednim momencie, to mogą liczyć na przychylność sądu w kwestii bankructwa konsumenckiego. Po zmianach ma być łatwiej.

— W projekcie jest wyraźnie wskazane, że również byli przedsiębiorcy mogą korzystać z upadłości konsumenckiej — mówi Piotr Zimmerman, radca prawny w kancelarii Zimmerman i Wspólnicy.

Jego zdaniem, to dobry kierunek zmian.

— Były przedsiębiorca nie jest w niczym gorszy od każdego innego obywatela. On już złożył wniosek o upadłość i nie ma żadnego majątku, gdyż został on przejęty i zlicytowany przez syndyka. Jego zaległości często idą w miliony złotych, ale tych pieniędzy nie ma i nigdy nie zdoła odpracować. Chodzi tylko o to, żeby oddłużenie umożliwiło mu nowy start w życiu, dzięki czemu będzie mógł normalnie funkcjonować — tłumaczy Piotr Zimmerman.

Projekt zakłada także zniesienie przesłanki mówiącej o braku możliwości oddłużenia w przypadku, kiedy zaległości powstały w wyniku rażącego niedbalstwa albo umyślnie.

— W efekcie również ci, którzy doprowadzili do bankructwa przez takie działania, mogą liczyć na umorzenie długów. To pozytywna zmiana, bo w upadłości konsumenckiej nie chodzi o ustalanie jej przyczyn ani zaspokajanie wierzycieli, tylko o danie osobom niewypłacalnym szansy na powrót do społeczeństwa i uniknięcie życia w szarej strefie — tłumaczy Piotr Zimmerman.

Oddzielić firmy od konsumentów

Proponowane zmiany wprowadzają też wiele dodatkowych wymogów i warunków dotyczących możliwości oddłużenia się przez konsumentów.

— Wygląda na to, że ustawodawca wciąż nie może się zdecydować, czym jest upadłość konsumencka, i usiłuje z niej uczynić instrument do sprawiedliwego zaspokajania roszczeń wierzycieli — tłumaczy Piotr Zimmerman.

Uważa, że oddłużenie powinno należeć się każdemu obywatelowi przynajmniej raz w życiu, niezależnie od przyczyn. Sądy powinny się skupić na tym, jaką zdolność do spłaty ma konsument i czy rzeczywiście oddłużenie w jego przypadku jest konieczne. Nie mogą natomiast skupiać się na roztrząsaniu przyczyn zadłużenia ani tym bardziej na odzyskiwaniu należności dla wierzycieli.

— Aby usprawnić proces, należałoby upadłość konsumencką umieścić w sądach cywilnych, a nie gospodarczych — tak jak jest obecnie — mówi Piotr Zimmerman.

Jego zdaniem, obecnie sądy upadłościowe są zasypane sprawami konsumentów, co uniemożliwia terminowe przeprowadzanie upadłości zarówno Kowalskiego, jak i przedsiębiorców. Przedłużają się także procesy restrukturyzacji, co powoduje, że ta procedura nie działa tak, jak powinna i przedsiębiorcy się do niej zniechęcają.

— Gdyby konsumenci trafiali do sądów cywilnych, w samej Warszawie sprawy upadłościowe rozłożyłyby się na kilkanaście wydziałów sądów rejonowych, a nie skupiały w jednym — mówi Piotr Zimmerman.

Zyskaliby też na tym konsumenci, którzy mieliby bliżej do lokalnych sądów.

Odciążyć sądy

Postępowania dotyczące upadłości konsumenckiej wymagają zmian.

— Problemem jest bowiem fakt, że sprawy konsumentów rozpatrują sądy wyspecjalizowane w bankructwach firm. A to zupełnie inne procedury. Sędziowie pracujący w takich placówkach są mentalnie nastawienina ochronę wierzyciela. Ich zadaniem jest takie prowadzenie postępowania i nadzorowanie syndyka, żeby jak najwięcej z majątku dłużnika odzyskać dla wierzycieli. Jednocześnie stawiamy ich przy upadłości konsumenckiej, gdzie dostają dokładnie odwrotne zadanie — jak uczynić życie konsumenta znośnym. W większości sądów w Polsce bardzo trudno uzyskać upadłość konsumencką — właśnie dlatego, że sędziowie bronią wierzycieli przed umorzeniem zaległości dłużnikowi. Tymczasem mówimy o sytuacjach, kiedy nie ma już przed czym bronić. Jedyne, co można zrobić, to ochronić dłużnika przed ucieczką w szarą strefę. Interes wierzycieli już dawno jest zamknięty i nie o odzysk tutaj chodzi — tłumaczy Piotr Zimmerman.

Według niego przeniesienie upadłości konsumenckiej do innych sadów zwiększyłoby liczbę takich przypadków. Obecnie mamy ich zaledwie ok. 5 tys. rocznie.

— Porównując Polskę z innymi gospodarkami, gdzie upadłość konsumencka funkcjonuje od lat, powinniśmy ich mieć ok. 40 tys. rocznie — szacuje Piotr Zimmerman.

Jego zdaniem, wiele osób nie korzysta z tej możliwości również dlatego, że przepisy są zbyt skomplikowane.

— Prawo upadłości konsumenckiej powinno być osobną ustawą, nie mającą nic wspólnego z przepisami dotyczącymi przedsiębiorców. Musi być napisane zrozumiałym językiem, a także przewidywać proste reguły — tak żeby każdy Polak ze średnim wykształceniem mógł samodzielnie wypełnić formularz, opisać swoją sytuację i złożyć wniosek. Przy obecnie obowiązujących przepisach — a po zmianach już na pewno — prawidłowe złożenie wniosku i przebrnięcie przez cały proces bez udziału prawnika jest niemożliwe — tłumaczy Piotr Zimmerman.

Drobne usprawnienia

Jednocześnie eksperci chwalą propozycje zmian dotyczących upadłości i restrukturyzacji przedsiębiorstw. Jedną z nich jest choćby możliwość zgłaszania wierzytelności prosto do syndyka w ciągu miesiąca, a nie do sędziego komisarza w czasie od jednego do trzech miesięcy.

— Ma to duże znaczenie dla szybkości postępowania upadłościowego. W obecnej praktyce sędzia komisarz musi formalnie ocenić, czy wierzytelność została poprawnie zgłoszona, a następnie przekazać ją syndykowi, który sporządza listę wierzytelności. To wydłuża cały proces, biorąc pod uwagę fakt, że w przypadku niektórych postępowań samych zgłoszeń jest około tysiąca, co powoduje ogromny nakład pracy ze strony i tak mocno już obłożonych sądów. Pracy zupełnie niepotrzebnej, bo dopiero syndyk, analizując pod względem merytorycznym zgłoszenia wierzytelności, może stwierdzić, czy zostało to zrobione prawidłowo — mówi Małgorzata Anisimowicz, prezes PMR Restrukturyzacje.

Dzięki tej zmianie syndyk przejmuje na siebie cały ciężar oceny wierzytelności i jej ujęcia w odpowiedniej liście aż do ewentualnych sprzeciwów, które rozpoznaje sąd na podstawie zgromadzonego materiału.

— Pomimo dodatkowej pracy ze strony syndyka, jest to dla niego ułatwienie, bo ma możliwość bezpośredniego zwrócenia się do wierzyciela, chociażby o uzupełnienie zgłoszenia wierzytelności, a nie, jak do tej pory — bazowania jedynie na dokumentach dołączonych do zgłoszenia. Wprowadzenie zmiany wpłynie również na mniejszą liczbę sprzeciwów do listy wierzytelności — mówi Małgorzata Anisimowicz.

Kolejna pozytywna zmiana to doprecyzowanie przepisów dotyczących przygotowanej likwidacji, czyli tzw. pre-packu.

— Pojawi się możliwość zakupu firmy przez kilku nabywców. Jest też propozycja uelastycznienia daty zakupu. Okazało się bowiem, że 30 dni to czasem za mało — mówi Piotr Zimmerman.

 

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Upadłość: przedsiębiorcy jak konsumenci