Uwaga, idziemy drogą Węgier

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 07-10-2009, 00:00

Pesymistyczne prognozy banku się nie sprawdziły, ale jeśli rząd nic nie zrobi, recesja może nas dopaść.

Bank BNP Paribas ostrzega — finanse publiczne mogą nas wpędzić w nowy kryzys

Pesymistyczne prognozy banku się nie sprawdziły, ale jeśli rząd nic nie zrobi, recesja może nas dopaść.

Michał Dybuła, główny ekonomista BNP Paribas Polska, przyznaje się do przesadnego pesymizmu. Przypomnijmy — analityk na początku roku był autorem najniższych prognoz dla polskiej gospodarki. Zapowiadał wyraźną recesję, ze spadkiem PKB w 2009 r. o 1,8 proc.

— Tamten scenariusz się nie sprawdza. Główny powód to bardziej łagodna, niż przewidywałem, polityka fiskalna państwa. Ten element podniósł poziom PKB o 1,5-2 pkt procentowe względem mojego szacunku — tłumaczy Michał Dybuła.

W zawieszeniu

Dziś ekonomista w prognozach gospodarczych jest już znacznie mniej kontrowersyjny niż na początku roku. Jego nowa prognoza mówi o wzroście PKB o 0,9 proc. w 2009 r. i o 1,8 proc. w 2010 r. To średnia prognoz krążących po rynku.

— Wszyscy prześcigają się dziś w przewidywaniu, jaki kształt litery będzie miał obecny kryzys — U, V, a może L? Jeśli mam dołączyć do tej dyskusji, to spodziewam się pierwiastka kwadratowego — mówi pół żartem, pół serio Michał Dybuła.

Jego zdaniem, zarówno polska gospodarka, jak i strefy euro obecnie odbijają od dna, ale po tym krótkotrwałym odbiciu zawisną —nastąpi długie i powolne wracanie do formy. Dlatego raport z prognozami nosi tytuł "Podskoczyliśmy, ale czy potrafimy latać?".

— Ożywienie będzie bardzo płytkie. Nadal poważne problemy przeżywa sektor finansowy. Nie należy spodziewać się nagłego odbudowania akcji kredytowej — mówi ekonomista BNP Paribas.

Polska ma dodatkowy, lokalny hamulec wzrostu — to umacniający się złoty.

— Do niedawna gwałtownie osłabiony złoty silnie wspierał naszą gospodarkę i uchronił nas przed recesją. Ten efekt już wygasa, niedługo wpływ handlu zagranicznego na wzrost gospodarczy znowu będzie ujemny — mówi Michał Dybuła.

Analitycy BNP Paribas w ostatnich dniach o 180 stopni zmienili podejście do złotego. Obniżyli kurs EUR/PLN na koniec 2009 r. z 4,70 do 3,98. Na koniec 2010 r. spodziewają się już poziomu 4,25 zł za euro.

Polak przed szkodą

Jednak i tym razem BNP Paribas studzi optymizm. W przypadku obecnych prognoz chodzi o finanse publiczne.

— Niczego tak się nie boję, jak problemów związanych z narastaniem długu i ewentualną wyprzedażą polskich obligacji przez inwestorów —mówi Michał Dybuła.

Według jego podstawowego scenariusza, dług nie przekroczy progu ostrożnościowego 55 proc. PKB (co uruchomiłoby automatyczne zacieśnianie polityki fiskalnej), ale będzie bardzo blisko. To ogromne ryzyko.

— Wystarczy, że rząd potknie się w planie prywatyzacji albo złoty się osłabi i dług przebije próg. Przy poziomie 55 proc. inwestorzy zaczęliby uciekać, a to byłaby katastrofa — mówi Michał Dybuła.

Jego zdaniem, Polska powoli zaczyna przypominać Węgry z lat 2002-03.

— Też były liderem wzrostu, z którego rząd uczynił fetysz, też mieli wysoki dług publiczny i też nie byli zmotywowani, by go zatrzymać. W końcu dług wyrwał się spod kontroli, inwestorzy stracili zaufanie do rządu i wszystko skończyło się głęboką recesją — ostrzega ekonomista BNP Paribas.

Jacek

Kowalczyk

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane