W cieniu franka

opublikowano: 01-01-2020, 22:00

Podatek bankowy i kredyty walutowe kładą się cieniem na sektorze. Nie tylko w 2020 r. — problem będzie ciągnął się latami.

Koniec 2019 r. minął w sektorze bankowym pod znakiem kwestii frankowej. Orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie klauzul abuzywnych w umowach kredytowych z początku listopada sprawiło, że dyskusja na temat hipotek walutowych rozgorzała na nowo. Kamil Stolarski, analityk DM Santander Bank Polska, uważa, że sprawa frankowa będzie tematem przewodnim również 2020 r.

W IV kw. 2019 r. znacząco przyspieszyła dynamika wpływu pozwów składanych w sądach przez frankowiczów i wiele wskazuje na to, że fala roszczeń będzie rosła. Drugim problemem, o którym nie mówi się na razie zbyt głośno, jest, zdaniem analityka, kwestia „banków zombie”, czyli instytucji o słabej bazie kapitałowej, nieodpowiednim modelu biznesowym, niewielkiej skali itp., których byt stoi pod znakiem zapytania.

— Są to banki, wobec których może zostać wdrożona procedura uporządkowanej upadłości — mówi Kamil Stolarski.

Nie wymienia ich nazw, ale nie trzeba specjalnie dużej wiedzy insiderskiej, żeby bez większego trudu wskazać, że dwa balansują na granicy bankructwa, a kilka ma trwale niedochodowy model biznesowy. Kamil Stolarski uważa, że gdyby nie problem frankowy oraz bankowych zombie, w 2020 r. byłyby szanse na dwucyfrową poprawę wyniku.

— Mam pesymistyczny scenariusz. Okres prosperity to nie był dobry czas dla banków, bo skutkiem wprowadzenia podatku bankowego rentowność mierzona ROE jest jednocyfrowa. Obecnie jesteśmy za szczytem koniunktury, ale w 2020 r. w normalnych okolicznościach byłyby perspektywy na odbudowę rentowności. W związku z podatkiem bankowym i kwestią frankową szansena to są jednak niewielkie — mówi Kamil Stolarski.

Umiarkowanym optymistą, jeśli chodzi o sprawy frankowe, jest Tomasz Bursa, wiceprezes Opti TFI.

— Presja prawna będzie się zmniejszać. Po głównej fali, wywołanej w pewnym stopniu przez medialne doniesienia i aktywność kancelarii prawnych, zainteresowanie wejściem na drogę sądową będzie słabło — uważa Tomasz Bursa.

Jego zdaniem w 2020 r. nie dojdzie do żadnego przełomu w sprawach frankowych. Po pierwszej fali entuzjazmu klienci zorientują się, że sprawy sądowe są trudne, długotrwałe i kosztowne. W wielu przypadkach, gdy kwota kredytu nie jest wysoka, może się okazać, że gra jest niewarta świeczki, gdyż potencjalne korzyści nieznacznie przewyższą wydatki. Tomasz Bursa nie spodziewa się też ruchu po stronie banków. Wbrew głosom, jakie pojawiły się po orzeczeniu TSUE, o zainteresowaniu polubownym załatwianiem frankowych spraw, branża raczej obierze strategię przeczekania. Na razie bilans przegranych i wygranych procesów nie jest jednoznaczny.

Nie wiadomo, czy i jak sytuacja zmieni się w świetle orzeczenia trybunału. Niewykluczone, że orzecznictwo wcale nie pójdzie po myśli frankowiczów i tropem wskazanym przez Rzecznika Finansowego, który zdecydowanie bierze ich stronę. Niejasna jest też kwestia odpłatności za kapitał oddany w użytkowanie frankowiczowi. Sądy wcale nie muszą podzielać opinii Rzecznika Finansowego, że bankom z tego tytułu odszkodowanie się nie należy.

— Mamy do czynienia z problemem, którego rozwiązanie zajmie lata. Oceniam, że maksymalnie 20 proc. frankowiczów zdecyduje się na drogę sądową, a to kilkadziesiąt tysięcy klientów. Obecnie w sądach na różnym etapie procedowania jest kilka tysięcy spraw i już są problemy z przepustowością. Kiedy staną się niewydolne, niewykluczone, że w sprawę znowu zaangażuje się polityka. To oznacza, że sprawa frankowa będzie ciągnęła się jeszcze latami — uważa Tomasz Bursa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane