W muszce na torze

Marcin Bołtryk
opublikowano: 2007-03-16 00:00

11 zespołów, 17 torów, 22 kierowców i 3 mld dolarów. Formuła 1 należy do najdroższych dyscyplin sportowych świata. I najbardziej elitarnych.

Pierwszy wyścig w historii motoryzacji odbył się w 1894 r. na trasie Paryż — Rouen. Już wtedy sporty motorowe należały do drogich i elitarnych zabaw, a kierowcami niejednokrotnie byli obnoszący się dumnie z tytułami lordów i hrabiów zamożni właściciele fabryk, ziem czy stadnin.

W 1904 r. powstała zajmująca się sportami motorowymi międzynarodowa organizacja o nazwie FIA. Miała określić ograniczenia zapewniające bezpieczeństwo kierowcom i uczestnikom wyścigów samochodowych oraz nadać wyścigom charakter poligonu doświadczalnego, służącego do testowania, rozwijania i wprowadzania nowoczesnych technologii również do samochodów produkowanych seryjnie.

Od 1907 do 1939 r. na torach wyścigowych przetestowano prawie wszystkie możliwe rozwiązania. Masa minimalna, masa maksymalna, poziom spalania paliwa i maksymalny suw tłoka w cylindrze również podlegały w swoim czasie kolejnym ograniczeniom, ale najczęściej pojawiającym się — nawet po 1939 r. — było ograniczenie pojemności cylindrów w silnikach. Po raz pierwszy wprowadzono je w 1914 r. Po określeniu przez FIA w 1904 r. pierwszej definicji, inaczej mówiąc — formuły ograniczającej dopuszczalną masę pojazdów, zaczęto wprowadzanie kolejnych, szczególnie dla małych samochodów, ale nazwa „Formuła 1” pojawiła się dopiero po drugiej wojnie światowej. Mistrzostwa świata Formuły 1 FIA ustanowiono w 1950 r. Pierwszym wyścigiem zaliczanym do mistrzostw świata Formuły 1 było Grand Prix Wielkiej Brytanii, rozegrane w Silverstone 13 maja 1950 r.

Samochody w tamtych latach miały niewiele wspólnego z bezpieczeństwem: były to stalowe tuby na kołach z mocnym silnikiem umieszczonym z przodu i mało skutecznymi, bębnowymi hamulcami. Nikt nie słyszał o pasach bezpieczeństwa, kaski nie były obowiązkowe, nie mówiąc już o kombinezonach.

Mike Hawthorn, mistrz świata z 1958 r., ścigał się zawsze w muszce. Samochody nie były jednak wcale wolne: średnia prędkość w wyścigach grubo przekraczała 100 km na godzinę.

Sport, zabawy oraz gry

Dziś, jeśli konstruktor pragnie zaangażować się w zawody Formuły 1, musi zgłosić swój udział do organizacji FIA, gdzie należy przedłożyć dokumentację poświadczającą, że jest zarówno projektantem, jak i wytwórcą płyty podłogowej swojego pojazdu, a także musi udowodnić, że ma należyte środki finansowe i techniczne, które pozwolą mu na udział we wszystkich imprezach zaliczanych do mistrzostw świata. I tu pojawia się problem — pieniądze. Do 1967 r. Formuła 1 obywała się bez sponsorów. Pierwszym, który pojawił się w 1968 r. w Grand Prix, była firma Gold Lear — producent papierosów. Spółka wspomogła wówczas zespół Lotusa. Dziś bez sponsorów i ich pieniędzy zespoły F1 nie miałyby szans na przetrwanie. Tym bardziej że zespoły te mają niezłą wprawę w wydawaniu pieniędzy.

„Jedenaście zespołów F1 w 2006 r. wydało na wyścigi blisko 3 mld dolarów. Najwięcej: Toyota, Ferrari i McLaren. Okazuje się jednak, że niewiele mniej na swoje utrzymanie przeznaczają Honda, BMW czy Red Bull Racine” — czytamy w magazynie „F1 Racing”.

Na co idą tak ogromne pieniądze? Według informacji „F1 Racing” na trzy rzeczy. Silniki, silniki i jeszcze raz silniki.

Rzeczywiście, silniki zazwyczaj pochłaniają lwią część budżetu. Honda wydała na nie w zeszłym roku — prawdopodobnie aż 250 mln dolarów, co stanowiło 65 proc. budżetu tego zespołu. Podobne sumy pochłonęły silniki Toyoty, Ferrari i McLarena. Renault przeznaczył na ten cel 125 mln dolarów. W zasadzie tylko Cosworth przeciwstawił się temu zakupowemu szaleństwu, konstruując jednostkę napędową (spełniającą wszystkie wymagania i nieodstającą od osiągnięć konkurencji) za niespełna 15 mln dolarów.

„Kolejne spore pieniądze, około 20 proc. budżetu, idą na aerodynamikę. Największe zespoły mają przynajmniej dwa tunele aerodynamiczne, z których każdy kosztuje ponad 40 mln dolarów. I to jeszcze zanim zacznie się z niego korzystać. (…) Koszty eksploatacji wynoszą rocznie ponad 20 mln dolarów” — podaje „F1 Racing”.

Kolejne miliony dolarów pochłaniają badania (oczywiście inne niż silników i aerodynamiki). Na jeden sezon zespoły budują kilka zestawów podwozia, z których każdy kosztuje 0,5 tys. dolarów. Do tego dochodzą koszty eksploatacji — w sumie 40 mln dolarów na sezon. Nie mniej idzie na pensje dla członków zespołu. Duże zatrudniają nawet tysiąc osób. Co to oznacza? Następne 40 mln dolarów rocznie.

Red Bull sprawił, że sumy przeznaczane na wypłaty sięgnęły nowego pułapu. Wydano ogromne kwoty, by upolować najlepszych projektantów, inżynierów i mechaników. Adrian Newey otrzymuje wynagrodzenie w wysokości 10 mln dolarów, czyli tyle, ile Jaguar Racine, poprzednik zespołu, przeznaczał na wypłaty dla wszystkich pracowników.

Osobną składową budżetu są pensje dla kierowców. Ile zarabiają? To tajemnica. Nieoficjalnie mówi się, że kominy płacowe siegają w F1 absurdu. Kimi Raikkonen zarabia ponoć w Ferrari 51 mln dolarów rocznie, a jego kolega po fachu z Super Aguri — Anthony Davidson — mniej niż milion.

Wcale nie najmniejszą część budżetu pochłaniają wydatki na podróże i zakwaterowanie. Niektóre zespoły wybierają pięciogwiazdkowe hotele i loty w klasie biznesowej. Wtedy wydają nawet 10 mln dolarów. Kolejne 15 mln dolarów pochłaniają poszukiwania sponsorów i organizowane przez zespoły imprezy. Zorganizowana w tym roku prezentacja McLarena w Walencji kosztowała zapewne około 10 mln dolarów, choć większość zespołów na prezentacje przeznacza około 200 tys. dolarów.

Droga jest również organizacja Grand Prix. Przekonali się o tym Niemcy‚ którzy między innymi z powodów finansowych musieli zrezygnować z dwóch wyścigów w jednym roku.

Dotąd, by obliczyć wydatki podczas weekendu‚ operowano szacunkowymi danymi kosztów. Jednak ostatnio dziennikarze czasopisma „Sport Business Magazine” dotarli do ściśle tajnej listy‚ która zdradza, ile kosztuje organizacja Grand Prix Formuły 1.

Jak się okazało, organizatorzy wyścigu o wielką nagrodę Chin nie tylko wydali najwięcej na budowę toru (całkowity koszt obiektu wraz z infrastrukturą to rekordowe 600 mln euro). Muszą także co roku wykładać niebagatelną sumę 21,7 mln euro na organizację wyścigu.

Drugie miejsce na liście zajmują ex aequo Grand Prix Turcji i Bahrajnu. W tych krajach całkowity koszt wyścigowego weekendu nie przekracza 18‚2 mln euro. Okazuje się‚ że najtańsze są wyścigi organizowane w obu Amerykach i w Australii. Zawody w USA ‚ Kanadzie‚ Brazylii i Melbourne kosztują tylko 13 mln euro.

Po co się ścigają

Formuła 1 to cykl najbardziej prestiżowych wyścigów samochodowych na świecie. Każde eliminacje ogląda na żywo przynajmniej 100 tys. osób lub jak wolą sponsorzy — przyszłych klientów. Ile zasiada przed telewizorami? Trudno oszacować. Formuła 1 została nazwana operą mydlaną świata sportu, gdyż odbywa się w egzotycznych miejscach, związane są z nią duże pieniądze i sławni ludzie. Podczas Grand Prix można spotkać też wiele sławnych osobistości ze świata muzyki, filmu i polityki. Wyścigi to doskonała okazja do testowania nowych rozwiązań, które być może w przyszłości trafią do seryjnych aut. Bywa, że tor F1 jest okazją do zamanifestowania poglądów i deklaracji działań.

W sezonie 2007 r. na pojeździe zespołu Honda Racing F1 Team zamiast reklam i logo sponsorów umieszczony zostanie duży obraz Ziemi składający się z nazwisk.

Dzięki stronie www.myearthdream.com każdy może umieścić swoje nazwisko na bolidzie, tym samym składając deklarację zmiany stylu życia w celu poprawy stanu środowiska i przekazania dotacji organizacji charytatywnej działającej na rzecz ochrony środowiska.

— Zmiany klimatyczne stanowią jeden z największych problemów, z jakimi boryka się nasza planeta. Dotyczy on również Formuły 1. F1 może odegrać ważną rolę w rozwijaniu technologii mogących w długim okresie działać na korzyść społeczeństwa. Na przykład, do 2009 r. w bolidach instalowane będą urządzenia odzyskujące energię — mówi Nick Fry, dyrektor generalny Honda Racing F1 Team. n

Możesz zainteresować się również: