W piekle komfortu

opublikowano: 17-09-2018, 22:00

Lepszy niedosyt niż przesyt — oto mantra kolekcjonerów przyjemnych wrażeń, doznań i doświadczeń

Woda mineralna z wyciągiem z żeń-szenia, kawior na śniadanie, termofory obszyte futrem z norek? A może pakiet de lux: polowanie na słonia w Kenii, lot kosmiczną taksówką i lekcje golfa pobierane na pełnym morzu? W żadnej innej epoce nie było tak łatwo sobie dogadzać. No, ale w czym problem? Dodatni bilans przyjemności to jedna z najstarszych koncepcji szczęścia. Żyj tak, aby suma miłych momentów przewyższała sumę chwil przykrych. Jest to jakiś pomysł. Tylko dlaczego hedoniści są tacy zblazowani i smutni? Nadużycie nie jest argumentem przeciwko właściwemu użyciu — głosi starożytna maksyma. Nie w przyjemnościach tkwi problem, ale w ich intensywności, dawce i sposobie osiągania. Nie cenimy tego, co przychodzi zbyt łatwo — oddziel miłe doznania od wysiłku, a przestaniesz się nimi cieszyć.

Dozujmy sobie luksusy, rozkosze i wygody. Maksymalizacja przyjemności kończy
się poczuciem pustki, nudą i zblazowaniem.
Zobacz więcej

W MIARĘ:

Dozujmy sobie luksusy, rozkosze i wygody. Maksymalizacja przyjemności kończy się poczuciem pustki, nudą i zblazowaniem. Fot. Fotolia

Niekończący się orgazm. „Umiarkowanie jest przyprawą rozkoszy” — twierdził Montaigne. Dzisiaj mówimy, że mniej znaczy więcej. Angielski pisarz C.S. Lewis piętnował „obżarstwo delikatesowe, nie obżarstwo nadmiaru”. Chyba jednak lepiej trochę powybrzydzać niż rzucać się bez skrępowania na każdy smakołyk, trunek i obiekt seksualny. Żarłok, opilec i erotoman jakości już nie czują.

Życie składa się z odpoczynku i pracy, beztroski i powagi, radości i zmartwień, a szczęście to doświadczenie kontrastu. Tradycyjne społeczności doskonale to rozumieją. Dlatego czas zabaw przeplatają okresem wyrzeczeń. U nas trwa niekończący się karnawał, bo nic nie może zatrzymać rozpędzonych kół komercji,masowej rozrywki i show-biznesu. Ale co to za karnawał, jeśli nie poprzedza go choćby krótki post? Jak czerpać radość z jedzenia, kiedy nigdy nie jesteśmy głodni? Albo z seksu, gdy jest go za dużo? Długo pobudzane nerwy tracą wrażliwość. „Podobnie jak u narkomana wykształca się odporność na działanie zażywanych substancji i aby osiągnąć taki sam efekt, potrzebuje coraz większych dawek, tak i u nas wykształciła się obojętność wobec niezwykłych wydarzeń” — ubolewa Richard Winter, amerykański psycholog.

Niemożność osiągnięcia euforii za pomocą zwykłych podniet może nas rzucić w objęcia nałogu. Alkohol i narkotyki stymulują silniej niż naturalne nagradzanie. Jeśli smaczny befsztyk podnosi poziom dopaminy zwanej hormonem szczęścia o 150, to kokaina — o 1000 proc. „Weź najlepszy orgazm i pomnóż go przez tysiąc, a jeszcze będzie mało” — tak działanie heroiny opisuje narkoman w filmie „Transpotting”. Sęk w tym, że uzależnienie wyklucza prawdziwą błogość. Jeśli rzucić się w wir uciech, to w sposób wolny. „Jak przyjemnie jest palić, kiedy można się bez tego obejść! Pić, kiedy nie jest się niewolnikiem alkoholu! Kochać się, kiedy nie jest się niewolnikiem swojej żądzy” — głosił francuski filozof August Comte-Sponville. Neurobiolodzy już dawno odkryli, gdzie w mózgu rodzi się rozkosz. Ośrodek ten nazwali układem nagrody. Część uczonych uważa, że trafniejszym określeniem byłby układ oczekiwania, bo odpowiednie neurony reagują nie tyle na miły bodziec, ile na jego przedsmak. Potwierdzeniem jest doświadczenie z karmieniem małp. Swoista „dźwignia przyjemności” w głowach zwierzaków podnosi się w momencie, gdy sygnalizuje się im, choćby przez zapalenie lampki, szybkie dostarczanie pokarmu. Gdy kilka minut później dostają jabłko, pobudzenie w komórkach nerwowych opada.

Naprawdę nie chodzi o to, by złapać króliczka, lecz aby go gonić. Borwin Bandelow, niemiecki psychoterapeuta, opowiada o młodym mężczyźnie, który poznał dziewczynę na imprezie studenckiej. Podczas tańca dążył do tego, by ich wargi się spotkały. Dopiął swego. Później przyznał się, że największej ekscytacji doznał na chwilę przed pierwszym nieśmiałym pocałunkiem. Za najpiękniejszy uznał moment, gdy nie był pewny, czy partnerka odwzajemni jego uczucie.

Pułapka szczęścia. Wyższość pragnienia, tęsknoty i dążeń nad zaspokojeniem ma też ciemną stronę. Skłania do zachowań ryzykownych i hazardu. Entuzjaści gier losowych wcale nie liczą na wygraną, lecz na to, że w krótkim czasie — między kupnem losu a poznaniem wyników loterii — doświadczą przypływu hormonów szczęścia. Borwin Bandelow doświadczył tego na własnej skórze, gdy pewnego razu kupił w kiosku zdrapkę za 2 EUR. Odkrył dwa pola, które obiecywały, że się wzbogaci o 25 tys. EUR. Kiedy zdrapał trzecie pole i stało się jasne, że znów obejdzie się smakiem, nie przeżył rozczarowania. Był wdzięczny Bogu za krótkotrwały entuzjazm związany z niepewnością i oczekiwaniem. Tyle że on za poprawę humoru zapłacił symboliczną kwotę. Inni nie umieją się pogodzić z przegraną, grają dalej i tracą miliony.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / W piekle komfortu