W polityce transakcyjnej nie ma miejsca na sentymenty

Marek ChądzyńskiMarek Chądzyński
opublikowano: 2025-03-16 20:00

Taryfy ulgowej nie będzie. Tak można chyba skwitować to, co się stało w ostatnich dniach wokół planów wprowadzenia podatku cyfrowego w Polsce i amerykańskiej reakcji na nie. Nowy rząd w USA nie będzie bezczynnie patrzył, jak jakiś kraj w Europie Środkowej przymierza się do wprowadzenia niekorzystnych rozwiązań dla amerykańskich big techów i Elona Muska w szczególności. Nawet jeśli ten kraj to najwierniejszy sojusznik Stanów Zjednoczonych w Europie.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Ledwie wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski zapowiedział przygotowanie modelu podatku cyfrowego, a już Tom Rose, amerykański ambasador in spe w Warszawie, uznał za stosowne wydać publiczne ostrzeżenie. „Niezbyt mądre! Samoniszczący podatek, który zaszkodzi tylko Polsce i jej relacjom z USA. Prezydent Trump również się zrewanżuje. Anulujcie podatek, aby uniknąć konsekwencji!”, napisał Rose na platformie X.

Kandydat na ambasadora zareagował w ten sposób (nieco nerwowo) na wpis (po polsku) z oficjalnego konta Lewicy. Post był utrzymany w konfrontacyjnym tonie (wobec amerykańskich big techów) i okraszony zdjęciem uśmiechniętego wicepremiera Gawkowskiego na tle czarnobiałej fotografii Elona Muska.

Właśnie to zdjęcie zwróciło zapewne uwagę przyszłego ambasadora i dlatego postanowił interweniować. Elon Musk to właściciel platformy X, firmy Space-X, wysyłającej rakiety w kosmos i żyjącej z kontraktów z amerykańskim rządem, oraz Tesli produkującej samochody elektryczne, za którą ostatnio ujął się sam Donald Trump. Cieszy się w amerykańskiej administracji niespotykaną pozycją - kieruje pracami DOGE (skrót od Department of Government Efficiency – Deparatmentu Efektywności Rządu) i ma bezpośredni dostęp do ucha prezydenta, co daje mu dużą władzę.

Na tyle dużą, że amerykańscy urzędnicy w ciągu kilku dni wsparli go publicznie dwukrotnie w sprawach dotyczących bezpośrednio Polski. Wpis Toma Rose'a nie jest przecież jedynym przykładem, wcześniej doszło do wymiany zdań między Muskiem, ministrem spraw zagranicznych Radosławem Sikorskim i sekretarzem stanu USA Marco Rubio. Tu też ten ostatni pospieszył Elonowi Muskowi z pomocą po tym, jak szef polskiego MSZ wytknął właścicielowi X, że to z Polską ma umowę na udostępnienie Starlinków, a nie z Ukrainą. Elon Musk pisał bowiem, że Starlinki to kręgosłup ukraińskiej armii. „Cała ich linia frontu by się załamała, gdybym go wyłączył”, stwierdził.

No ale umówmy się: nie po to Elon Musk wyłożył miliony dolarów na kampanię prezydencką obecnego lokatora Białego Domu, by nic z tego nie mieć. Nie po to szefowie największych amerykańskich big techów wpłacili po milion dolarów na inaugurację prezydentury Donalda Trumpa i nie po to złożyli w hołdzie lennym swoje wcześniejsze zasady, jak moderację treści na własnych platformach czy wskazywanie popieranego kandydata w posiadanych przez siebie mediach, by teraz dać się ignorować. Powoli firmy technologiczne rosną w siłę, a ich pozycja zaczyna przypominać miejsce zajmowane przez banki w amerykańskiej gospodarce przed kryzysem 2008 r. Lada moment staną się zbyt wielkie, by upaść, gdy ich rola zostanie ugruntowana przez ścisły sojusz z polityką.

Rząd w Warszawie oczywiście musi zdawać sobie z tego sprawę. Dowód to lawirowanie, jakie nastąpiło po ostrzeżeniu Toma Rose’a. Z jednej strony „żaden ambasador nie będzie nam ustalał podatków”, ale z drugiej „trwają analizy” i w ogóle to najpierw musi dojść do uzgodnień na poziomie OECD. Niby „nie zamierzam się wycofywać”, ale jednocześnie „te podatki nałożymy, a może nie nałożymy”.

Polskie władze muszą być zresztą w tej sprawie wyjątkowo ostrożne, bo regulacyjny gen Unii Europejskiej, w szczególności w dziedzinie technologii i podatków, działa na administrację Donalda Trumpa – i samego prezydenta – jak czerwona płachta na byka. Bez znaczenia będzie to, że polscy żołnierze walczyli u boku Amerykanów w Iraku i w Afganistanie. A Amerykanie są najbardziej lubianym przez Polaków narodem na świecie. W polityce transakcyjnej nie ma sentymentów.

Możesz zainteresować się również: