PKP dają zarobić na zużytym taborze głównie złomiarzom. Samorządy i prywatni przewoźnicy chcieliby jeździć, ale nie mają czym.
„Pomorski Zakład Przewozów Regionalnych w Gdyni ogłasza konkurs ofert na sprzedaż złomu wagonowego” — taki komunikat można przeczytać na stronie internetowej PKP PR. Do sprzedaży: 7 piętrowych wagonów o masie około 30 ton. Cena wywoławcza: 64 tys. zł. Podobnych przetargów na złomowanie taboru pasażerskiego jest znacznie więcej. Teoretycznie mogliby wziąć w nich udział samorządy, albo prywatni przewoźnicy tacy, jak Koleje Nadwiślańskie, którzy pilnie potrzebują wagonów. Jednak nic z tego. W warunkach przetargu za każdym razem znajduje się bowiem zastrzeżenie, że oferowany tabor nie może być wykorzystany do prowadzenia dalszych przewozów.
— To są wagony zniszczone, które ze względów bezpieczeństwa absolutnie nie nadają się do dalszej eksploatacji — twierdzi Łukasz Kurpiewski, rzecznik PKP PR.
Tyle że o ich przydatności nie decyduje Urząd Transportu Kolejowego albo Kolejowy Dozór Techniczny, ale wewnętrzna komisja złożona z ekspertów z zakresu utrzymania taboru.
Oprócz oferowanych w przetargach na złom wagonów, żywe zainteresowanie samorządów i prywatnych przewoźników budzi też nieużywany, przeznaczony do kasacji tabor, na którego modernizację PKP PR nie mają pieniędzy. Ile go jest — nie wiadomo, bo właściciel nie podaje danych na ten temat.
— Nie mamy żadnych nadwyżek taboru — twierdzi Łukasz Kurpiewski.
Według szacunków Piotra Kaźmierowskiego, redaktora naczelnego branżowego kwartalnika „Transport i Komunikacja”, na naprawę rewizyjną czeka co najmniej 15-20 proc. wagonów należących do PKP PR. Z oficjalnym zapytaniem o dokładną liczbę nieużywanego taboru wystąpiło ostatnio do Przewozów Regionalnych resort transportu.
— Liberalizacji rynku nie da się zatrzymać. Jeśli PKP PR nie wyciągną wniosków z doświadczeń przewoźników towarowych, zostaną wkrótce z mnóstwem wagonów, których nikt nie będzie chciał kupić. Dwa lata temu PKP Cargo nie chciały sprzedawać swojego taboru innym przewoźnikom, obawiając się konkurencji. Teraz mają kłopot z jego zbyciem, bo dotychczasowi chętni sprowadzają zużyty tabor z innych krajów europejskich — uważa Adrian Furgalski, analityk rynku kolejowego z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.
Jego zdaniem sposobem na uzdrowienie sytuacji jest powołanie pięciu kompanii samorządowych i utworzenie na bazie PKP PR spółki taborowej, do której weszłyby wszystkie lokomotywy i wagony pasażerskie. Mogłaby zaciągać kredyty pod posiadany tabor, modernizować go, kupować nowy i użyczać go na określonych zasadach innym przewoźnikom.