Walka będzie ostra

Bartosz Krzyżaniak
opublikowano: 30-08-2006, 00:00

Przedsiębiorcy boją się, że za zwiększenie wydatków socjalnych w przyszłym roku zapłacą wyższymi podatkami.

Do końca września rząd ma czas na przesłanie do Sejmu projektu przyszłorocznego budżetu. Przedsiębiorcy i ekonomiści spodziewają się w najbliższych tygodniach ostrej walki politycznej o to, by wyszarpnąć dla resortów reprezentowanych przez poszczególne ugrupowania koalicyjne jak najwięcej pieniędzy. Na razie rząd twardo obstaje przy utrzymaniu 30-miliardowego deficytu, ale nawet jeśli kwota ta się nie zwiększy, nie brak obaw o kształt budżetu.

— Papier jest cierpliwy, ale naszym zdaniem rzeczywisty deficyt będzie większy. To przeświadczenie wynika z oficjalnych deklaracji koalicjantów, zwłaszcza Samoobrony i LPR. Spodziewam się, że albo część mniej popularnych wydatków zostanie zamieciona pod dywan, albo pojawią się próby łatania dziury na siłę, przez wzrost fiskalizmu. W najbliższych tygodniach usłyszymy o nowych pomysłach na wzrost dochodów państwa — uważa Bogusław Piwowar, dyrektor Instytutu Lobbingu Business Centre Club.

Jeśli rząd — jak deklaruje — przedstawi budżet z 30 mld zł deficytu, posłowie nie będą mogli go zmienić. Problem jednak w tym, że rząd i posłowie mogą założyć wyższe dochody budżetu, dzięki czemu, nie zmieniając deficytu, uda się zwiększyć planowane wydatki.

— Takie ryzyko istnieje. Spowodowałoby ono jeszcze większe napięcia w budżecie. W razie spowolnienia gospodarczego, niezależnego od nas (osłabienie koniunktury w USA i w strefie euro, szok na rynku ropy etc.) prognoza większych dochodów może się nie spełnić — uważa Łukasz Tarnawa, główny ekonomista PKO BP.

Mogą pojawić się też problemy z wydatkami, np. w razie mniej optymistycznego rozwoju sytuacji na rynku pracy potrzeby związane ze świadczeniami na ten cel się zwiększą, co utrudni utrzymanie się w 30-miliardowych ryzach deficytu.

— Im bardziej zwiększone będą wydatki i dochody, tym większe stanie się ryzyko pośliźnięcia się w ciągu roku — uważa ekonomista PKO.

Małgorzata Krzysztoszek, dyrektor departamentu eksperckiego Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan zwraca uwagę, że nie tylko wysokość wydatków (planowanych wstępnie na 243,1 mld zł) jest ważna, lecz także ich struktura, która może się pogorszyć.

— Już dziś jest niepokojąca. W 2006 r. wydatki sztywne przekraczają 73 proc. wydatków ogółem. W budżecie na 2007 r. trzeba uwzględnić stare i nowe (wynikające z powziętych przez obecny rząd i parlament decyzji legislacyjnych) potrzeby. Chodzi np. o przeznaczenie 18 proc. wpływów z akcyzy na paliwa na dofinansowanie infrastruktury, wydłużenie urlopów macierzyńskich czy dodatki z tytułu urodzenia dziecka — tłumaczy Małgorzata Krzysztoszek.

Jej zdaniem zwiększanie wydatków na cele socjalne to przejadanie rezultatów wzrostu gospodarczego. Nie zwiastuje ono niczego dobrego: utrzymujący się deficyt i wynikające z tego narastanie długu publicznego grożą wzrostem podatków.

— Wydatki przewyższające dochody można zaakceptować tylko wtedy, gdy idą na inwestycje wspierające rozwój gospodarki. Pytanie, czy dla rządu będą one ważniejsze od bieżących priorytetów — zastanawia się ekspert Lewiatana.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartosz Krzyżaniak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu