Powrót krajów strefy euro do walut narodowych przyniósłby chaos, większość państw Unii Europejskiej wpadłaby w recesję. Dla Polski zasilanie gospodarki spadłoby w najlepszym razie do cieniutkiego strumyka. W efekcie zostałyby zatrzymane inwestycje, gdyż zagraniczny kapitał przestałby napływać, a nasz eksport zmniejszyłby się o kilkadziesiąt procent.
Polska wpadłaby w wieloletnią recesję. Zamiast perspektywy wejścia do Eurolandu mielibyśmy do czynienia z kilkunastoma walutami, których kursy skakałyby jak pchły, bo sytuacja gospodarcza byłaby niepewna. Banki ograniczałyby możliwość kredytowania biznesu i sytuacja sprzed dwóch, trzech lat jawiłaby się nam jako okres pomyślności i dynamicznego rozwoju.
Może wystarczy tych opartych na realnych podstawach prognoz. Każdy rozsądny menedżer liczy, że politycy strefę euro jednak ocalą. Każdy polityk zaś, który w tym przeszkadza, źle życzy swojemu krajowi i całej europejskiej, a nawet światowej gospodarce.