Widmo ratingów krąży nad GPW

Kamil Kosiński
opublikowano: 28-11-2017, 22:00

Kolejne nowe otwarcie za nami. Na same oceny wiarygodności kredytowej trzeba jednak będzie poczekać rok, a na ocenę ich przydatności jeszcze dłużej

Trzech prezesów, dwóch członków rady nadzorczej oddelegowanych do czasowego sprawowania funkcji prezesa i żadnej oceny ratingowej. Tak wygląda bilans prawie czterech lat istnienia Instytutu Analiz i Ratingu.

To spółka zależna Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) powołana, gdy prezesem tej ostatniej był Adam Maciejewski. Instytut miał wydawać oceny wiarygodności kredytowej emitentów obligacji korporacyjnych — tak samo jak robią to Fitch, Moody’s, Standard & Poor’s, ale z naciskiem na polskie małe i średnie firmy, dla których zagraniczne agencje są za drogie. W grudniu 2016 r. prof. Małgorzata Zaleska, ówczesna prezes GPW, zapowiedziała przekształcenie instytutu w Polską Agencję Ratingową.

— Znaczącym osiągnięciem jest uzgodnienie porozumienia dotyczącego utworzenia polskiej agencji ratingowej we współpracy z Polskim Funduszem Rozwoju (PFR) i Biurem Informacji Kredytowej (BIK) — twierdziła prof. Małgorzata Zaleska, zapowiadając jednocześnie, że niedługo dojdzie do uroczystego podpisania porozumienia dotyczącego powołania agencji.

„Niedługo” ziściło się niemal po roku. Porozumienie podpisali wczoraj prezes giełdy Marek Dietl, prezes PFR Paweł Borys i prezes BIK Mariusz Cholewa. — Jestem przekonany, że przez podpisanie porozumienia projekt agencjinabierze realnych kształtów — zapewnia Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju.

Dane płynące z banków

Agencja ma rozpocząć działalność operacyjną w drugiej połowie 2018 r. Termin pojawienia się ratingów zależy od procesu rejestracji w Europejskim Urzędzie Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych (ESMA). Planowanym terminem publikacji pierwszych ocen wiarygodności kredytowej jest przełom lat 2018 i 2019.

W strukturze własnościowej agencji po jednej trzeciej udziałów będą miały GPW, PFR i BIK. Taka konstrukcja ma zdjąć z instytucji odium konfliktu interesów związanego z ewentualnym ocenianiem emitentów przez samą giełdę. Udział BIK, którego właścicielami jest 10 banków i Związek Banków Polskich, ma zaś sprawić, że oceny wydawane przez agencję nabiorą odpowiedniej wagi gatunkowej.

— Szeroki dostęp do danych grupy BIK powoduje, że ratingi mogą być bardzo wysokiej jakości. Banki przesyłają dane do BIK dwa razy w tygodniu, a w przypadku ratingów ważne jest nie tylko samo nadanie oceny, ale również bieżące monitorowanie kondycji podmiotów ocenianych — podkreśla Mariusz Cholewa, prezes Biura Informacji Kredytowej. Cena za usługę nadania ratingu ma być niższa niż kilkaset tysięcy złotych, co ma powodować, że samo nadanie ratingu nie podwyższy kosztów finansowania przez obligacje. W założeniu ma go nawet obniżyć i tym samym poszerzyć rynek obligacji korporacyjnych.

— Warto także pamiętać o tym, że polski kapitałowy rynek długu mimo dynamicznego rozwoju wciąż ma ogromny,niewykorzystany jeszcze potencjał. Nasza agencja może pomóc w jego uwolnieniu. Uwiarygodniając emitentów w oczach inwestorów, przyczyni się ona do zwiększenia płynności na rynku obligacji oraz wzrostu jego efektywności — twierdzi Marek Dietl, prezes Giełdy Papierów Wartościowych.

— Na rynku obligacji wyodrębnimy segment, który roboczo można nazwać premium. Będzie grupował emitentów posiadających rating. Oczywiście będzie to dotyczyło posiadaczy ratingu wszystkich liczących się agencji. Jesteśmy przekonani, że docenią to również inwestorzy instytucjonalni — dodaje Jacek Fotek, wiceprezes GPW.

Wiarygodność wymaga czasu

Na rynku istnieje firma Eurorating i nawet lokalnie trudno ją określić mianem polskiego Fitcha, Moody’sa czy S&P. Rafał Śmigórski, partner w firmie audytorsko-doradczej Grant Thornton, zwraca więc uwagę, że kluczowa będzie wiarygodność nowego wydawcy ratingów. — Wydaje się, że wiarygodność projektu związanego z GPW będzie większa, ale obawy o to, czy nowy rating będzie brany na poważnie, na pewno są. Wszystko będzie zależało od szczegółów. Warto jednak kibicować tego typu przedsięwzięciom — zaznacza Rafał Śmigórski.

Wstrzemięźliwi w ocenach są też inwestorzy. — Zakładam, że agencja będzie wykonywać oceny ratingowe, na końcu których będzie zrzekać się jakiejkolwiek odpowiedzialności za podejmowane na ich podstawie decyzje inwestycyjne. Z punktu widzenia zarządzającego funduszem i tego, w którą stronę zmierzają przepisy europejskie, jest to największy problem, ponieważ każde TFI i tak będzie musiało nadać emitentom swój rating. Poza tym, gdy się nie ponosi odpowiedzialności, to twórcy z czasem się demotywują i raporty stają się sztampowe. Zakładam więc, że będą pomocne głównie inwestorom indywidualnym — komentuje Dariusz Lasek, członek zarządu Skarbiec TFI i długoletni zarządzający funduszami obligacji. Przedstawiciel środowiska drobnych inwestorów rzeczywiście jest bardziej optymistyczny.

— Problemem jest brak tzw. pokrycia analitycznego spółek, które mają zbyt małą kapitalizację, by biurom maklerskim opłacało się nimi zajmować. Od pokrycia analitycznego niedaleko do ratingu, bo jest to przecież jakaś emanacja przebadania spółki. Inwestorowi indywidualnemu trudno samodzielnie przeanalizować spółkę. Musi opierać się na jakiejś syntezie. Nie mówię, że rating to remedium na ryzyko, ale kolejna składowa do oceny inwestycji. Gdybym miał do wyboru dwa podmioty z tej samej branży i o podobnej wielkości, ale tylko jeden z ratingiem, to wolałbym postawić na ten z ratingiem — mówi Jarosław Dominiak, prezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych.

Przedstawiciele dużych i małych inwestorów zwracają przy tym uwagę, że istotne jest to, w jakiej formie będą upubliczniane ratingi. Mogą to być po prostu same oceny (np. BBB), mogą oceny ze skrótowym opisem, co do nich doprowadziło, mogą wreszcie pełne raporty. — Taka analiza zawsze będzie ciekawa, bo można ją zestawić z własnymi przemyśleniami — zaznacza Dariusz Lasek. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Widmo ratingów krąży nad GPW