Wielkie szanse małych przedsiębiorstw

Dwanaście regionalnych gal towarzyszących rankingowi „Gazele Biznesu 2016” było okazją do poznania ich planów, bolączek oraz potrzeb. Pora na podsumowania i wnioski

Dla dziennikarzy i redaktorów „Pulsu Biznesu” jesień i zima to nie czas marazmu, lecz okres wytężonej pracy, a dla niektórych również intensywnego podróżowania po kraju. To wtedy opracowujemy ranking „Gazele Biznesu”, a potem wędrujemy po Polsce, by spotkać się ze zwycięzcami i wręczyć im pamiątkowe certyfikaty. Tegoroczny cykl gal już za nami, więc aby podsumować to, czego dowiedzieliśmy się w ich trakcie, zaprosiliśmy do redakcji osoby wspierające nasz projekt: Piotra Galasa, dyrektora departamentu klienta korporacyjnego w PKO BP, Katarzynę Grysińską, dyrektor do spraw klientów strategicznych w PZU, Adama Łąckiego, prezesa Krajowego Rejestru Długów (KRD), oraz Henryka Czyża, wiceprezesa DPD. Debatę poprowadził Wojciech Kowalczuk, redaktor „Pulsu Biznesu” odpowiedzialny za ranking „Gazele Biznesu” i towarzyszące mu wydarzenia.

Zobacz więcej

WOŁANIE O WSPÓŁPRACĘ: Zebrani podczas debaty zgodnie stwierdzili, że nie tylko MŚP zależą od dużych przedsiębiorstw, lecz zarówno mali, jak i duzi gracze rynkowi są na siebie skazani i od ułożenia sobie współpracy między nimi zależy m.in. stopień innowacyjności polskiej gospodarki. Grzegorz Kawecki

— „Gazele Biznesu” to ranking skupiający najbardziej dynamicznie rozwijające się małe i średnie przedsiębiorstwa. Jego integralną część stanowi cykl 12 spotkań w największych miastach Polski, podczas których nie tylko wręczamy nagrody zwycięzcom, lecz także rozmawiamy z nimi o ich największych problemach i wyzwaniach oraz nadziejach na przyszłość — mówił Wojciech Kowalczuk.

Zatory z tradycjami

Przedstawiciele sektora MŚP, którzy brali udział w kolejnych galach Gazel Biznesu, sporo mówili o utrudnieniach, jakie na co dzień spotykają na swojej drodze. Jednym z większych są przytrafiające się im problemy z wypłacalnością kontrahentów. Prezes KRD, który przygląda się temu problemowi w najszerszej perspektywie, widzi zatory płatnicze jako główną przyczynęzbyt małej ilości inwestycji dokonywanych przez polskie przedsiębiorstwa.

— Zbierane przez nas od wielu lat dane pokazują, że firmy małe, średnie i mikro najczęściej są ograniczane przez zatory płatnicze. Przy tym firmy średnie nieco lepiej radzą sobie z tym problemem, bardziej natomiast narzekają na niestabilność naszego prawa. Ale to zatory płatnicze w dużej mierze odpowiadają za niski wskaźnik inwestycji w naszym kraju (10,7 proc. PKB, przy europejskiej średniej wynoszącej około 17 proc.). Tymczasem, by dogonić dobrostan krajów zachodnich, musimy dużo więcej inwestować — podkreślał Adam Łącki. Z badań przytoczonych przez prezesa KRD wynika, że zatory płatnicze powodują nie tylko brak inwestycji, lecz także zmuszają mniejszych przedsiębiorców do zmniejszenia zatrudnienia, ograniczania zarobków oraz działalności w ogóle.

— Warto przy tym zauważyć, że brak wypłacalności jednej firmy bardzo często powoduje zator płatniczy w kolejnej, której ta pierwsza nie może zapłacić należności. Tak powstaje łańcuch niewypłacalności — zauważył Adam Łącki. Skąd tak wielkie problemy z pieniędzmi, skoro firmy od jakiegoś czasu mówią o braku potrzeby zaciągania kredytów na inwestycje, często realizując je z własnych pieniędzy?

— Zatory płatnicze w Polsce mają długą tradycję. Bierze się to choćby z niedającej się wyplenić niechęci przedsiębiorców do zaciągania kredytów obrotowych. Wiele firm, kiedy brakuje im pieniędzy na zapłacenie należności, po prostu przeciąga terminy, czasem do momentu, aż do ich drzwi zapuka windykator — skomentował Piotr Galas. Tymczasem sposobem na unikanie ryzyka związanego z prowadzeniem działalności gospodarczej, choćby właśnie z niewypłacalnością, są ubezpieczenia.

— Małe i średnie firmy zaczynają coraz częściej myśleć o ubezpieczaniu swojej działalności, co świadczy o rozwoju tego sektora. Ubezpieczyciele oferują im różne narzędzia do walki z zagrożeniami, np. wszelkiego rodzaju gwarancje ubezpieczeniowe, które pomagają w obrocie. Niestety tego typu rozwiązania są głównie kierowane do średnich przedsiębiorstw, niewiele jest na naszym rynku takich narzędzi, na które mogą sobie pozwolić najmniejsze firmy. To akurat szansa do wykorzystania dla sektora ubezpieczeniowego — mówiła Katarzyna Grysińska.

Ścieżki ekspansji

Po rozmowach z przedstawicielami najlepszych polskich małych i średnich firm łatwo wskazać czynnik, który stanowi największą szansę na ich gwałtowny rozwój. Jest nim e-commerce.

— W tym obszarze mogą działać z sukcesem zarówno wielcy, międzynarodowi gracze, jak i najmniejsze przedsiębiorstwa, nawet jednoosobowe. Rozwój rynku e-commerce jest nie do zatrzymania, a Polska ma jeszcze w tym względzie sporo do nadrobienia w stosunku do Zachodu, co stanowi szansę dla rodzimych firm. Ci spośród małych i średnich przedsiębiorców, którzy nie prowadzą działalności w internecie, tracą możliwość gwałtownego przyspieszenia rozwoju swojego biznesu — zaznaczył Henryk Czyż.

Kolejną szansą na rozwój dla MŚP jest ekspansja zagraniczna. Wiele Gazel Biznesu podkreślało, że Polska to dla nich za mały rynek, z różnych względów — z powodu jego rozmiaru, sezonowego charakteru, a także ambicji samych przedsiębiorców. Wiele firm odważyło się na ekspansję zagraniczną, wiele planuje taki krok. Jednak to zarówno szansa, jak i zagrożenie. Na prowadzących i planujących działalność zagraniczną czeka ogrom wyzwań, np. związanych z finansowaniem działalności za granicą.

— Warto zaznaczyć, że przy wchodzeniu na obce rynki trzeba mieć naprawdę dobry pomysł, a niekoniecznie pieniądze. Dobry pomysł z pewnością sfinansuje jakaś instytucja. Kluczowa jest czujność i zabezpieczanie transakcji. Niestety, niektórzy przedsiębiorcy tracą głowę, kiedy zaczynają prowadzić działalność poza granicami kraju. Pamiętam np. takie przypadki, że polski przedsiębiorca godził się, by jego kontrahent zagraniczny dostawał gwarancję dobrego wykonania na 100 proc. wartości kontraktu, co jest niewykonalne i daje szansę tamtej stronie na doprowadzenie do upadłości polskiego przedsiębiorcy. Zalecamy tutaj korzystanie z narzędzi bankowych, które zabezpieczają przedsiębiorców przed takimi błędami — tłumaczył Piotr Galas. Ostatnio polscy przedsiębiorcy, być może nauczeni na błędach pionierów międzynarodowychekspansji, coraz większą wagę przykładają do zabezpieczania swoich działań.

— Rośnie liczba ubezpieczeń wykupowanych przy okazji przedsięwzięć zagranicznych. Ubezpieczyciel tak naprawdę może zabezpieczyć każdy aspekt działalności zagranicznej swojego klienta, tak samo jak na rynku krajowym. Istotne jest takie ułożenie relacji z klientami, którym zabezpieczamy działalność krajową, by przyszli do nas z prośbą o poradę jeszcze przed rozpoczęciem ekspansji zagranicznej. Taka konsultacja może uratować firmę przed porażką i upadkiem — radziła Katarzyna Grysińska. Uczestnicy debaty, którzy wcześniej zwrócili uwagę na polską tendencję do tworzenia łańcuchów zatorów płatniczych, podkreślali, że również w handlu zagranicznym obowiązują odroczone terminy zapłaty, które stanowią częste powody niewypłacalności przedsiębiorców.

— Z naszych badań wynika, że około 50 proc. polskich eksporterów ma problemy z odzyskiwaniem należności od swoich zagranicznych partnerów — zauważył Adam Łącki.

Mały kontra duży

Jeszcze do niedawna małe firmy musiały z góry zakładać, że w ewentualnym starciu z dużym podmiotem nie mają szans. Dzisiaj sytuacja wygląda inaczej, bo zarówno mali, jak i duzi muszą wspólnie zastanawiać się nad tym, jak ułożyć sobie współpracę, by czerpać z niej obopólne korzyści.

— Współpraca z dużym partnerem może być dla małego przedsiębiorcy silnym impulsem do rozwoju. Dla niewielkiej firmy kooperacja z gigantem oznacza wzrost do poziomu przynajmniej średniego przedsiębiorstwa w ciągu 2 lat. Przy tym oczywiście duże firmy potrafią wykorzystywać swoich mniejszych podwykonawców. Wiele z nich stopniowo uzależnia od siebie takich kooperantów, niektórzy sprytnie dochodzą do czerpania coraz wyższych zysków kosztem podwykonawcy itd. Rozwiązaniem jest nawiązanie współpracy z kilkoma dużymi podmiotami zamiast uzależniania się od jednego — radził Piotr Galas. Mali przedsiębiorcy mogą korzystać na współpracy z dużymi firmami w najprostszy sposób, czyli ucząc się od nich mechanizmów, które pozwalają przetrwać na rynku i należycie układać sobie relacje z kontrahentami.

— Spójrzmy choćby na terminy spłat. Małe i średnie przedsiębiorstwa w tej chwili średnio otrzymują swoje należności po 3 miesiącach i 3 dniach, zaś duże po 2 miesiącach i 15 dniach. To gigantyczna różnica. Duże firmy pilnują terminów płatności, wykorzystują też odpowiednie służby do tego, by uzyskiwać swoje należności jak najszybciej. Małe przedsiębiorstwa powinny od początku układania relacji z partnerem zadbać o to, by obie strony były traktowane w podobny sposób. Jeśli duży kontrahent traktuje swojego podwykonawcę gorzej i nie płaci mu w terminie, a nawet długo po jego upływie, warto rozważyć jego zmianę. Ponadto mali przedsiębiorcy powinni skupić się z całą mocą na prowadzeniu swojej działalności, a do zadbania o spływ swoich należności wynająć specjalistów. Takie ograniczenie poświęcania czasu na rzeczy, na których przedsiębiorcy się najczęściej nie znają, i oddanie tego zajęcia firmie outsourcingowej, jest bardzo opłacalne — stwierdził Adam Łącki. Wśród dobrych wzorców, które małe firmy powinny przejąć od dużych korporacji, jest ubezpieczanie swoich wierzytelności.

— Małe i średnie przedsiębiorstwa mają trudności w dostępie do produktów, z których bez problemów korzystają duzi. Prawda jest taka, że ograniczenia istnieją przede wszystkim w świadomości przedsiębiorców,którzy nie wiedzą, że mogą z takim rozwiązań skorzystać, wystarczy zapytać ubezpieczyciela o najlepszy produkt dla nich — zaznaczyła Katarzyna Gysińska. Badania pokazują, że rośnie liczba firm z sektora MŚP, które są zadowolone z kooperacji z dużymi korporacjami. Wypowiadają się pochlebnie szczególnie o jakości tej współpracy oraz o zasadach etycznych obowiązujących w dużych przedsiębiorstwach, które są przenoszone na pracę z podwykonawcami.

— To pokazuje drugą stronę całej sprawy, a mianowicie racjonalizm dużych korporacji, które zdają sobie sprawę, że bez małych partnerów nie będą funkcjonować. Na Zachodzie tendencje do zacieśniania relacji z małymi firmami są wyraźne, u nas też będą coraz bardziej widoczne — dodał Henryk Czyż.

Obowiązkowa innowacyjność

Cała światowa gospodarka stoi pod znakiem innowacyjności. Również małe i średnie firmy widzą konieczność budowania przewagi konkurencyjnej w opracowywaniu innowacyjnych rozwiązań.

— Firmy, które mają już solidną pozycję na rynku, raczej nie będą miały problemów z otrzymaniem kredytu na innowacje. Natomiast firmy, które dopiero zaczynają działalność, mogą mieć problem z uzyskaniem takiego finansowania i radziłbym im ubieganie się o wszelkiego typu dotacje z programów rządowych, unijnych czy od funduszy inwestycyjnych o podwyższonym ryzyku — mówił Piotr Galas. Przedstawiciel banku PKO wyjaśnił, że dostępność i wybór produktu finansowego na innowacje zależy od wielu czynników, m.in. wielkości przedsiębiorstwa i charakteru innowacji. Im bardziej niszowy projekt, tym większe kłopoty uzyskaniem finansowania.

— Na drodze do wielkiego rozwoju innowacyjności polskiej gospodarki stoi brak chęci do współpracy między przedsiębiorcami. Wyprodukowanie innowacyjnego dobra wymaga silnej kooperacji specjalistów z różnych branż. Nauczenie się tego pozwoli Polsce wyrwać się z pułapki średniego rozwoju — podsumował Adam Łącki.

 

Partnerzy rankingu „Gazele Biznesu 2016”

Partner strategiczny: PKO Bank Polski

Partnerzy: PZU PKN ORLEN Play dla Firm Krajowy Rejestr Długów Ford Polska DPD Polska

Zapraszamy do obejrzenia zapisu video z debaty pod adresem: wideo.pb.pl i gazele.pb.pl

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Joanna Dobosiewicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Podziękowanie za rejestrację / Wielkie szanse małych przedsiębiorstw