Wierzyciele WGI skarżą nadzór giełdowy

Mariusz Zielke
opublikowano: 02-07-2008, 00:00

Brak nadzoru i niedopełnienie obowiązków — to zarzuty wobec urzędników KNF. Dlaczego tak późno? — pyta nadzór.

Brak nadzoru i niedopełnienie obowiązków — to zarzuty wobec urzędników KNF. Dlaczego tak późno? — pyta nadzór.

Stowarzyszenie WGI Wierzyciele zawiadomiło prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez urzędników i szefów Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (KPWiG), której następcą jest Komisja Nadzoru Finansowego (KNF). Sprawę uważają za precedensową.

Wierzyciele zarzucają urzędowi niedopełnienie obowiązków i brak nadzoru nad domem maklerskim Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej (WGI), przez co ponad tysiąc jej klientów straciło 300 mln zł.

— Jeśli KNF tak nadzoruje inne domy maklerskie, jak wcześniej nadzorowała WGI, to będąc klientem któregoś z tych domów, byłbym przerażony — mówi Arkadiusz Pragłowski, prezes Stowarzyszenia WGI Wierzyciele.

KNF nie chce się wdawać w polemikę z zarzutami. Zapewnia, że będzie współpracować z prokuraturą.

Legalizacja meliny

Wierzyciele uważają, że KPWiG przyczyniła się do ich strat, bo przyznała WGI licencję, choć — ich zdaniem — nie powinna, a potem nie informowała inwestorów o ustaleniach kontroli, które wykazywały uchybienia i łamanie przepisów w domu maklerskim.

— WGI działała niezgodnie z prawem, a KPWiG, choć miała tego świadomość, nie tylko nie zareagowała, ale certyfikowała tę działalność. To był organ, który miał nas chronić, a zamiast tego ukrywał ustalenia kontroli — mówi Arkadiusz Pragłowski.

— KPWiG informowała inwestorów, że nie ma powodów do obaw. Ta sytuacja przypominała legalizację meliny — dodał jeden z wierzycieli.

Wierzyciele twierdzą, że WGI nie powinna dostać licencji, bo nie spełniała warunków (nie miała specjalistycznego oprogramowania wymaganego przez KPWiG, a członkowie zarządu nie mieli wymaganego doświadczenia).

Pierwsza kontrola

— Już po otrzymaniu licencji pierwsza kontrola wykazała poważne nieprawidłowości, co jednak nie miało żadnych skutków. Rodzi się pytanie, czy KPWiG przestraszyła się odpowiedzialności za przyznanie licencji podmiotowi, który na to nie zasługiwał —mówi prezes stowarzyszenia.

KNF uchyla się od dyskusji o zarzutach, bo wie o nich na razie tylko z mediów.

„Do czasu otrzymania oficjalną drogą tego dokumentu siłą rzeczy nie możemy komentować szczegółów zawiadomienia. Wydaje się jednak, że ówczesny organ nadzoru —KPWiG — podjął szereg czynności zmierzających do ochrony inwestorów z odebraniem licencji włącznie. Ponadto po zintegrowaniu nadzoru KNF podjęła liczne działania, aby uruchomić wypłaty z systemu rekompensat. Dlatego też jesteśmy otwarci na działania prokuratury i będziemy z nią ściśle współpracować. Dziwi jedynie, że wierzyciele WGI składają pozew dopiero dziś, w dwa lata od ogłoszenia upadłości” — pisze w oświadczeniu Izabela Świderek-Kowalczyk z KNF.

Historia upadku

Bankructwo WGI to jedna z największych afer w historii polskiego rynku finansowego. Zaczęła się w kwietniu 2006 r., gdy KPWiG odebrała WGI licencję na działal- ność maklerską. WGI upadła, a klienci stracili zainwestowane pieniądze. Dziś szacują, że stracili ponad 300 mln zł. Sprawą zajmuje się prokuratura i ABW, ale zdaniem wierzycieli, prowadzi postępowanie zbyt powolnie, co grozi przedawnieniem zarzutów. WGI znaczną część pieniędzy przeznaczyła na zakup obligacji spółki zależnej, która nie była już kontrolowana przez nadzorcę i inwestowała pieniądze za granicą. Wierzyciele apelują do prokuratury i ministra sprawiedliwości o specjalny nadzór nad postępowaniem i stworzenie zespołów roboczych dla wyjaśnienia sprawy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mariusz Zielke

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu