Wschód wart zachodu

Mirosław Konkel
opublikowano: 2007-02-23 00:00

Informacje o działalności rekrutacyjnej IPK można znaleźć m.in. na stronie naszej ambasady w Rosji.

Polska staje się dla nich za mała

Informacje o działalności rekrutacyjnej IPK można znaleźć m.in. na stronie naszej ambasady w Rosji.

Polska firma (dawniej znana jako Instytut Promocji Kadr) staje się coraz ważniejszym graczem na rosyjskim rynku.

— Jesteśmy obecni także na Ukrainie i Litwie, gdzie szukamy głównie menedżerów i przedstawicieli handlowych dla międzynarodowych korporacji — mówi dr Marek Suchar, założyciel i prezes IPK.

Przygody na Wschodzie nikt nie planował.

— Pojawił się klient, a nas nie trzeba dwa razy prosić, jeżeli zlecenie jest wystarczająco ciekawe — podkreśla Karolina Michalska, która zarządza oddziałem firmy w Warszawie.

Być może w Kijowie, Doniecku lub we Lwowie wkrótce powstanie piąte biuro firmy — po warszawskim, sopockim, wrocławskim i poznańskim.

— Przemawia za tym siła ukraińskiego rynku — 51 milionów mieszkańców — tak uzasadnia plany ekspansji dr Suchar.

Nie bez znaczenia są również kwestie finansowe, bo utrzymanie na Ukrainie przedstawicielstwa z sekretarką, księgową i mówiącym po angielsku kierownikiem kosztuje w przybliżeniu 15-30 proc. tego, co trzeba wydać w Warszawie.

Bez taryfy ulgowej

W lipcu ubiegłego roku IPK obchodził 15-lecie działalności.

— Są spory, która z firm naszej branży była pierwsza. Niewątpliwie należymy do wąskiej grupy pionierów. Przecieraliśmy szlaki — nie ukrywa satysfakcji właściciel IPK.

W latach 80. Marek Suchar, który z wykształcenia jest psychologiem, pomagał przeprowadzać tzw. treningi kierownicze. Zrazu był tylko konsultantem, później otrzymał dodatkowe zadanie — ocenianie umiejętności kandydatów na różne stanowiska.

— Lata 1989-90 to była fala konkursów dyrektorskich i ja jako ekspert uczestniczyłem w kilkudziesięciu komisjach, na przykład w Polskiej Żegludze Morskiej, Polskich Liniach Oceanicznych, Telewizji Polskiej, trójmiejskich stoczniach — wspomina Marek Suchar.

Zdobyte w ten sposób doświadczenie postanowił wykorzystać, otwierając własną firmę doradztwa personalnego. Życie od razu rzuciło go na głębokie wody. Jeszcze przed rejestracją spółki pojawił się poważny projekt rekrutacyjny. Polegał na obsadzeniu kilkudziesięciu stanowisk (od sprzątaczek i strażników, przez sekretarki, aż po dy- rektorów departamentów) w tworzonym właśnie polsko-amerykańskim banku Solidarność Chase.

— Proszę sobie wyobrazić, że w testowej sesji rekrutacyjnej, organizowanej w audytoriach Uniwersytetu Gdańskiego, uczestniczyło jednocześnie prawie 600 osób — opowiada prezes Suchar.

Powody do optymizmu

30 doradców pod jego kierownictwem wywiązało się z zadania znakomicie — niektórzy do tej pory pracują w IPK.

Choć zatrudnia nie więcej niż 20 osób (liczba ta się zmienia w zależności od potrzeb), IPK bez kompleksów konkuruje z dużymi firmami sieciowymi. Gdy poprosiliśmy kierownictwo firmy o receptę na sukces, usłyszeliśmy, że uczenie się na własnych błędach zbyt wiele kosztuje.

— Postanowiliśmy brać przykład z najlepszych, zwłaszcza że przed transformacją ustrojową rynek doradztwa personalnego w ogóle w Polsce nie istniał — przypomina Karolina Michalska.

Jej przełożony zjeździł cały świat, żeby zobaczyć, jak radzą sobie inni.

— Zapoznałem się z działalnością takich firm jak nasza od Kanady aż po Australię. I muszę powiedzieć, że nie odstajemy od zachodnich standardów — twierdzi Marek Suchar.

Przyszłość IPK widzi w jasnych barwach. Uważa, że bez względu na to, jak się rozwija region, świadczone przez jego spółkę usługi zawsze będą w cenie.

— Nawet w okresie recesji i galopującego bezrobocia jest jakiś margines ruchu kadrowego, bo jedni ludzie odchodzą na emerytuję, inni umierają, a jeszcze inni wyjeżdżają za granicę — przekonuje Marek Suchar.

Możesz zainteresować się również: