Współpraca liczy się wszędzie

opublikowano: 02-03-2016, 22:00

Większość Polaków studiujących za granicą chce wrócić do kraju. Ale rodzime firmy muszą popracować nad budowaniem relacji z nimi

Pracowników z zagranicznym dyplomem większość firm (84 proc.) ocenia jako talenty, które wnoszą świeże spojrzenie w struktury spółki i odważnie podejmują kolejne wyzwania. W warszawskim zespole Boston Consulting Group (BCG), międzynarodowej firmy doradztwa strategicznego, już połowa zatrudnianych to Polacy — absolwenci najlepszych europejskich uczelni. Ale obraz w polskim biznesie jest inny — niewiele spółek stara się zainteresować Polaków studiujących za granicą powrotem do kraju. Uczestnicy debaty „Ucz się za granicą, pracuj nad Wisłą”, organizowanej przez Boston Consulting Group i „Puls Biznesu”, dyskutowali, jak wykorzystać dla rozwoju polskich firm potencjał osób studiujących za granicą.

UCZESTNICY SPOTKANIA:
UCZESTNICY SPOTKANIA:
Od lewej: Aleksandra Sroka, dyrektor w BCG, Franek Hutten-Czapski, senior partner w BCG, Tomasz Bogus, prezes BGŻ BNP Paribas, Maciej Zawada, przewodniczący stowarzyszenia polskich studentów na London School of Economics, Łukasz Rey, dyrektor w BCG, Tadeusz Kościński, sekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju, Adam Góral, prezes Asseco Poland, Adam Niewiński, wiceprezes Banku Pekao, Robert Stanikowski, partner w BCG, Małgorzata Bartner, wiceprezes Alior Bank.
Grzegorz Kawecki

Biznes liczy na kandydatów z Polski

Boston Consulting Group, która zatrudnia absolwentów najlepszych uczelni biznesowych i technicznych, takich jak Harvard, Oxford, Cambridge czy Imperial College London, zapytała firmy notowane na GPW, czy aktywnie szukają pracowników — Polaków z zagranicznym dyplomem. Okazało się, że jedynie 5 proc. spośród 40 przepytanych firm kiedykolwiek próbowało zachęcić takich studentów lub absolwentów do powrotu. W ten obraz wpisywały się również firmy, których przedstawiciele byli obecni na debacie.

— Nie bierzemy aktywnie udziału w projektach, które by ściągały studentów do Polski — przyznała Małgorzata Bartler, wiceprezes Alior Banku.

Zastrzegała, że sama chętnie widziałaby studentów z zagranicznymi dyplomami w firmie.

— Teraz zastanawiamy się, jakich pracowników bankowość potrzebuje wobec wyzwań, przed którymi stoi sektor, i może większe zaangażowanie za granicą jest jakimś pomysłem. Bankowość korzysta jednak z tego, że jest najbardziej pożądaną przez studentów branżą do pracy — mówiła wiceprezes Alior Banku. Podobnie sytuacja wygląda w BGŻ BNP Paribas.

— Muszę przyznać, że nie poszukujemy aktywnie pracowników na zagranicznych uczelniach. Dotychczas korzystaliśmy z międzynarodowego potencjału Grupy BNP Paribas, prowadząc wymianę pracowników. Ale uważam, że powinniśmy się bardziej starać o studentów z zagranicy, dlatego że wciąż jeszcze jest różnica w kształceniu między uczelniami biznesowymi, np. w Wielkiej Brytanii i w Polsce. Na zachodnich uczelniach uczy się bardziej praktycznej wiedzy opartej na rozwiązywaniu rzeczywistych problemów — mówił Tomasz Bogus, prezes BGŻ BNP Paribas.

Nieco więcej optymizmu wniósł Adam Niewiński, wiceprezes Banku Pekao. Przypomniał, że w 2015 r. menedżerowie Pekao spotkali się z grupą zagranicznych studentów i rozmawiali o perspektywach kariery w Polsce. — Faktem jest, że sektor bankowy nie jest w okresie dynamicznego wzrostu zatrudnienia. Niemniej w organizacjach, gdzie pracuje kilkanaście tysięcy ludzi, zawsze potrzeba minimum kilkudziesięciu wybitnych, młodych osób. Niestety takich kandydatów jest niewielu — widzę to na spotkaniach rekrutacyjnych, w których staram się brać udział — mówił Adam Niewiński.

— Na razie jesteśmy skoncentrowani na polskim rynku i budowie relacji z uczelniami w kraju. Pomagamy i pracujemy nad programami studiów np. z Politechniką Rzeszowską oraz blisko współpracujemy z innymi politechnikami. Dobrze, jeżeli młodzi ludzie mają wybór i dylemat, czy wracać, czy pracować za granicą. Jeżeli mamy dla nich ciekawą ofertę w kraju, to warto ich tutaj ściągać. Z drugiej strony — potrzebujemy też ludzi za granicą. Chcemy wiązać się z polskimi profesjonalistami, którzy tam już są, i proponować im wspólne przedsięwzięcia. Nie jestem jednak zdziwiony, że Polacy studiujący za granicą często widzą nadal większą perspektywę tworzenia biznesu nad Wisłą. Z pewnością będzie im się trudniej przebić w krajach bardziej rozwiniętych niż Polska — stwierdził Adam Góral, prezes Asseco, nawiązując do części badania BCG poświęconej motywom powrotu do Polski osób studiujących za granicą. Duża część badanych studentów (28 proc.) i profesjonalistów (36 proc.) deklaruje, że chcieliby wrócić do kraju, żeby tu rozwijać własne firmy.

— Dla młodych osób praca w korporacji nie jest już taką wymarzoną ścieżką jak 15 lat temu. Coraz więcej firm ma problem z poszukiwaniem utalentowanych pracowników z młodszego pokolenia — stwierdziła Małgorzata Bartler.

Silne strony zagranicy

Chociaż programów, które zachęcałyby studentów do powrotu, wciąż jest niewiele, prezesi obecni na debacie dostrzegają pozytywne cechy, które wyróżniają tych kandydatów, i korzyści wynikające z ich zatrudniania.

— Dla mnie najważniejsze jest to, że osoby studiujące za granicą podejmują wyzwanie, chcą czegoś więcej, są gotowe ponieść ryzyko i mają pomysł na siebie. W naszej firmie 70 proc. pracowników to tzw. milenialsi [osoby urodzone pod koniec XX i na początku XXI wieku — red.] i muszę przyznać, że duża ich część nie ma pomysłu na siebie. Pracując przez lata z różnymi pokoleniami, zauważam, że kiedyś częściej ludzie mieli wyznaczony cel — skomentowała Małgorzata Bartler. Jej zdaniem właśnie ambicja i dążenie do celu zwiększa ich szanse na odnalezienie się w biznesie.

— Mierzenie się z trudnościami za granicą to przewaga, z którą ci ludzie wracają do kraju — wyjaśniała wiceprezes Alior Banku.

— Zgadzam się, chociaż w Polsce też dostrzegam wiele takich osób. Trzeba jednak przyznać, że wyjazd na studia za granicę poszerza horyzonty, pozwala w bardziej otwarty sposób podejść do problemów, dostrzec rozwiązania, które nie wydają się oczywiste. Takie kompetencje u osób studiujących za granicą są zazwyczaj dobrze rozwinięte — zaznaczył Adam Niewiński. Adam Góral podkreślał, że młody człowiek studiujący za granicą przeżywa podobne problemy co student w Polsce.

— Na mojej drodze pojawiali się ludzie, którzy mnie poprowadzili. Czy młody człowiek spotka mentorów w Polscy, czy w Wielkiej Brytanii — nie ma większego znaczenia. Bylibyśmy nie fair, gdybyśmy pojechali do polskich studentów za granicą i powiedzieli, że Polska to jest ich jedyna szansa. Trzeba jasno powiedzieć, że jeżeli wrócą do Polski, to ich wykształcenie zdobyte za granicą wykorzystają raczej największe firmy, często będące oddziałami globalnych korporacji. W mniejszych i średnich firmach lokalnych na razie jeszcze ich zalety nie będą tak doceniane. I to dosłownie w sensie ekonomicznym związanym z wyższym wynagrodzeniem. Rzecz również w tym, że młoda osoba, która zostaje np. w Anglii, to nie jest „stracony” dla nas człowiek. To dalej Polak, dlatego musimy zacząć działać razem. Jeżeli nie będziemy umieli się zintegrować i podejmować współpracy niezależnie od miejsca, w którym jesteśmy, to wszyscy na tym stracimy. Marzą mi się silne Polonie, które wspierają polskie firmy za granicą. W takiej sytuacji spółka, która planuje rozpoczęcie eksportu na dany rynek — co jest bardzo trudnym przedsięwzięciem — mogłaby udać się do Polaków działających już w tym kraju, a oni mogliby pomóc jej w ekspansji i późniejszym rozwoju — stwierdził Adam Góral.

Tadeusz Kościński, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju, zgodził się, że doświadczenie Polaków studiujących za granicą można wykorzystać w obu krajach, a niekoniecznie koncentrować się tylko na jednym rynku. — Obecny świat stwarza wiele możliwości, o których jeszcze kilkanaście lat temu można było tylko pomarzyć. Nie jest przecież powiedziane, że ktoś nie może pracowaćw Anglii i jednocześnie założyć firmy w Polsce — zauważał Tadeusz Kościński. Robert Stanikowski z BCG zwrócił uwagę, że studenci z Wielkiej Brytanii to około 20 proc. aplikujących do BCG i jednocześnie 50 proc. osób, które firma przyjmuje do pracy. — Są zatrudniani czterokrotnie częściej niż studenci z Polski, chociaż proces rekrutacji jest ten sam. Wynika to m.in. z faktu, że mają już doświadczenie projektowe wyniesione ze studiów — wyjaśniał Robert Stanikowski.

Powrót z biznesem

Boston Consulting Group co roku pyta młodych Polaków studiujących w Wielkiej Brytanii, czy w perspektywie kilku lat po ukończeniu zagranicznych studiów planują wrócić do kraju. Badanie jest prowadzone przy okazji Polish Economic Forum — konferencji organizowanej od pięciu lat na London School of Economics, na którą z całej Anglii zjeżdża się 500 studentów i profesjonalistów. Odsetek chętnych do powrotu z roku na rok rośnie. W najnowszym badaniu BCG taką chęć deklaruje aż 83 proc. W 2015 r. ten odsetek wyniósł 77 proc., a w 2014 tylko 40 proc. Maciej Zasada, przewodniczący Stowarzyszenia Polskich Studentów na London School of Economics, zaznacza natomiast, że wśród jego przyjaciół wszyscy chcą wrócić do Polski, z tym że dopiero po 3-4 latach, kiedy zdobędą międzynarodowe doświadczenie.

— Oczywiście może się to zmienić z czasem, jeśli akurat założą tam rodziny. Jest sporo polskich firm, które doceniają polskich studentów z zagranicznych uczelni. Myślę, że gdyby samo wynagrodzenie miało zachęcić Polaków do powrotu, to polskim firmom byłoby trudno konkurować np. z bankami inwestycyjnymi. Pensja jednak nie jest najważniejsza. Studia w Wielkiej Brytanii dużą wagę przywiązują do praktyki. Wskazówką dla pracodawców jest to, że duża liczba badanych studentów i absolwentów chce założyć firmę w Polsce. Oznacza to, że chcą mieć kreatywną pracę, dającą im dużo odpowiedzialności, która umożliwi szybką naukę. Myślę, że gdyby polskie firmy oferowały stanowiska spełniające te kryteria, to mogłyby tym zachęcić Polaków z zagranicznych uczelni. Problemem jest też np. niedostosowanie programu praktyk do 3-letniego toku studiów w Wielkiej Brytanii. Większość staży w Polsce dotyczy osób na 4-5 roku albo w czasie studiów. Staże po pierwszym czy drugim roku studiów mogłyby być dodatkową zachętą do poszukiwania praktyk w Polsce — wyjaśniał Maciej Zasada. Tadeusz Kościński stwierdził, że styl nauczania jest jedną z najważniejszych różnic dotyczących studentów uczących się za granicą.

— Nastawienie na praktyczne zdobywanie wiedzy sprawia, że taka osoba później potrafi samodzielnie działać i podejmować decyzje, a to bezcenne dla pracodawcy. Dlatego chcemy, aby system kształcenia w Polsce zapewniał możliwość zdobycia praktycznego doświadczenia, odpowiadającego na potrzeby rynku pracy. Już teraz w Ministerstwie Rozwoju studenci mogą odbyć praktyki i wolontariat, a absolwentom oferujemy staże — podkreślał Tadeusz Kościński. Zdaniem Aleksandry Sroki z BCG, potrzeby studentów uczących się w Polsce i za granicą nie różnią się bardzo i jest wiele firm, które oferują ambitne staże.

— Młodzi ludzie chcą być częścią zespołu, wziąć odpowiedzialność za część ważnego projektu, mieć wpływ na rzeczywistość. Dlatego warto wyjść do studentów z zagranicy i pokazać im, że w Polsce mogą dostać się na interesujące, rozwojowe praktyki — mówiła Aleksandra Sroka. Małgorzata Bartler, zaznaczyła, że dla polskich firm, które nie są jeszcze korporacjami, wyzwaniem jest pokazanie, że praca dla nich może być nawet ciekawsza niż dla dużych międzynarodowych organizacji.

— W mniejszych firmach jest bardzo krótka ścieżka decyzyjna i można łatwiej realizować wiele interesujących projektów, pokazać swoją wartość, a nie wpaść w tryby potężnej korporacji — podsumowuje wiceprezes Alior Banku.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane