Większość giełdowych graczy, decydując się na zakup spółek dywidendowych, w pierwszej chwili zwraca uwagę na wielkość wypłacanego zysku, wychodząc z założenia, że im hojniejsza spółka, tym lepiej. Ekspert z Black Rock tłumaczył jednak, że do inwestycji w tzw. dojne krowy należy podejść długoterminowo (około 3-5 lat), a przy doborze składników portfela warto zwracać uwagę nie tylko na stopę dywidendy, bo sugerowanie się wyłącznie tym wskaźnikiem często wiedzie na manowce.

— W dłuższej perspektywie spółki z najwyższą stopą dywidendy zazwyczaj nie są w stanie utrzymać zrównoważonego tempa jej wzrostu. W rezultacie inwestorzy mogą osiągnąć niższe stopy zwrotu skorygowane o ryzyko — ostrzegał James Lamont, podczas piątej edycji Fund Forum, organizowanego przez firmę Analizy Online. Ekspert wyjaśnia, że według danych historycznych przy stopie dywidendy powyżej 6 proc. istnieje wyraźnie wyższe prawdopodobieństwo obniżenia dywidendy. Przy stopie dywidendy powyżej 10 proc.
prawdopodobieństwo zmniejszenia premii przekracza już 50 proc. Równocześnie, gdy spółka dywidendowa zmniejsza wysokość lub w ogóle przestaje płacić dywidendę, to jest to zapowiedź pogorszenia warunków prowadzenia biznesu. Jego zdaniem, przy doborze spółek lepiej zwrócić uwagę na to, jaka część zysku trafia do akcjonariuszy. Przy wypłacie 100 proc. zarobku zmniejsza się zdolność do zwiększania wzrostu wartości spółki.
— Najbezpieczniej jest, gdy firma wypłaca około 40-50 proc. wypracowanego zarobku, bo wtedy pozostawia sobie część kapitału, który może wykorzystać do rozwoju — dodaje James Lamont. © Ⓟ