Najpierw była produkcja urządzeń chłodniczych. Teraz doszedł ośrodek szkolenia lotniczego. A w planach są usługi lotnicze.
W latach 80. Krzysztof Pawełek pracował w Wytwórni Urządzeń Chłodniczych w Dębicy. Zdobyte tam doświadczenie postanowił wykorzystać w pracy na własny rachunek. W 1994 r. otworzył w tym mieście konkurencyjną dla swego poprzedniego zakładu pracy firmę Royal Star.
— Wiedziałem, że ten biznes ma dobre perspektywy. Na początku lat 90. branża urządzeń chłodniczych szybko się rozwijała, bo była pochodną przemysłu spożywczego. To miał być pewny i dochodowy interes — mówi Krzysztof Pawełek.
Zaczął od produkcji drzwi i agregatów chłodniczych. W miarę jak rosło zapotrzebowanie rynku, dodawał kolejne produkty. Teraz najlepiej sprzedają się centrale wentylacyjne i klimatyzacyjne oraz agregaty lodowe. Odbiorcami są mleczarnie, hurtownie i zakłady spożywcze w całym kraju. 30 proc. produkcji idzie na eksport.
Stawiam na innowacyjność
Niespodziewanie cztery lata temu przyszedł kryzys.
— Wystarczyło, że kilku większych klientów nie zapłaciło w terminie za towar i zakład utracił płynność finansową. Wybawieniem okazało się podpisanie intratnego kontraktu, który wyprowadził firmę na prostą — opowiada dyrektor Pawełek.
Jednak po rozwiązaniu jednego problemu, wkrótce pojawił się kolejny.
— Załamał się handel ze Wschodem, gdzie wysyłałem jedną czwartą produkcji. Na szczęście straty częściowo zrekompensowałem na rynku krajowym. Teraz chcę odzyskać wschodnich odbiorców, bo to ważny kierunek zbytu — planuje Krzysztof Pawełek.
Co uważa za klucz do rynkowego sukcesu?
— Przede wszystkim bacznie obserwuję rynek pod kątem aktualnych potrzeb. Po drugie — stawiam na innowacyjność. Moją przewagą są na przykład niestandardowe urządzenia wentylacyjne spełniające wymagania konkretnego zakładu — zdradza właściciel Royal Star.
Powrót w obłoki
Choć branża, na którą się zdecydował, zapewnia stabilne przychody, Krzysztof Pawełek wciąż myślał o oderwaniu się od „przyziemnych” interesów, bo od najmłodszych lat pasjonował się lotnictwem.
— Wcześniej nie było na to czasu i możliwości, ale w 2003 roku zapragnąłem powrócić w obłoki. Postanowiłem odnowić licencję pilota turystycznego. Przemieszczanie się samolotem miało mi także ułatwiać liczne kontakty biznesowe, czyli połączyć przyjemne z pożytecznym. Kiedy o tym rozmyślałem, wpadł mi do głowy pomysł na zupełnie nowy biznes — Ośrodek Szkolenia Lotniczego. Spotykałem sporo ludzi, którzy chcieli latać, ale nie było zbyt bogatej oferty. Mogłem więc połączyć zarabianie pieniędzy z przyjemnością — opowiada Krzysztof Pawełek.
30 km od Dębicy w Mielcu, gdzie mieści się chłodnicza część Royal Star jest lotnisko i przemysł lotniczy.
— Wydzierżawiłem tam i zaadaptowałem pomieszczenia. W USA kupiłem cesnę po remoncie. Zatrudniłem mechaników i pilotów, uzyskałem wymagane certyfikaty — wylicza dyrektor Pawełek.
Znowu jednak nie wszystko szło jak po maśle.
— Najwięcej problemu sprawiło pozyskanie kadry, bo okazało się, że w Mielcu już od kilku lat nie szkoliło się pilotów i mechaników. Barierą były także niejasne przepisy, które razem z Urzędem Lotnictwa Cywilnego musiałem rozwikłać — tłumaczy właściciel Royal Star.
Rozpędziłem się na całego
W końcu jednak, po roku, pierwsi kursanci wznieśli się w niebo.
— Dałem ogłoszenia w branżowych mediach i szybko zgłosili się pierwsi chętni. Lotnictwo na całym świecie dynamicznie się rozwija. Obserwuję to, chociażby podpatrując tak zwane tanie linie wchodzące licznie do Polski. Widzę w tym biznesie wielką przyszłość — prorokuje Krzysztof Pawełek.
Zainteresowanie usługami ośrodka jest duże, mimo że koszt podstawowego szkolenia wynosi najmniej 15 tys. zł. Każdy z 12 rodzajów kursów jest obsadzony niemal w 100 procentach. Ośrodek ma cztery samoloty i zatrudnia 10 instruktorów. Niedawno podpisał umowę na szkolenie adeptów lotnictwa z Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Chełmie. Oznacza to konieczność zakupu kolejnych maszyn, budowy hangarów i dalsze inwestycje w infrastrukturę. Royal Star, jako jedyna w Polsce firma, buduje własny symulator lotów. Dzięki niemu część szkolenia odbędzie się na ziemi, co znacznie obniży jego koszt.
— Niedługo ośrodek będzie mógł kształcić mechaników samolotowych. Za kilka miesięcy chcę przewozić towary, a w dalszej perspektywie także ludzi. Rozpędziłem się na całego. Krzywa wzrostu w tej branży jest niemal pionowa. Zbliżamy się do momentu przełomowego. Na razie jeszcze lotnictwo finansuję z chłodnictwa, ale niebawem ośrodek będzie zarabiał sam na siebie — twierdzi Krzysztof Pawełek.
