Z dużej chmury tylko deszczyk

opublikowano: 01-11-2021, 20:00

Po rocznej przerwie epidemicznej szczyt grupy G20 odbył się znowu stacjonarnie, chociaż w sensie personalnym – częściowo hybrydowo.

W edycji 2020 do saudyjskiego Rijadu głowy państw/rządów zawitały tylko wirtualnie, natomiast w miniony weekend zjechały do Rzymu realnie, ale ze znaczącymi wyjątkami. Jedynie ministrów wydelegowali, zaś sami połączyli się ekranowo prezydenci: Chin, Xi Jinping, i Rosji, Władimir Putin, a także nowy premier Japonii, Yoshihide Suga. Zwłaszcza obie absencje prezydenckie były bardzo demonstracyjne, z różnych powodów. Część uczestników G20 na podstawie faktów wprost oskarża Chiny o rozwleczenie na cały świat zarazy COVID-19, czego wszechwładny Xi Jinping nie przyjął do wiadomości i nieobecnością dał wyraz obrażeniu się na Zachód.

Do tradycyjnego pamiątkowego zdjęcia światowych władców gospodarze G20 zaprosili reprezentację walczących z epidemią COVID-19 medyków – lekarzy, pielęgniarki i pielęgniarzy oraz ratowników. Fot. G20

Zastąpienie Donalda Trumpa przez Josepha Bidena umożliwiło przyjęcie akceptowalnej dla całej grupy deklaracji. Zaczyna się wzniośle „My, przywódcy G20…”. Rzymski szczyt obradował pod hasłem „Ludzie, planeta, dobrobyt” w centrum kongresowym Nuvola pod wielką białą płachtą, czyli symboliczną chmurą, z której miał spaść na ludzkość deszcz szczęścia. Deklaracja obejmuje aż 61 punktów drobnym tekstem na 18 stronach, do tego załączono 49 różnych aneksów i dokumentów branżowych. Czysto werbalnie G20 starała się zatem zaradzić globalnym plagom, od pandemii i kryzysu energetycznego przez prawa imigrantów i kobiet po korupcję. Wypada przypomnieć, że grupa to twór samozwańczy, utworzony przez rozszerzenie równie nieformalnego bytu G7, skupiający 19 państw największych na poszczególnych kontynentach (z Afryki dopuszczona została tylko RPA) oraz Unię Europejską – w takiej formie pośredniej uczestniczy także Polska. Samozwańczość nie może przesłaniać okoliczności, że G20 reprezentuje ponad 80 proc. światowego PKB, 75 proc. handlu oraz 60 proc. ludności planety. Jeszcze jedna imponująca liczba jest czarna – także 75 proc. emisji gazów cieplarnianych. Dlatego grupa jest nie tylko zbiorowym motorem postępu ludzkości, lecz również jej trucicielem, wiodącym ziemską cywilizację ku zagładzie.

Wzniosłość ustaleń G20 kontrastuje z ich niewiarygodnością i nieegzekwowalnością. Gospodarz szczytu Mario Draghi, premier Włoch, szczerze to przyznał, „biorąc pod uwagę poprzednie porażki". Bardzo małe jest choćby prawdopodobieństwo wykonania przez członków G20 zobowiązania, że do końca tego roku… zakończą finansowanie nowych elektrowni węglowych! Nie istnieje organ, który miałby prawo to skontrolować oraz nałożyć sankcje – zwłaszcza że zarówno dla USA, jak też takich gigantów azjatyckich jak Chiny, Indie czy Indonezja (gospodarz G20 w 2022 r.) zrealizowanie celu neutralności klimatycznej do 2050 r. jest absolutnie niewyobrażalne. Dlatego niebiańska deklaracja obejmuje ogólnik „około połowy wieku”, do którego da się interpretacyjnie nagiąć nawet rok… 2099. Zobowiązanie do redukowania przez G20 emisji gazów bierze pod uwagę „warunki w poszczególnych państwach i poszanowanie krajowych zobowiązań”. To nie furtka, lecz szeroka brama do dalszego skokowo rosnącego trucia.

Ważnym punktem rzymskich konkluzji stało się zatwierdzenie ustaleń podatkowych Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Chodzi o wyznaczenie minimalnego CIT na poziomie 15 proc. Jeżeli ta globalna stawka naprawdę zostanie w 2023 r. wprowadzona do systemów prawnych wszystkich członków G20 (w państwach UE – najpierw przez regulacje wspólnotowe), to wymusi znaczące zmiany w praktykach podatkowych przede wszystkim ponadnarodowych gigantów. To chyba najgrubsze krople tytułowego deszczyku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane