Zagranica kusi nas wyprzedażami

Jacek Kowalczyk,AJ
opublikowano: 14-01-2010, 00:00

Jeśli firma ma pieniądze, powinna ruszyć na zakupy za granicę — przekonują eksperci.

Uwaga na pokryzysowe przeceny. Niektóre potencjalne inwestycje to prawdziwe perełki

Jeśli firma ma pieniądze, powinna ruszyć na zakupy za granicę — przekonują eksperci.

Światowy kryzys gospodarczy zniechęca polskie firmy do inwestowania za granicą. Silna ekspansja, kiedy rocznie rodzimi przedsiębiorcy na zagraniczne biznesy wydawali po kilkanaście-kilkadziesiąt miliardów złotych, załamała się pod koniec 2008 r. W 2009 r. nakłady prawdopodobnie ledwo przekroczą 7 mld zł.

— To naturalne, że inwestycje zagraniczne mocno spadają w czasie kryzysu. Każda inwestycja jest ryzykowna, bo trzeba przewidywać przyszłość w perspektywie kilku-kilkunastu lat. Tu w dodatku trzeba oceniać perspektywy dla rynku, którego się dobrze nie zna, uwzględniając jeszcze ryzyko kursowe. Wiele polskich firm zdecydowało się tego ryzyka nie ponosić — mówi Piotr Kalisz, ekonomista Citi Handlowego.

Kup pan firmę

Eksperci przekonują jednak, że właśnie teraz jest najlepszy moment na otwieranie biznesu na zagranicznych rynkach. Okazji jest wiele.

— Kryzys sprawia, że koszty inwestycji — czy to przejęcia działającej firmy, czy stworzenia nowej od postaw — są niższe niż dwa lata temu. Ceny wyraźnie poszły w dół. Do wyobraźni przemawia chociażby to, że w pewnym momencie największe międzynarodowe banki były warte tyle, ile PKO BP. Jeśli firma dysponuje odpowiednim kapitałem, zagraniczna inwestycja jest dobrą okazją na jego pomnożenie — mówi Grzegorz Maliszewski, ekonomista Banku Millennium.

Kilka lat temu firma doradcza Deloitte przeprowadziła badanie dla wszystkich nowych krajów członkowskich UE.

— Okazało się, że właśnie polskie firmy mają największy potencjał do ekspansji na zachód Europy. Teraz ten potencjał można wykorzystać — twierdzi Marcin Diakonowicz, dyrektor w Deloitte.

Według niego, szczególnie Niemcy są atrakcyjną lokalizacją. Na kryzys nakładają się tam problemy społeczne.

— Niemieccy przedsiębiorcy mają ogromny problem z sukcesją. Całe mnóstwo rodzinnych, dobrze prosperujących firm jest na sprzedaż tylko dlatego, że w rodzinie nie ma komu się nią zająć. Niemieckie władze regionalne aktywnie szukają — również w Polsce — potencjalnych nabywców. Płacą nawet za wszelkie analizy rynku czy due diligence — mówi Marcin Diakonowicz.

Ale również inne kraje mają swoje atuty (czytaj tekst obok).

Globtroterzy

Kryzys jako okazję do zakupów dostrzega też część przedsiębiorców.

— Z inwestycjami jest jak z sezonem odzieżowym — co jakiś czas pojawiają się wyprzedaże. I właśnie teraz jest okres takich przecen. Kryzys znacznie obniżył ceny wielu firm, można znaleźć prawdziwe okazje — twierdzi Michał Jarczyński, prezes giełdowego Arctic Paper.

Z wyprzedaży skorzystał i to dwukrotnie — w grudniu 2008 r. spółka przejęła papiernię w Niemczech, a w grudniu 2009 r. — papiernię w Szwecji.

— Gdyby kupować je przed kryzysem, byłyby o 20-30 proc. droższe. Teraz w Europie widać już oznaki ożywienia gospodarczego, dlatego uważam, że to był najlepszy moment na te inwestycje — twierdzi Michał Jarczyński.

Podobne podejście prezentuje sporo innych firm: Cormay przejął spółkę w Szwajcarii, Paged zapowiedział inwestycję w Rosji, Asseco planuje przejęcia w Europie i rozgląda się po USA, Comarch chciałby wejść do Chin, Kopex planuje kolejne inwestycje w Australii, a Nowa Gala niedługo zrealizuję zakup fabryki w Mołdawii. Choć niektóre firmy wolą poczekać z zagranicznymi inwestycjami.

— Kryzys jeszcze się nie skończył. W wielu przypadkach przy podejmowaniu decyzji o inwestycji ważniejsze są możliwości sprzedażowe niż koszty początkowe. W dodatku obecnie trudno o finansowanie, banki niechętnie podchodzą do takich projektów — mówi Mariusz Gromek, przewodniczący rady nadzorczej Barlinka, innej spółki notowanej na giełdzie.

— Dziś banki wymagają 30-40 proc. wkładu własnego. To o wiele gorsze warunki niż przed kryzysem — potwierdza Michał Jarczyński.

Wojciech Szewko: Wygodnie będzie

u Arabów i Wyspiarzy

1 Gdzie za granicą najlepiej inwestować?

Wojciech Szewko, ekspert Bussines Centre Club: Dla firm, które chcą działać globalnie, np. na rynku usług, dobrym miejscem do inwestowania są na pewno kraje Bliskiego Wschodu. Specjalne strefy ekonomiczne w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, takie jak Dubaj, są wręcz stworzone po to żeby przyciągać zagranicznych inwestorów. Mają znakomitą infrastrukturę — rozbudowane porty lotnicze i morskie, drogi, a co najważniejsze, nie ma w nich podatków.

2 A małe firmy? Rajem jest Wielka Brytania. Za inwestowaniem przemawiają tam wielkość rynku i bardzo proste prawo podatkowe. Małe przedsiębiorstwa mogą np. płacić VAT raz w roku. Do tego rzeczywiście działa tam jedno okienko. Ciekawa jest też Czarnogóra. To małe państwo ma bardzo przyjazne przepisy, z czego korzysta już część polskich firm. Jest prozachodnie i ubiega się o akcesję do Unii Europejskiej.

3Ukraina? Zdecydowanie odradzam. Panuje tam skrajna niestabilność polityczna i gospodarcza. Na polskich inwestorów czeka tam wiele niemiłych niespodzianek. Warto natomiast zastanowić się nad Białorusią. Choć Polacy boją się tam inwestować, niemiecka dyplomacja czuje pismo nosem i już aktywnie działa tam na rzecz niemieckich firm.

Jacek

Kowalczyk

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk,AJ

Polecane