Polak z wyboru, ale rosyjska dusza w nim pogrywa. Pamiętliwy, ambitny, z zacięciem politycznym. Swoją wartość zna. Jeśli szachować, to nie w byle turnieju. Wtedy już lepiej Wołodii Wysockiego posłuchać.
„Puls Biznesu”: Zagramy w szachy?
Michał Krasenkow: Nie wiem, czy mam jakieś w domu. O, są, jakieś stare, radzieckie, wybrakowane z lekka.
Dlaczego woli pan grać czarnymi?
A bo ja wiem. Może to wynika ze zbyt dużej chęci zwycięstwa, kiedy zaczynam, czyli gram białymi.
Zwyciężył pan ostatnio w turnieju w Holandii. W grupie C, czyli najsłabszej.
Organizatorzy preferują młodszych graczy, to był turniej zamknięty, mieli takie prawo. Jestem szachistą po czterdziestce i nawet jeśli mam wyższy ranking od młodzieniaszków, to jak na czołową setkę rankingu szachistów jestem weteranem. A to młodzi byli w grupie A czy B.
Kiedyś był pan nawet 10. na świecie, teraz — w szóstej dziesiątce. Powrócą lepsze czasy?
Nie gram źle, opanowałem wahania formy, które wynosiły mnie na szczyt, ale tylko na chwilę. Teraz będę powoli wspinał się do góry.
Wyobraża pan sobie pojedynek z mistrzem świata Kramnikiem?
Kiedy byłem dziesiąty w rankingu, siedziałem sobie jak król i naiwnie pisałem listy do organizatorów najlepszych turniejów. Wszyscy mi odmówili. Woleli zaprosić swoich. Dlatego mogę nie mieć nawet takiej okazji.
Kramnik zaczyna białymi. Widzi go pan proponującego remis?
Ranking pokazuje, że jego oczekiwany wynik w meczu ze mną jest 64 proc. Czyli na 10 partii powinien wygrać 6,5 pkt do 3,5 pkt. Tyle arytmetyka, reszta zależy od formy dnia.
A ma pan na rozkładzie kogoś ze ścisłej czołówki?
Do moich skalpów zaliczam m.in. Karpowa, Szirowa i Topałowa.
Czyli szachy to dla pana wojna, białe wojsko kontra czarne, zdzieranie skalpów?
Ależ skąd. To zdecydowanie pojedynek umysłów. Nie potrafię, podobnie jak Anand, nienawidzić przeciwnika. Szachy to dla mnie starcie intelektu z zadaniem.
Potrzeba znakomitej pamięci i przenikliwości. Pomaga wykształcenie matematyczne?
Jestem raczej wyjątkiem. Szachiści zwykle rzadko kończą poważne studia, koncentrują się na szachach. W czołowej setce większość to klasyczne typy humanistyczne.
Dziś szachy to komputery, indywidualni trenerzy. Każdy może być arcymistrzem?
Coraz częściej młodzi szachiści, w tym polska czołówka, pochodzą z zamożnych rodzin. Takich stać na wielogodzinne partie z najlepszymi trenerami. Mijają czasy, kiedy talenty wychodziły głównie z klubów szachowych. Indywidualny trening daje większe szanse.
Jak stoją polskie szachy?
Nie jest źle. Kamil Mitoń czy Radosław Wojtaszek to gracze z ambicjami i możliwościami na coś więcej niż szeroka czołówka. Warto zapamiętać te nazwiska.
Tylko po co? Dla wielu szachy to synonim nudy. Siedzi dwóch gości, podpiera brody, dłubie w nosie i czasem ruszy piona.
Niełatwo przekazać urodę szachów. Tu liczy się piękno ruchów, idei. Widowiskowość zaklęta jest w drewnianych bierkach. Podczas partii są emocje, półsłówka, ktoś blednie, ktoś inny niszczy wzrokiem oponenta.
No, a sami szachiści? Albo kłócą się o pieniądze, albo ślęczą przed komputerem i analizują partie.
Wysyp arcymistrzów spowodował, że wielu świetnych szachistów nie opływa w luksusy. Jeśli chodzi o osobowość, to młodzi wprowadzają pewien koloryt. Ostatnio dwóch zabawowych graczy, pewien Anglik i Ormianin Lewon Aronian, wówczas trzeci zawodnik świata, pobiło się w klubie o dziewczynę. Zamiast figur w grę wkroczyły pięści. Była niezła rozróba.
Z pana też niezły awanturnik. Polski Związek Szachowy ma pan „poobrażany”. Wczoraj ruszyły mistrzostwa Polski w Opolu. Na liście startowej nie ma nazwiska Krasenkow.
Jestem w konflikcie z obecnym zarządem PZSzach. Nie podobają mi się ich działania. Na przykład fundusz nagród mistrzostw zmniejszył się trzykrotnie. Dla mnie to sprawa zasad, kwestia szacunku dla siebie.
Pula 30 tys. zł to mało?
Przy ilości sił i czasu, jakie trzeba włożyć, te 30 tys., ale dolarów, które były kilka lat temu, budowały prestiż imprezy. Teraz to wydarzenie traci na znaczeniu. Kamil Mitoń, najwyżej sklasyfikowany polski szachista, też nie potwierdził startu w Opolu.
A pan, urodzony w Związku Radzieckim, od 10 lat Polak, to i w polityce międzynarodowej miesza. O polskiej rusofobii donosi do prokuratury.
Poszło o nienawistne komentarze internautów na forum gazeta.pl. Złożyłem zawiadomienie o przestępstwie z art. 256 i 257, czyli nawoływanie do nienawiści na tle narodowościowym i znieważenie grupy etnicznej. Śledztwo toczy się powoli.
To jednak obywatelstwo polskie, ale dusza rosyjska?
W Gorzowie znalazłem swoje miejsce, moi przyjaciele to Polacy. Sam nie popieram obecnej władzy w Rosji, jestem wobec niej krytyczny. Na forum były komentarze odnoszące się nie do włodarzy Kremla, ale do narodu. W stylu: Rosjanie to dzikusy, dobrze, że umierają. Chodziło mi o precedensowy proces.
Szykują się kolejne doniesienia?
Nie tam, dałem sobie spokój. Obie strony, Polska i Rosja, na szczytach władzy reagują na siebie alergicznie. A media jeszcze to podsycają. W Rosji bywam z okazji turniejów. A tam nie jestem już „swój”. Swój jestem w Polsce.
Sytuacja krytyczna, matowa — na belce siedzi Dymitrij Wasiliew, następny leci Adam Małysz. Po skoku którego krzyknie pan „jeeeest!”?
Kibicuję Małyszowi. Ale skoki oglądam rzadko. Wolę snookera i biathlon.
I Wołodię Wysockiego.
Mam kompletną płytotekę Wysockiego, mnóstwo publikacji, książek z nim związanych. Podtrzymuję kontakt z dr Marleną Zimną, dyrektor muzeum Wysockiego w Koszalinie. Ale prawdziwa pasja to szachy.
A szachiści, jak dawni bardowie, klepią biedę.
Jest przepaść między kilkoma, kilkunastoma najpopularniejszymi i najlepszymi szachistami a resztą. Ci pierwsi są zapraszani na prestiżowe turnieje, dostają pokaźne honoraria. Słabsi liczą na lokalne układy, płacą za przejazd i hotele. Są organizowane mistrzostwa świata, ale brakuje cyklu turniejów w stylu grand prix. Każdy marzy o czołówce, tam jest sława i kasa.
Niektórzy znaleźli sposób na taki skok. W trakcie gry pomagają im dyskretne komputery podręczne.
To poważny problem, rozwój techniki pozwala na takie oszustwa. Komputery grają nieraz lepiej od ludzi. Nie wiadomo, co z tym począć.
Śledzić graczy po toaletach? Rewizje osobiste?
Niektórzy oskarżają lidera rankingu Bułgara Topałowa o korzystanie z takiej pomocy. On zaprzecza i przekonuje, że przecież dżentelmeństwo to kamień węgielny szachów. No i czy ktoś mu cokolwiek udowodni? Jak? Bawić się w policjantów i złodziei?
Wygrał pan kiedyś z beznamiętną maszyną?
Unikam takich pojedynków. Nie lubię po prostu. Kilkanaście lat temu na turnieju w Hiszpanii potykałem się z przeciętnym komputerem. Wygrałem z trudem.
Teraz takie ekstrawagancje robi się tylko dla kasy, zwycięstwo nie wchodzi w grę?
Z komputerem nie przechodzą na przykład fortele oparte na trikach psychologicznych. Nie można uzyskać przewagi psychologicznej. To ma wielkie znaczenie w partii. Niektórzy grają przecież uśmiechem, szeptami, grymasami, minami. Komputer mu na to mignie ciekłokrystalicznym ekranem.
Ponoć kobiety lubują się w pozaszachowych fortelach?
Kiedyś na turnieju w Koszalinie Ukrainka Natalia Żukowa grała w pierwszej rundzie z arcymistrzem z Indonezji. Biedny Azjata osłupiały wpatrywał się w jej głęboki dekolt. Po piętnastu ruchach zamatował go biust szachistki.
Arcymistrz Krasenkow woli obustronne naginanie pamięci.
Zawodnej. Zdarzało mi się, że rano przygotowywałem się do jakiegoś wariantu, a w trakcie gry wylatywał mi z głowy. Zaczynała się improwizacja prowadząca zwykle do przegranej partii.
To może dopuścić oficjalnie pomoc komputera?
Są już turnieje, gdzie każdy korzysta z dowolnej pomocy. Tzw. freestyle w kombinacji „centaur”, czyli człowiek plus komputer. Okazuje się, że sam komputer nie jest najlepszy. To człowiek potrafi ocenić, kiedy maszyna w danej pozycji wcale nie wybiera najlepszego ruchu. I niech tak zostanie.
Komputery to przynajmniej w telewizji pokazują. A szachiści? Intelektualna elita w sportowej trzeciej lidze, tuż za strzelaniem do rzutków.
Liczę na rozwój śledzenia partii w internecie. Już teraz wielkie turnieje ogląda online nawet kilka milionów osób. Bo włączenie do igrzysk olimpijskich to pobożne życzenie.
A pobożne życzenia Michała Krasenkowa?
W tym roku trochę trenerki, trochę grania. Może pojadę do Norwegii, tam, gdzie przed laty wygrałem turniej i dostałem moją ulubioną nagrodę — maskotkę Trolla.
Mecz Jedliński — Krasenkow
Jak arcymistrz zjadł pretendenta
Bierki rozłożone. Wiekowa szachownica z 1975 r., nagroda z kolonii, gdzie nastoletni przyszły arcymistrz grał symultanę. Gram białymi, a statystyka jest bezlitosna — mój oponent woli czarne. Antyczny zegar meczowy stawiamy dla picu. Made in USSR, zepsuł się lata temu.
Zaczynam skoczkiem, bezpiecznie, na f3. Przynajmniej nie odsłaniam króla, odwlekam pierwszego szacha. Odpowiedź arcymistrza jest szybka — pion na d5. Ponoć debiutuje się pionem, jeśli się czuje, że koniec gry będzie szybki. Zobaczymy. Nie po to tułałem się 500 km, żeby teraz stracić ducha walki. Tak więc:
1. Sf3 d5; 2. Sc3 d4; 3. Sb5 c5
Kontynuuję swoją strategię opartą na nieobliczalności skoczka i zaraz muszę go bronić przed agresywnym pionem. Czwarty ruch. Zagwozdka: skakać skoczkiem czy wystawiać piony na pożarcie? Michał Krasenkow radzi: walcz o środek, rusz środkowe piony, potem rozwiń figury. O ile zdążysz.
A więc do boju
4. c4 Sc6; 5. g3 e5; 6. e4 f5
Arcymistrz ruchy wykonuje błyskawicznie. Czuję w tym grę psychologiczną, może w ramach retorsji zacząć stroić dziwne miny? Na razie czarne wojsko zwarcie panoszy się pośrodku szachownicy. Jeden z białych pionów można już spisać na straty.
7. d3 Sf6; 8. Gg5 fe
Pierwsze bicie mojego piona.
9. Gxf6 Hxf6
Biję skoczka, tracę gońca.
10. de Gg4
Biorę piona, zagęszcza się sytuacja wokół mojego skoczka.
11. Sc7 Kd8
Arcymistrz dostaje szacha, potrząsam szabelką. Później Krasenkow przyzna, że taki ruch można opisać jako „??”, czyli fatalny. Ale ja tam swoje wiem — było efektownie.
12. Sxa8 Gxf3
Zabrałem wieżę, straciłem skoczka, nie dostałem propozycji remisu. Choć moja sytuacja, jeśli chodzi o zdobyte figury, jest lepsza. Tylko na planszy jestem w defensywie.
13. Hb3 Gxh1
Czyli żegnaj wieżo, żegnaj debiucie, witaj końcówko.
14. Hxb7 Hd6; 15. Gd3 Gf3; 16. a4 Hd7
17. Hxd7 Kxd7
Arcymistrz podstawia hetmana. Czysta przyjemność go zbić, nie zmąci jej nawet to, że i ja tracę hetmana.
18. Wa3 Gd6; 19. a5 Wxa8
I po skoczku, na szachownicy rządzi czarne wojsko.
20. Gc2 Gh5; 21. f4 ef; 22. gf Gxf4
Białe pionki schodzą z planszy, zaczynam myśleć o tym, gdzie schować króla.
23. Ga4 We8; 24. Gxc6 Kxc6
Znów wymiana figur.
25. h4 Wxe4
Arcymistrz zapatrzony w szachownicę, pytam, jaki wykonać ruch? Odpowiedź: teraz to już obojętne.
26. Kf2 We2 27. Kf1 Wxg2
To o której jest ten pociąg do Warszawy?
28. Wa1 Ge3; 29. a6 Gf3; 30. We1 Wh2
28. Wa1 Ge3; 29. a6 Gf3; 30. We1 Wh2 31. Wxe3 dxe3
Pomocy! Szukam numeru komórki do Kasparowa.
32. Kg1 Wh1x
Kasparow nie odbiera, Krasenkow się uśmiecha. Wygrał, ale na punkty rankingowe nie ma co liczyć.
