Warszawski Zarząd Mienia Skarbu Państwa wdraża pionierski projekt antykorupcyjny.
Niestety za styl, w jakim to robi, raczej nie zasługuje na uznanie. Bardziej na lanie.
Z „Wprowadzenia” do (odrzuconej) normy KEMA 8001-1: „Pracownik administracji lub urzędnik, który dla własnej korzyści lub na skutek manipulacji z zewnątrz, nadużywa swoją pozycję, może spowodować, że zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz powstanie przekonanie, że organizacja, której jest przedstawicielem, jest niegodna zaufania”.
Droga z betonu
W sercu Warszawy, przy „imprezowej” ul. Sienkiewicza (od kilku lat przybywa tu klubów i kawiarni), pod numerem 3 mieści się Zarząd Mienia Skarbu Państwa.
Andrzej Braciszewski, pełnomocnik ds. ISO tej instytucji, zadzwonił do redakcji „PB” 3 marca 2004 r. I pochwalił się, że jego urząd wdraża — prawdopodobnie pierwszy w Polsce! — system antykorupcyjny. I dlatego zaprasza na spotkanie.
Nie minął tydzień i 9 marca w siedzibie ZMSP o godz. 10 na wizytę „Pulsu” czekali: Piotr Woliński — dyrektor Zarządu Mienia Skarbu Państwa, Artur Jabłoński — wiceprezes Akademii Jakości i pełnomocnik ds. ISO Andrzej Braciszewski. Dyrektor ZMSP z zapałem jął przedstawiać instytucję, którą mu przyszło od 3 lat zarządzać… To jednostka administracyjna urzędu miasta stołecznego Warszawy specjalizująca się w zarządzaniu zasobami nieruchomości skarbu państwa.
Piotr Woliński mówi o tym majątku, że nie jest wielki, na początku 2004 roku stanowił 1,5 tys. lokali mieszkalnych, kilkadziesiąt lokali użytkowych i kilkadziesiąt nieruchomości gruntowych, będących przedmiotem dzierżaw.
ZSMP administruje tymi zasobami w imieniu prezydenta miasta. Jest organem samodzielnym o formule gospodarstwa pomocniczego, nie podlegamy pod żadną inną jednostkę centralną.
W końcu dyrektor Woliński przeszedł do meritum. Wpierw opowiedział jak, wczesną jesienią 2002 roku, wspólnie z Andrzejem Braciszewskim podjęli decyzję o wprowadzeniu systemu zarządzania jakością, zgodnego z międzynarodową normą ISO 9001: 2000. Rok strawili na przygotowaniach (konsultacje: Akademia Jakości). A potem wszczęli starania o uzyskanie certyfikatu (dostali go 1 lutego 2004 r. od holenderskiej jednostki Kema Quality). Ale...
Dyrektor Woliński, jakby wyciągał asa z rękawa: pod koniec realizacji procesu certyfikacji zaproponowano mu „program pilotażowy, zupełne novum na rynku” — wdrożenie systemu antykorupcyjnego i uzyskanie nań certyfikatu! ZMSP miałby wystąpić w roli królika doświadczalnego… Ciężka decyzja, a jednak szybka zgoda. Dlaczego?
Bo wszyscy w tym kraju narzekają na korupcję, a nikt z nią skutecznie nie walczy. I trzeba pokazać, że coś jednak się zaczęło, że jest słuszna droga! Droga otwarta dla całej Polski — dyrektor Woliński nie boi się patosu.
Wtóruje mu pełnomocnik Braciszewski: chodziło o to, by ktoś z zewnątrz potwierdził, że Zarząd Mienia Skarbu Państwa to dobrze zorganizowana i doskonaląca się firma, że w naszej administracji publicznej nie panuje tylko ten ubiegły stan zapyziały i beton! Ale, że proszę — można!
Zła krew
Oto relacja jednego z najbardziej doświadczonych samorządowców w stolicy. Zgodził się na rozmowę, ale zastrzegł sobie anonimowość.
— Zarząd Mienia Skarbu Państwa utworzono wówczas, gdy rodziły się powiaty. Przedtem istniały tzw. rejony, czyli administracja rządowa na szczeblu rejonowym, zarządzająca majątkiem państwowym w terenie. Powiat warszawski utworzono 1 stycznia 1999 roku — z radą wybieraną przez ludzi w powszechnych wyborach i starostą, obieranym w wyborach pośrednich — czyli przez radę starostwa. Nie muszę tłumaczyć, że wszystko, o czym będziemy zaraz mówić ma podłoże stricte polityczne. Starostwo przejęło wówczas zarządzanie majątku skarbu państwa na obszarze Warszawy… Powołano do życia Zarząd Mienia Powiatu Warszawskiego (na mocy pełnomocnictw podlegał Markowi Rasińskiemu, ówczesnemu wicestaroście). Na czele stanął Stefan Łakomy. Od razu zaczęły się dziać dziwne rzeczy! Diabli wiedzą na przykład, dlaczego część budynków mieszkalnych przy ulicach: Andersa i BAON-u „Zośka” raptownie stała się budynkami Skarbu Państwa, skoro nie były to obiekty zakładowe? Dlaczego blokowano wykup wyremontowanych przez lokatorów mieszkań w budynkach należących do zarządu mienia? Na przykład w kamienicy Tamka 4 (przedwojenny hotel nauczycielski)... Jej mieszkańcy od ponad 5 lat walczą o wykup lokali. Na próżno! Zamiast tego, budynek do dziś przeżywa nieustanne remonty. Mało tego! Nagle co do tej nieruchomości pojawiły się ostatnio dość dziwaczne roszczenia, związane z niektórymi warszawskimi samorządowcami — chociaż obiekt zbudowała przed wojną fundacja. Była też sprawa kamienicy Krakowskie Przedmieście 25… I wie pan co? Nagle się okazało, że Zarząd Mienia Skarbu Państwa po prostu gromadzi majątek. Czy pan wie, że jest nawet zarządzenie o przejęciu Zamku Ujazdowskiego przez Zarząd Mienia Skarbu Państwa?
— Czyje?
— No starosty warszawskiego. Nigdy nie zostało skonsumowane — ale istnieje!
— Pewnie stare jakieś…
— Nie bardzo stare, bo powiat istnieje od 1999 roku! I to zarządzenie może mieć 2-3 lata. Wciąż aktualne! Oni gromadzą majątek — co się da! Mają kupę pieniędzy, z którymi naprawdę nie wiedzą, co robić. Ostatnio na 18 pracowników kupili 6 kserografów…
Chwila przerwy. Łyk kawy i dalej:
— W pewnym momencie wokół ZMSP, czy też wtedy — Zarządu Mienia Powiatu Warszawskiego, zaczęła narastać zła atmosfera — zainteresowały się nim media i organy ścigania. Wówczas pan Rasiński urządził akcję pokazową, rozwiązał umowę o pracę z panem Łakomym. Stefan Łakomy odszedł, jego miejsce zajął Piotr Woliński. Z tego, co wiem, jest człowiekiem powiązanym z ludźmi, których już dziś nie ma w strukturach miasta. Mówię to wszystko, by pan sobie uzmysłowił, że zarząd mienia jest zbliżony do pozostałości układu warszawskiego, nieprzyjaznego wobec prezydenta Warszawy. Najgorsze, że Kaczyński prawdopodobnie zupełnie nie zdaje sobie z tego sprawy. I nie mówię tak, jako gorący zwolennik Kaczyńskiego! Bo mam do niego zastrzeżenia — i konkretne zarzuty!
Niezły Meksyk
Piotrowi Wolińskiemu i Andrzejowi Braciszewskiemu nie sposób nie ufać: przecież mowa o systemie antykorupcyjnym! Chcą coś przeciąć, czemuś zapobiec...
Dyrektor Woliński opowiada, jak to dwie propozycje (Kemy i Akademii Jakości) wdrożenia owego cacka zbiegły się w czasie. Koryguje go pełnomocnik Braciszewski — wydaje mu się, że Kema była pierwsza. Tyle że najwcześniejsza wersja jej oferty była specyficzna, bo opierała się na systemie, działającym już na rynku holenderskim… Aż trudno sobie wyobrazić, jak to zaadaptować do polskich warunków! Przypomina sobie, że najpierw ofertę złożyła Kema holenderska, potem Kema Quality Polska, a jako trzecia Akademia Jakości. Cena Kemy z Holandii okazała się zabójcza — wskazuje — dlatego, że system mieli wprowadzać Holendrzy, którzy najpierw musieliby się zapoznać ze specyfiką polskiej firmy i naszymi realiami. Plan, który Kema przedstawiła, sprowadzał się głównie do strony etycznej. A zarząd ZSMP czuł, że musi zablokować korupcję od strony zarządzania firmą. Liczenie w Polsce na etykę… Pełnomocnik Braciszewski kiwa z politowaniem głową: wiadomo, jak się zachowują Polacy po wyjściu z kościoła…
A Piotr Woliński przypomina, że w Holandii to zupełnie inna skala problemu. Polskę chyba należy porównywać bardziej z Meksykiem. Niestety propozycja Kemy nie była meksykańska, lecz holenderska! Ale zarządowi złożono też ofertę, dopasowaną do polskiego klimatu i decyzja kierownictwa od razu była pozytywna — opowiada i patrzy wymownie na Artura Jabłońskiego.
Wywołany do odpowiedzi wiceprezes Akademii Jakości spokojnie i rzeczowo wyłuszczył sprawę: Akademia Jakości współtworzyła — wraz z Polskim Centrum Badań i Certyfikacji — system antykorupcyjny.
Przez niemal pół roku pracował nad nim zespół specjalistów zarządzania jakością. Pierwsze skrzypce grał wśród nich Jerzy Kowalczyk — jeden z największych autorytetów polskiej branży jakościowej. Eksperci stworzyli nakładkę na wymagania normy ISO 9001. System antykorupcyjny to — w zasadzie — element uzupełniający, który zawiera 26 wymagań rozszerzających w stosunku do ISO 9001 — właśnie pod kątem zapobiegania korupcji. Uwzględnia również elementy normy SA 8000 (o odpowiedzialności społecznej w miejscu pracy), związane z analizą zagrożeń na stanowisku pracy z punktu widzenia podejmowania decyzji. Specjalny certyfikat dla ZMSP stworzył i nada urzędowi PCBC.
Artur Jabłoński zastrzega, że system ów nie ma nic wspólnego z kemowską normą 8001-1. Przede wszystkim dlatego, że powstał z zastosowaniem wytycznych Banku Światowego, Organizacji Narodów Zjednoczonych, Unii Europejskiej i strategii antykorupcyjnej polskiego rządu.
Artur Jabłoński nie ukrywa, że jest byłym pracownikiem Kemy, co poczytuje sobie za zaszczyt i powód do dumy.
Ale ten system nie będzie likwidował korupcji… — Andrzej Braciszewski rozpoczyna nowy wątek.
Gdzieś ta świadomość ludzka musi się zmienić… I dlatego trzeba to zrobić, trzeba być w czołówce! — dokłada Piotr Woliński.
Ile kosztuje nakładka?
Oferta niezmiernie preferencyjna... Ale w tym kraju podejmowanie tego typu działań przez urzędy warte jest każdych pieniędzy — unika konkretów dyrektor.
Rząd wielkości?
Poniżej 6 tys. euro.
Na koniec spotkania urzędnicy Zarządu Mienia Skarbu Państwa pokazują pisma do Jarosława Kaczyńskiego, prezydenta miasta stołecznego Warszawy. Chwalą się w nich niecodziennym pomysłem walki z plagą przekupstwa w Polsce. Jeszcze nie znają reakcji prezydenta — za wcześnie — noty poszły na początku marca. Ale są przekonani, że prezydent Kaczyński przygląda się ich poczynaniom z zainteresowaniem.
Czy będą gratulacje?
Najpierw muszą dostać certyfikat (uroczystość planują na 5 kwietnia 2004 r.). Potem — może — przyjdzie czas na laury.
Przejęcie?
Dzień po spotkaniu w Zarządzie Mienia Skarbu Państwa. Stara warszawska Wola, ulica Chłodna 64. Pod nieobecność Ryszarda Cedrowskiego, prezesa zarządu Kema Quality Polska (aktualnie poza granicami kraju), firmę na spotkaniu z „PB” reprezentuje Anna Jasik. Jest poirytowana, zdecydowanym tonem podkreśla: pomysł wprowadzania systemów antykorupcyjnych (zgodnych z normą KEMA 8001-1) w urzędach polskich powstał w Kemie! Był dwukrotnie opisywany w prasie („Prawo i Gospodarka” z 28 września 2000 r. i „Gazeta Samorządu i Administracji” z 26 marca — 8 kwietnia 2001 r.). Firma bardzo ostrożnie, powoli przygotowywała się do rozwinięcia projektu. Niestety — aż do roku 2003 nie udało się zainteresować nim żadnej gminy czy urzędu!
ZMSP pierwszy się zdecydował na system antykorupcyjny. Kema potraktowała tę sprawę z najwyższą starannością i uwagą. W projekt zaangażowali się eksperci z Holandii i Polski. Urzędnicy ZMSP otrzymali szczegółową ofertę wdrożenia i dodatkowe źródła — z opisem przykładów rozwiązań: np. „Kodeks postępowania członków zarządu” jednej z gmin holenderskich (wstępna wartość kontraktu nieco ponad 14,5 tys. euro).
Kema kompletnie nie zdawała sobie sprawy, że istnieje inna oferta. Więcej! To z „Pulsu” dotarła do firmy informacja, że ZMSP wprowadza system antykorupcyjny — i to we współpracy z Akademią Jakości! Kema jako pierwsza złożyła ofertę — to nie ulega żadnej wątpliwości.
Tyle Anna Jasik.
Jeszcze tylko przekazuje komplet materiałów, które trafiły do Zarządu Mienia Skarbu Państwa i zapewnia, że poprosi prezesa o komentarz. Po kilku dniach do redakcji „PB” dotarł list od Ryszarda Cedrowskiego. „Nie mieliśmy żadnych obaw, współpraca zapowiadała się bardzo obiecująco. Dopiero w grudniu 2003 r. (już po otrzymaniu materiałów z Kemy) ZSMP zaczął się wycofywać, stwierdził, że nie będzie wdrażał u siebie systemu antykorupcyjnego. Jako przyczynę podawał brak środków finansowych” — raportuje Ryszard Cedrowski.
Co do Akademii Jakości, prezes Kemy też dorzuca trzy grosze. Z jego relacji wynika, że założył ją m.in. były konsultant Kemy Polska (jednostka konsultingowa Kemy, działająca do 2002 roku). Początkowo Akademia Jakości podpisała porozumienie o współpracy z Kemą, ale — po „nieetycznych zachowaniach” — porozumienie rozwiązano. Rozstanie nie było miłe. Prezes zaznacza, że nadal rozważa skierowanie sprawy do sądu.
Na tym nie koniec. We wrześniu 2003 roku Kema Quality Polska zrezygnowała ze współpracy z pracownikiem, którego zachowanie — zdaniem firmy — było… mało etyczne. Zwolniony zatrudnił się w Akademii Jakości. Pracując w Kemie miał dostęp do materiałów, związanych z systemem antykorupcyjnym. Kilka miesięcy później Akademia Jakości zaoferowała i wdraża w ZMSP… system antykorupcyjny.
„To już można nazwać nie tylko brakiem etyki, a rabunkiem know-how! Niestety rozwiązań takich, jak w normie antykorupcyjnej, nie poddaje się procesowi zastrzeżenia patentowego. Każdy może stwierdzić, że wymyślił jakiś system. Każda organizacja ma własne cele, charakter, środowisko, dlatego system zarządzania stworzony dla niej zawsze się będzie różnił od innych. Możemy jednak śmiało mówić o pomysłach, doświadczeniach, materiałach i narzędziach, które zostały opracowane przez Kemę i stanowią jej własność intelektualną” — najwyraźniej ostrzega Ryszard Cedrowski.
I dodaje, jaką rolę odgrywa klient zainteresowany wdrożeniem systemu korupcyjnego: jako pionier na rynku polskim powinien świecić przykładem transparentności, uczciwie i rzeczowo współpracować z partnerami.
„Zdajemy sobie sprawę, że każdy klient ma prawo do wyboru najkorzystniejszej dla siebie oferty na podstawie kryteriów, jakie sobie sam nakreśli. Wiemy też, że ma również prawo do współpracy z dowolną, wybraną przez siebie organizacją. Ale poznane przez nas okoliczności dają podstawy do przypuszczeń, że wykorzystano materiały udostępnione w dobrej wierze przez Kemę. Udział byłych współpracowników naszej firmy w tym procederze sugeruje czysto biznesowy układ między zainteresowanymi stronami. To szczególnie drażliwe w przypadku sprawy związanej z certyfikacją sytemu antykorupcyjnego!”.
Ciekawe: czy czara goryczy się właśnie przelała?
Panie kolego
Andrzej Braciszewski dokładał starań, by „Puls Biznesu” był na bieżąco z działaniami ZMSP co do realizacji antykorupcyjnego projektu. Dlatego mniej więcej tydzień przed 30 marca 2004 r. poinformował, że tegoż dnia o godz. 11.00 dojdzie do uroczystej prezentacji niecodziennego systemu. Będzie Fundacja Batorego! Zaprasza! Nie wypadało odmówić — tym bardziej że pojawiły się wątpliwości, które należało szybko rozwiać.
Na ulicy „imprezowej” w siedzibie ZMSP zrobiło się tłoczno. W malutkiej salce konferencyjnej zasiadło 10 osób: Grażyna Kopińska, dyrektor programu „Przeciw korupcji” Fundacji im. Stefana Batorego i Grażyna Czubek z tejże organizacji, Maciej Wnuk i Dariusz Jachimowski z Transparency International Polska, trzej panowie z Akademii Jakości — Jerzy Kowalczyk (przewodniczący rady nadzorczej), Robert Wiśniewski (prezes) i Artur Jabłoński (wiceprezes) oraz — rzecz jasna — Piotr Woliński i Andrzej Braciszewski.
Scenariusz spotkania — początkowo — przebiegał bardzo podobnie do tego z „Pulsem”: dynamiczne wypowiedzi dyrektora Wolińskiego o urzędzie, przeplatane spostrzeżeniami o korupcji w Polsce. Potem opis systemu antykorupcyjnego w wykonaniu pełnomocnika Braciszewskiego (z drobną różnicą — certyfikacja przesunięta o miesiąc), tym razem obficie uzupełniony przez Jerzego Kowalczyka (on to, jesienią 2003 roku odszedł z Kema Quality Polska).
Przyszła pora na pytania.
Maciej Wnuk zapytał Braciszewskiego o identyfikację korupcyjnych zagrożeń w Zarządzie Mienia Skarbu Państwa. Nie otrzymał konkretnej odpowiedzi. Drugie pytanie skierował do przedstawicieli Akademii Jakości: czy, wdrażając system antykorupcyjny, zapoznali się z przeszłością instytucji?
I usłyszał: „nie”.
— A szkoda, bo powinniście znać historię ZMSP, można się wiele nauczyć... Był na przykład niejaki dyrektor Łakomy — rzekł Wnuk.
— Swoją drogą ciekawe nazwisko — zauważył Dariusz Jachimowski.
Tu Jerzy Kowalczyk wykazał się refleksem i od razu wypalił:
— Dobrze znam takie realia, swego czasu byłem przewodniczącym rady tego miasta. I wiem, w jaki sposób dochodzi do zagrożeń korupcyjnych — np. w zakresie ustawy o zamówieniach publicznych…
Dobra okazja do rozwiania wątpliwości.
— Á propos… Czy ZMSP wybrał ofertę na wdrożenie systemu antykorupcyjnego zgodnie z tą ustawą? Czy nie należało przypadkiem ogłosić konkursu ofert?
— Nie, bo — zgodnie z ustawą — do kwoty 6 tys. euro mamy wolną rękę. A oferta Akademii Jakości nie przekroczyła tego progu — odparował Piotr Woliński.
— Ale pierwsza wpłynęła oferta Kemy, opiewająca na 14,6 tys. euro.
— Wcale nie jestem przekonany, czy pierwsza. Nie przypominam sobie — wątpił Braciszewski.
— Ale poprzednio twierdził pan, że Kema była pierwsza. To jest nagrane! Jak było?
— Była pierwsza — przyznał przy świadkach Andrzej Braciszewski.
By wyjaśnić konieczność ogłoszenia konkursu, wtrącił się Maciej Wnuk. Zapytał o wstępne szacunki (jeszcze przed otrzymaniem ofert) wysokości kontraktu na wdrożenie, ta bowiem suma ma decydujący wpływ na formę wyboru dostawcy. Niestety — ani dyrektor Woliński, ani pełnomocnik Braciszewski nie potrafili odpowiedzieć na proste pytanie.
— Trudno zatem mówić zgodności postępowania ZMSP z procedurami z ustawy — zauważył Wnuk.
W tej sytuacji nie wypadało nic innego, jak omówić zarzuty Kemy w stosunku do Akademii Jakości.
— Kolego! Ja polską Kemę tworzyłem! I od wielu lat interesowałem się również systemem antykorupcyjnym — nie wytrzymał Jerzy Kowalczyk i tak się zagalopował, że w końcu stwierdził, że z antykorupcyjną normą Kemy nigdy nie miał nic wspólnego!
— A prezes Cedrowski niech albo przestanie nam wygrażać prokuratorem i sądami, albo niech wytoczy sprawę — dołożył Artur Jabłoński.
— Ale wykorzystaliście normę KEMA 8001-1 przy tworzeniu swego systemu?
— Tylko pomysł! Metodologia i cała reszta jest nasza! — zakończył Jabłoński.
Na spalonym
Grażyna Kopińska wyraziła nadzieję, że poruszone — nieoczekiwane — problemy wyjaśnią się. Szybko. Bo przecież poważnemu wdrażaniu systemu antykorupcyjnego nie może towarzyszyć nawet cień podejrzenia.
— Bardzo dobrze się stało, że w ogóle podjęto taką inicjatywę. Z drugiej strony fatalnie, że towarzyszy jej tyle znaków zapytania. To może być sygnał, że świetny pomysł spalono, zanim go zrealizowano. A tego by chyba nikt z nas sobie nie życzył — podsumowała dyrektor Programu „Przeciw korupcji”.
Niestety nowe fakty, które wciąż pojawiają się przy okazji wdrażania systemu antykorupcyjnego w Zarządzie Mienia Skarbu Państwa, nie są budujące. Otóż Andrzej Braciszewski, pełnomocnik ds. ISO ZMSP, jest również przewodniczącym Komisji ds. Systemu Zarządzania Jakością w Ogólnopolskim Stowarzyszeniu Licencjonowanych Zarządców Nieruchomości Ekspert. Organizacja zrzesza m.in. prywatne podmioty gospodarcze, prowadzące działalność komercyjną na obszarze Warszawy.
— Typowy konflikt interesów — krótko komentuje Maciej Wnuk.
Dr Marek Majchrzak, prezes OSLZN Ekspert, początkowo nie wierzy własnym uszom:
— Jaki konflikt interesów? Nie wiem, o czym pan mówi! Wszystko robimy bezpłatnie! Po prostu staramy się sobie pomagać! Że też się panu chce tracić czas na takie bzdury!
Po chwili konstruktywnej rozmowy traci jednak rezon:
— Ja tego Braciszewskiego nawet bliżej nie znam... A tak szczerze mówiąc, gdyby się nadarzyła okazja, wykręciłbym się z tego wszystkiego. Mam dość, jestem zgorzkniały. To nie zajęcie dla naukowca — przyznaje doktor.
Co ciekawe, na stronie internetowej Eksperta zamieszczono ofertę wdrożeniową dla członków stowarzyszenia na system zgodny z ISO 9001: 2000. „W celu uzyskania wszelkich informacji odnośnie przygotowania do uzyskania certyfikatu oraz podpisania stosownej umowy należy się zgłaszać do Akademii Jakości. (...) Informacji szczegółowych udziela też kol. Andrzej Braciszewski”. Zgodnie z zapisem konsultować ma Akademia Jakości, certyfikować zaś m.in. Kema — trwają negocjacje cenowe. Holenderska jednostka zdecydowanie zaprzecza: nie było i nie ma żadnych negocjacji. Do firmy wpłynęło jedynie — dosyć dawno — pytanie stowarzyszenia. Odpowiedzią nie była zaś oferta, a tabela przykładowych stawek certyfikacyjnych.
— Po pierwsze: to informacja stara, po drugie: nic z tego nie wyszło. Nie podpisaliśmy ani jednej umowy — komentuje Artur Jabłoński z Akademii Jakości.
Dzień po zamieszaniu w ZMSP odwiedził redakcję „PB”. Postanowił do końca wyjaśnić kwestię konfliktu Kema Quality Polska — Akademia Jakości. Nie chce, by jego firmę przedstawiono w złym świetle. Mówi, że nie ma mowy o żadnym plagiacie systemowym. Ot, chociażby ze względu na wciąż obowiązującą umowę podpisaną AJ z Kemą o poufności informacji, wynikających z dawnej współpracy obu firm.
— Nie jestem samobójcą, nigdy bym czegoś takiego nie złamał! — zarzeka się Jabłoński.
Wiceprezes Akademii Jakości dysponuje również najświeższymi rewelacjami z Zarządu Mienia Skarbu Państwa. Okazało się, że Andrzej Braciszewski w końcu ustalił: oferta Kemy wpłynęła jednak jako druga (17 grudnia 2004 r. widnieje na materiałach dostarczonych przez Kemę do redakcji „Pulsu”!). Akademia Jakości przysłała swoją 17 listopada 2004 r. (na kopii oferty, którą właśnie wręcza Artur Jabłoński nie ma daty).
31 marca do Biura Prasowego prezydenta miasta stołecznego Warszawy skierowaliśmy prośbę (pokrótce opisując okoliczności wprowadzania systemu antykorupcyjnego) o zajęcie stanowiska w tej sprawie. Tego dnia Jarosław Kaczyński — w trybie pilnym! — zlecił pracownikom Biura Kontroli Wewnętrznej i Audytu Urzędu Miasta przeprowadzenie natychmiastowej kontroli w siedzibie ZMSP. Czekamy na wyniki...
PS. Dyrektor Piotr Woliński nie żądał autoryzacji wypowiedzi członków zarządu i zgadzał się na publikacje zdjęć — do których zresztą pozował — do momentu, kiedy zaczęła się u niego kontrola z urzędu miasta. Można by polemizować, czy wysoki urzędnik samorządu, wypowiadający się wyłącznie w sprawach podległej mu instytucji może takie ograniczenia raptem wprowadzać. Ale pal sześć... Jego wypowiedzi publikujemy w precyzyjnych omówieniach. Dosłowne wypowiedzi zachowaliśmy jednak tam, gdzie dwaj członkowie zarządu występują publicznie, na oficjalnej prezentacji systemu antykorupcyjnego.
